Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rasha. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rasha. Pokaż wszystkie posty

środa, 15 marca 2017

Od Rashy (CD Jaskra) - Towarzysze z przypadku

        Odkrycie nowego towarzysza nie poruszyło kobiety właściwie w niczym. Nie martwiło ją rozpoznanie, nie przejmowała się nigdy zbytnio swoją reputacją. Od zawsze robiła po prostu to w czym była dobra i tak jakoś się złożyło, że rzadko miewała gorsze występy na ringu. Jednak Seanit wpatrywała się w Latifę z nowym zaciekawieniem. Zaciekawieniem na tyle wielkim, że zepchnęła Jaskra z jego miejsca, by móc siąść obok Rashy. Ta odłożyła szklankę zauważając wytrzeszczone za kolorowymi okularami gały i uniosła pytająco brew.
  - Coś nie tak? - spytała.
  - Coś się nie chwaliła?! - wypaliła Drzazga.
  - Niby czym tu się chwalić? Walki jak walki, nic interesującego - Rasha wzruszyła ramionami.
  - Zależy jak dla kogo - zauważył Amerykanin. - Niektórzy goście na widowni wydają się gapić na zawodniczki niemal z namaszczeniem...jakby nigdy nie widzieli bijących się kobiet.
  - Ej, najpierw zdefiniuj mi poprawnie słowo ,,bijatyka" - zaoponowała Latifa. - Rozdzielałam kiedyś dziewczyny, które ciągnęły się za włosy równocześnie próbując wydrapać przeciwniczce oczy i uparcie uważały to za prawdziwą walkę.
  - Broń Boże, przyrównywać kogokolwiek takiego do ciebie? Nie śmiałbym - mężczyzna uniósł ręce w uspokajającym geście.
  - Bijesz się tylko z laskami? - wtrąciła się Sea.
  - Zależy - odparła Khal.
  - Od czego?
  - Czy robię to legalnie, czy daję komuś nauczkę.
  - To pobiłabyś kogoś jakbym cię poprosiła? - na jej ustach zatańczył aż nieludzko radosny uśmiech.
  - Hej, nie jestem najemnym mordoklepem, okej? - wyższa z dziewczyn urwała temat. Po chwili jednak wzruszyła lekko ramionami i dodała: - Chociaż w sumie jakby sobie tak NAPRAWDĘ zasłużył...
  - Hah! To już wiem kogo szukać na przyszłość jak brata nie będę miała pod ręką - mikrus z diaboliczną uciechą zatarł ręce.
  Rasha i Jaskier równocześnie spojrzeli na nią niemal z niepokojem. Mężczyzna nawet odsunął krzesło o kilka centymetrów z przeciągłym zgrzytem. Seanit albo tego nie zauważyła, albo to zignorowała, sięgając po swoje piwo. Khalida jednak nie zdziwiłaby się, gdyby Drzazga przyznała, że ta reakcja była z góry zaplanowana.
  - Kiedy masz jakąś walkę? - zapytała nagle Sea.
  - Co? Chcesz zobaczyć? - Latifa wzięła ostatni łyk i odsunęła od siebie szklankę. Barman wskazał na nią pytająco, ale pokręciła przecząco głową. Piła tylko do towarzystwa, tyle jej wystarczało.
  - No ba! To musi być zabawne.
  - Jak tak bardzo cię to kręci, to jutro mam sparing na hali przy rondzie. Niedaleko stąd - odpowiedziała Rasha.
  - Z kim? - rzucił z niczego Jaskier.
  - Jednak się na tym znasz, skoro pytasz - zauważyła z lekkim uśmiechem kobieta.
  - Pfft, gdzie tam. Ja i takie prymitywne imprezy... - wykręcił się zabierając się za swoją szklankę.
  - Jak już chcesz wiedzieć - odparła rozbawiona Khal - to sama nie mam zielonego pojęcia kogo mi dadzą. To raczej walka mniejszej rangi. Dziewczyny przychodzą się wykazać. Góra pięć faktycznie się załapie...
  - A reszta na stracenie, BUAHAHA! - wcięła się Seanit.
  Jaskier aż się zakrztusił. Mikrus roześmiał się, niemal spadając z krzesła.
  - No już, jaja sobie robię! - klepnęła go przyjacielsko w plecy. - Ale miałeś genialną minę!
  Latifa również zaśmiała się krótko. Patrząc na tę dwójkę pokręciła głową z niedowierzaniem. Nie takiego wieczoru się spodziewała, ale nie miała na co narzekać. Przynajmniej nie było nudno. W końcu lepsze takie towarzystwo niż żadne.

        Khalida zamknęła swoją szafkę i usiadła na ławce z owijkami na ręce. Szatnia była już pusta - wszystkie uczestniczki wyszły na zewnątrz, popatrzeć z bliska na pierwsze trzy walki. Rasha miała wystąpić jako czwarta i jakoś nie spieszyło jej się, by patrzeć na te biedne dziewczyny liczące na dobry start. Sama musiała znieść wiele podobnych sparingów zanim dostała się do ligi, doskonale więc wiedziała ile jeszcze prób czeka większość z nich. Żółtodziobów zawsze było jej szkoda najbardziej. Przeciwnicy dobierani byli losowo, nie bacząc na żadne stopnie trudności. Takie rzeczy stawały się ważne dopiero na scenie profesjonalnej. Teraz kobiecie maszyna mogła wylosować zarówno równej jej przeciwniczkę, jak i zupełną początkującą.
  Gdy skończyła owijać lewą rękę, do jej uszu dotarł głuchy dźwięk zamykanych drzwi. Podniosła głowę, a na jej ustach pojawił się lekki uśmiech gdy zza rogu wyłoniła się rozczochrana łepetyna Drzazgi. Za nią wszedł też Jaskier.
  - Jednak przyszliście? - rzuciła.
  - Przecież ci mówiłam, że będę - przypomniała wesoło Seanit. - A tego tu ściągnęłam akurat z ulicy.
  - I tak planowałem wejść - upierał się Jaskier. - W końcu raz danego słowa się nie łamie.
  - Jak w ogóle się tu dostaliście? - Khalida uniosła jedną brew. - Na zewnątrz chyba powinna stać ochrona.
  - Ależ stoi i świetnie się bawi podrywając jakąś azjatkę - odpowiedział ze wzruszeniem ramion.
  - I jak tam? Gotowa skopać komuś tyłek? - Sea walnęła Rashę w ramię, papugując postawą zawodniczkę na ringu.
  - Chyba bardziej się na to cieszysz niż ja - zauważyła kobieta z rozbawieniem. - Może mnie tam zastąpisz? Z chęcią usiadłabym na trybunach.
  - W sumie to nie głupie - mężczyzna wyszczerzył się złośliwie. - Może przeciwniczka Seanit udusiłaby się ze śmiechu i mielibyśmy walkower?
  W ostatniej chwili uniknął ciosu w brzuch. Khal parsknęła śmiechem, owijając drugą dłoń. Przez ściany dotarł do niej głos z megafonu, anonsujący koniec drugiej walki. Westchnęła i wstała z miejsca.
  - No nic - rozprostowała palce. - Chyba czas wziąć się do roboty.
  - Ej, tylko weź nie uciekaj od razu po walce! - Sea pogroziła jej palcem z poważną miną. - Będziemy musieli to uczcić!
  - Niezależnie od wyniku - dodał Jaskier, również w niedorzecznie poważnym tonie. Uśmiech jednak psuł cały efekt.
  - Niech wam będzie - Latifa naciągnęła na dłonie przygotowane do walki rękawiczki bez palców. - Lepiej idźcie na widownię. Ochroniarz nie będzie wyrywał w nieskończoność.
  - W sumie, to patrząc na jej minę, możesz mieć sporo racji - Jaskier uchylił kapelusza na pożegnanie i pociągnął za sobą upartą Seę. - Powodzenia!
  - Ktokolwiek to będzie, dobij ją w moim imieniu! - dodał mikrus. Przy otwarciu drzwi stłumione szumy okazały się odgłosami publiczności, po chwili jednak znowu przycichły stłumione ścianami.

Ktoś chce popisać co się dzieje na widowni? Albo ktoś się bije? >:)

piątek, 24 lutego 2017

Od Rashy (CD Seanit) - Drzazga

        Rasha zawsze była przekonania, że im coś jest mniejsze, tym bardziej może być upierdliwe. Jeśli wbije ci się w palec igła, wyciągniesz ją o wiele łatwiej niż drzazgę. Tej drugiej nie dość, że nie zobaczysz póki nie poczujesz kłucia w ściskanym palcu, to jeszcze nie idzie jej w żaden sposób chwycić paznokciami za wystające ze skóry mikroskopijny koniuszek. I tak będzie cię irytować w kółko i w kółko, przypominając o swoim istnieniu za każdym razem gdy zaciśniesz na czymś dłoń, aż koniec końców sama wypadnie. Ta sama zasada wydawała się tyczyć także zwierząt - łatwiej nauczysz się jeździć na koniu niż kucu, a żaden owczarek nie wkłada w ujadanie tyle nienawiści co rozpieszczona chihuahua.
  Wracała właśnie do domu z treningu, niosąc na ramieniu małą torbę ze swoimi rzeczami, przebrana w prosty top i czarne spodenki, kiedy to przekonała się na własne oczy o prawdziwości owego stwierdzenia.
  Żeby nie było, mała roztrzepana dziewczyna naprawdę jej zaimponowała. Wychowując się w jednej z islamskich dzielnic Dżannah była świadkiem wielu sytuacji, w których jakiś dorosły mężczyzna wyraźnie nie potrafił trzymać przy sobie rąk, chwytając bogu ducha winną niemal dwa razy młodszą dziewczynę za tyłek, bądź narzucać się w jeszcze gorszy sposób. Za uderzenie jakiegokolwiek mężczyzny jeszcze przed siedemdziesięcioma laty karano ucięciem palca lub (jeśli facet naprawdę chciał jej dopiec) nawet całej dłoni, nieważne, czy zrobiła to w obronie własnej. Ofiara mogła więc tylko spuścić wzrok w zawstydzeniu, bo gdyby próbowała się przymilić chichotem czy uśmiechem, sklęto by ją od dziwek. Nie ma co się dziwić, że Rasha przez wiele lat była niemal skrajną feministką, grożąc pięścią jakiemukolwiek facetowi, który choćby dwuznacznie zagwizdał patrząc w jej kierunku. Ale młodsza dziewczyna wychowywana w idei skrajnego posłuszeństwa nie miałaby ani odwagi, ani siły do skutecznego postawienia się w jakikolwiek sposób. Tymczasem roztrzepana istotka ze szkicownikiem pod pachą, sięgająca ramienia Latify czubkiem fryzury nie miała najmniejszego problemu w urządzeniu tamtemu harleyowcowi istnego wykładu moralnego. Co jeszcze lepsze, nie miała dosyć. Widać to było w naburmuszonej minie i skrzących się jak burza oczach. Cholera wie, do czego by doszło gdyby Rasha się nie wtrąciła.
  - O co w ogóle poszło? - zapytała z ciekawości. Mała nieznajoma niesamowicie ją zaintrygowała.
  Ta wydęła wargi i założyła ręce na piersi, gapiąc się lekko w górę, jak uczeń podczas wypytywania przed klasą. W końcu westchnęła i odparła krótko:
  - Powiedział, że mam ładne nogi.
  Rasha z niczego roześmiała się gwałtownie. Nieznajoma zmarszczyła brwi, zupełnie tego nie rozumiejąc.
  - Co? - wypaliła w końcu, widząc, że kobieta nie zamierza się uspokoić.
  - ,,Ładne nogi"? - powtórzyła niedowierzająco, odzyskując już oddech. Przejechała sobie dłonią po twarzy. - Serio?
  - W twoich ustach brzmi to ładniej - usprawiedliwiała się nieznajoma. - Ten typ powiedział to tak, jakby widział mnie na wystawie sklepowej! Co cię tak bawi?!
  - Byłam pewna, że ci się naprzykrzał w jakiś naprawdę paskudny sposób - wyjaśniła Rasha, dalej z rozbawionym uśmiechem na ustach. - Czasem zdarza mi się ratować jakąś dziewczynę z dzielnic islamskich przed gorszymi rzeczami. A ciebie nie zaczepił nawet miejscowy! Coś takiego równie dobrze mogło ci się przytrafić w Edenie czy Elizjum. Wtedy też być robiła aferę na całą ulicę?
  - Tak - odpowiedziała stanowczo.
  Latifa umilkła i zamrugała kilka razy, wybita z pantałyku. Jej uśmiech ustąpił miejsca skrajnie uniesionym brwiom.
  - Jesteś stąd? - zapytała brunetkę. Nie wyglądała na miejscową, ale takie reakcje zakorzenić mogły tylko naprawdę nieprzyjemne doświadczenia, o które najłatwiej było w gorszych częściach Dżannah.
  - Nie. Wprowadziłam się niedawno - dziewczyna wzruszyła ramionami.
  W sumie to mogła się spodziewać takiej odpowiedzi.
  - Czyli nie masz pojęcia o czym przed chwilą mówiłam?
  - Osobiście nie doświadczyłam podobnych sytuacji, ale domyślam się o co chodzi.
  - I nie bałaś się postawić? Nawet o taką głupotę?
  Pokiwała potakująco głową. Khalida nie była już pewna, czy jest bardziej pod wrażeniem odwagi nieznajomej, czy raczej czuje się zażenowana faktem, że nawet będąc od niej większa przez długi czas bała się reagować w jakikolwiek sposób.
  - Dobra mikrusie, zaimponowałaś mi - przyznała w końcu bez bicia. - Tylko nie pchaj więcej palców między drzwi. Trzymaj się - rzuciła na pożegnanie i ruszyła wąską spacerową uliczką w swoją stronę.
  Dochodziła już szósta wieczór. Letnie powietrze zrobiło się chłodne, ale słońce dalej przyjemnie świeciło. Kobieta zmrużyła oczy z westchnieniem zadowolenia. Miała jeszcze sporo czasu tylko dla siebie. Jutro czekał ją sparing towarzyski, planowany z myślą o ściągnięciu ,,świeżej krwi" do ligi. Organizatorzy jednak najwyraźniej uznali, że zapraszając tam Khalidę ściągną przynajmniej trochę publiczności, przy okazji chwaląc się pierwszoligową zawodniczką. Nie zapowiadało się tak trudno jak przed zawodowymi walkami, ale mimo tego Rasha wolała traktować turniej tak jak wszystkie inne. A to oznaczało, że musiała się rozerwać.
  Wyciągnęła z torby telefon i podpięła do niego słuchawki. Już miała wkładać do ucha drugą, kiedy to zauważyła znajomą już czuprynę, a pod nią parę barwionych szkieł i szeroki, nieznanego pochodzenia uśmiech. Uniosła jedną brew pytająco.
  - Pomóc w czymś jeszcze? - zapytała.
  - Robisz coś wieczorem? - odpowiedziała pytaniem mała ekscentryczka.
  - A co tobie do tego?
  - Przestań kończyć każdą wypowiedź pytajnikiem - zirytowała się nieznajoma.
  - Wybacz, ale nie jestem zwolenniczką wychodzenia na miasto z obcymi ludźmi. Zwłaszcza, jeśli zaledwie piętnaście minut wcześniej niemal nie doszło przez nich do rękoczynów - dodała z naciskiem.
  Mikrus przewrócił oczami i zatrzymał się z wyciągniętą ręką.
  - Seanit - przedstawiła się z uśmiechem.
  Latifa zmierzyła ją pytającym wzrokiem. Wiedziała już do czego zmierza ta rozmowa i dalej nie była pewna, czy w takiej sytuacji nie lepiej byłoby się ulotnić. Miała właśnie przed sobą dwie wersje tego wieczoru; Pierwsza zakładała spędzenie go w domu przy serialu czy filmie i wyspanie się jutro rano, a druga plątanie się po mieście z nowo poznanym metrem pięćdziesiąt czystego ekscentryzmu.
  W końcu jednak stwierdziła, że i tak nie musi przecież wcześnie wstawać. Turniej zaczynał się dopiero o trzeciej. Ze wzruszeniem ramion uścisnęła rękę Seanit.
  - Niech ci będzie, drzazgo - powiedziała. - Jestem Rasha.

Nie wiem czy o to ci chodziło, Sea, ale przynajmniej kończę w wyznaczonym terminie x3

wtorek, 21 lutego 2017

Zwycięzcy nic nie pamiętają. Przegrani wypominają sobie każdy szczegół

MonoriRogue
Imię: Rasha (w tłumaczeniu podobno oznacza ,,młoda gazela", ale dziewczyna raczej się w to nie wgłębiała). Jest tak krótkie, że zdrobnienia chyba nie mają sensu.
Nazwisko: Latifa. W papierach początkowo miała zapisane ojcowskie - Rukan - ale przed kilkoma laty zdecydowała się podać wniosek o zmianę.
Pseudonim: Na ringu zapowiadają ją jako Khalida, czyli ,,nieśmiertelna". Co ciekawe, to nawet nie przezwisko tylko autentyczne imię, które przybrała sobie by nie musieć podawać prawdziwego. Przyjęło się już nawet zdrobnienie Khal. Sporo osób jest przekonanych, że naprawdę ma tak na imię, a Rasha nie kwapi się jakoś, by tą pomyłkę korygować - nie obchodzi ją, jak ludzie się do niej zwracają, póki nie robią tego nieprzyjemnym tonem.
Płeć: Kobieta
Wiek: 27 lat
Rasa: Człowiek, chociaż w rodzinnych stronach rozpuszczono plotki, że jest mutantką. Czego to rodzina dla ciebie nie zrobi...
Narodowość: Egipt
Obywatelstwo: Dżannah
Rodzina: Dalej mieszkają w Dżannah. Rasha czasem nawet mija ich na ulicy. Obie strony wciąż usilnie udają, że nie mają ze sobą nic wspólnego, odkąd ojciec Khal ją wydziedziczył (chociaż jej część spadku i tak przypadłaby przyszłemu mężowi).
Miłość: Wyznanie od dziecka zniechęcało ją do zamążpójścia. Rasha nie potrafi sobie wyobrazić życia pod cudzym pantoflem i przez długi czas była zatwardziałą aseksualistką. Ale po poznaniu standardów zachodniego stylu życia jakoś powoli przekonuje się do męskiego towarzystwa. Przynajmniej potrafi się już z jakimś facetem zaprzyjaźnić, a to jednak jakiś postęp!
Aparycja: Khal ma nieco ponad metr siedemdziesiąt wzrostu, co dla niektórych już oznacza całkiem wysoką kobietę. Można uznać ją za całkiem ładną, a w każdym razie u siebie trafiała w pewne gusta. Cera Rashy z natury jest ciemniejszego odcieniu. Posiada gładkie rysy, prosty nos (mimo starań przeciwniczek) i delikatnie zarysowane wargi. Oczy o łagodnym kształcie mają barwę ciemnego brązu, podobnie jak sięgające łopatek włosy. Spina je głównie do walk (baby mimo wyraźnych zasad jednak mają tendencję do ciągnięcia przeciwniczek za włosy), przez resztę czasu wiszą luźno w nieładzie, dając wrażenie jakby ich właścicielka obcinała je sobie własnoręcznie. Tym co jednak najbardziej ściąga cudzą uwagę jest muskulatura Rashy: prawie pół życia dziewczyna spędziła ciężko trenując, co dało zadowalające efekty. Latifa ma szersze barki niż rówieśniczki i dobrze wyrzeźbiony brzuch. Lewe ramię i trochę barku praktycznie całe pokryte są misternym tatuażem, ciemniejszym o jeden ton od koloru skóry. Drugi tatuaż ma pod prawym okiem - ,,ogonek" i kreskę na dolnej powiece, nawiązujące do oka Horusa. Ubiera się raczej bardziej dla własnej wygody niż mody. Przeważnie nosi proste topy na ramiączkach (białe, czarne, turkusowe, brązowe), sportowe obuwie i spodenki kończące się na wysokości kolan. Czasem weźmie ze sobą kurtkę, ale tylko jeśli faktycznie zrobi jej się chłodno. Dalej pozostała w niej buntownicza radość z odsłaniania ramion i dekoltu, chociaż spoważniała już dawno temu. Pewnych cech najwyraźniej nie da się z człowieka wyplenić.
Charakter: Rasha (jak już się domyślacie) na pewno nie należy do wzoru kobiety praktykowanego na bliskim wschodzie. Już nawet nie chodzi o sam ubiór - to nie brak burki, a charakter eliminuje ją jako materiał na żonę (a przynajmniej w pojęciu jej kręgu kulturowego). Nie da się nie zauważyć, że masz do czynienia z typową buntowniczką, nie lubiącą podporządkowywać się ścisłym regułom i tradycji. Pokazywanie twarzy i trochę ciała w miejscach publicznych przestało być dla Latify żadną przeszkodą. Więcej - jest z tego dumna. Zawsze chodzi prosto z uniesioną głową, niczego nie żałując ani nie oglądając się za krzywo patrzącymi za nią obywatelami Dżannah. Nie uważa niczego w swoim wyglądzie za powód do wstydu, chociaż rodzina zdecydowanie sądzi inaczej. Rasha to osoba wręcz promieniująca pewnością siebie, onieśmielając niektórych często samą swoją postawą. Khalida doskonale zdaje sobie sprawę jak wielką rolę w powodzeniu misji grają morale drużyny i zawsze stara się podnieść towarzyszy na duchu. Uśmiech i odpowiednio dobrane słowa okazują się czasem działać cuda. Mimo to nie jest jednak dobrym mediatorem - rozmowa z kumplem po fachu to jedno, ale KULTURALNA dyskusja z gościem, któremu z miejsca masz ochotę przywalić w pysk...nie, dyplomacja to zdecydowanie nie jest robota dla niej. Szczerze gardzi ludźmi uciekającymi od problemów. Jak dla niej rozwiązanie zawsze wydaje się tak oczywiste, jakby napisane czarno na białym, bez żadnych półcieni. Nie boi się porażki. Zdaje sobie sprawę, że nie jest niezniszczalna (nawet jeśli jej reputacja na ringu mówi co innego) i umie pogodzić się z klęską. Nie użala się nad sobą z powodu przegranej, tylko próbuje wyciągnąć z tego naukę i brnie dalej. Nie zapomni też podać zwycięzcy dłoni i pogratulować walki. Latifa nie grzeszy cierpliwością. Jest przy tym impulsywna i czasem daje się ponieść emocjom. Wspomnijmy też, że ma upór przysłowiowego osła. Wykształcenie Egipcjanki jest właściwie zerowe (to również zasługa ograniczeń kulturowych), ale i tym Khal mało się przejmuje. Chociaż nie dopasowuje się do żadnej konkretnej religii, kieruje się chrześcijańskim stwierdzeniem, że wobec każdego z nas Bóg ma jakieś plany i najwyraźniej w jej przypadku plany te nie mają nic wspólnego z osiągnięciami naukowymi. Zdarza jej się słyszeć uwagi, że nie jest jeszcze za późno i może pójść do jakiegoś liceum dla dorosłych - odpowiedź zawsze brzmi tak samo: ,,Tobie dobrze idzie nauka, a mi maltretowanie worków treningowych i lepiej zostańmy na swoich miejscach". Mimo pewnych braków w edukacji, Rasha to inteligentna kobieta. Jest osobą wyjątkowo towarzyską i gadatliwą. Lubi spędzać czas w przyjemnym towarzystwie. To mało wymagający rozmówca. Nie rozdrapuje ran - ani swoich, ani cudzych. W jej mniemaniu pewnych rzeczy nie powinno się wywlekać w nieskończoność. Dlatego jeśli widzi, że usilnie unikasz jakiegoś tematu, nie będzie zmuszać cię do zwierzeń. Jest tolerancyjna wobec wszelkich dziwactw i nie wierzy w stereotypy (sama wielu z nich przeczy). Rashę nie obchodzi twój wygląd, wyznanie czy kartoteka. Nawet w seryjnym mordercy jest w stanie dostrzec człowieka niewiele różnego od niej. A przecież każdy człowiek zasługuje na chociaż odrobinę szacunku.
Song theme: Built For This Time - Zayde Wolf // I Want It Free - Kongos
Zarys przeszłości: Historia Rashy to właściwie kolejna bajka o zbuntowanej księżniczce nie chcącej wyjść za mąż. Niewiele się różni od takiej stereotypowej powieści. Z tym, że ta księżniczka byłaby w stanie pokonać stereotypowe książątko w siłowaniu na rękę, ukraść mu konia i fanów.
  No więc mała Rasha urodziła się w rodzinie islamskiej, jako pierwsze i jedyne dziecko czwartej żony Muhamada Rukana. Miała trzy przyrodnie siostry i czterech przyrodnich braci. Gdy teraz o tym myśli zdaje sobie sprawę, że jej ojciec musi być bogatym człowiekiem, skoro może sobie pozwolić na utrzymanie takiej rodziny. Wcześniej jakoś ten fakt umykał jej pamięci. Nie pamięta kiedy przeprowadzili się do Dżannah. Pamięta za to, że Muhamad cieszył się szacunkiem sąsiadów i społeczności. Jego synowie dostali najlepsze wykształcenie i ogółem wyszli na ludzi. Córki za to trzymał wedle tradycji jako, przyznajmy to szczerze, karty przetargowe dla przyszłych interesów. Rasha na jego nieszczęście zawsze była ciekawska i dużo wypytywała o różne rzeczy, uważając je po prostu za głupie. Burka i chusty zawsze ją irytowały (,,Dlaczego tamte dziewczynki nie muszą tego nosić?"), zawsze chciała też iść do prawdziwej szkoły. Miarka się przebrała, gdy pewnego dnia do dwunastoletniej dziewczynki przyszedł jakiś dorosły facet. Był dla niej bardzo miły i dużo wypytywał o jej samopoczucie oraz zainteresowania. Dziewczynka była pewna, że to jakiś kolega taty, ale gdy zapytała wprost co to za pan, Muhamad odpowiedział ,,Twój przyszły mąż".
  Nie ma co się więcej na ten temat rozpisywać. Życie dziewczyny wydziedziczonej przez rodzinę jest paskudne, zwłaszcza w islamskiej społeczności. Była jak trędowata, ludzie pokazywali ją sobie palcami mówiąc ,,Patrz, to córka Rukana!". Początkowo nawet bała się zdejmować tę przeklętą chustę, ale w końcu zaczęła czuć się bardziej dumna bez niej. W Dżannah całe szczęście mieszkają także obywatele z zachodniej części świata. Sporo osób jej pomogło. Dziewczyna mimo to jednak dalej cierpiała prześladowanie i musiała jakoś sobie z tym radzić. Zdecydowała się zacząć trenować. Chciała stać się silniejsza, by już nikt nie próbował jej skrzywdzić. Z czasem jednak przerodziło się to bardziej w chęć jeszcze większego łamania tradycji, a nie tylko obrony własnej.
  Jakoś dochodzimy do momentu, w którym Rasha pojawia się po raz pierwszy na ringu. Zawodniczka wzięta właściwie wprost z ulicy. Młoda, silna, dobry materiał na przyszłą mistrzynię. Tylko nazwiska z jakiegoś powodu nie chciała podawać, ale mało kogo to obchodziło. Khalida okazała się szybko zbierać fanów i wspinać na szczeblach ligi. Teraz jej prawdziwa osobowość wydaje się w ogóle nie liczyć. I dobrze - Latifa raczej nie ma ochoty zwierzać się z czegokolwiek ani zmuszać innych do użalania się nad nią. Jutro i dziś jest dla niej ważniejsze niż wczoraj.
Oficjalnie: Dla kobiet pokroju Latify raczej ciężko o dobrą pracę w Dżannah. Dlatego zajęła się czymś zupełnie nie do pomyślenia dla islamskiej społeczności: jest stałą zawodniczką w turniejach mieszanych sztuk walki kategorii żeńskiej. Zdobyła nawet kilka nagród, obecnie stojących na półce w jej mieszkaniu. Na ringu występuje jednak pod imieniem Khalida i organizatorzy akceptują chęć zachowania anonimowości - póki umie się bić i daje im przez to zarobić, mogłaby się nawet nazywać ,,Stokrotką". Właściwie żaden z jej fanów nie kojarzy jej pod prawdziwym nazwiskiem. Sama o swoje fankluby nie dba w ogóle. I lepiej nie pytaj jej o autograf. Nawet dla żartów.
Rola w gangu: Robi to co umie najlepiej: bije się. A tak na poważnie, to przez większość czasu działa jako przyzwoitka, starając się jeszcze poza tym udzielać w ekipie na inne sposoby. Często po prostu bierze udział w akcjach jako dodatkowa para rąk, gdyby zabrakło kogoś do pomocy. No i chętnie zorganizuje ci sparing. Dziewczynom zawsze obiecuje, że nie będzie mocno tłuc, ale facetom nie odpuszcza.
Umiejętności: Chociaż po Dżannah krąży złośliwa plotka, że Rasha jest mutantką, wszelkie testy sprawnościowe i lekarskie (bez nich nie dostałaby się legalnie na ring) nie wskazują na takową możliwość w żadnym stopniu. Mimo to Latifa nie jest kimś, kogo chciałbyś mieć przeciwko sobie w pojedynku na pięści. Dzięki długoletnim treningom dziewczyna dorównuje siłą przeciętnie wysportowanemu mężczyźnie, a doświadczenie z ringu bez problemu potrafi przenieść do kłopotliwej sytuacji choćby i na środku ulicy. Ma też pewną przewagę płci - przypadkowy rabuś napadający ją na mieście z nożem nie spodziewa się raczej TAKIEGO oporu ze strony zaatakowanej kobiety. Z siłą logicznie w parze idzie wytrzymałość - trudno wygrać z nią w biegu na dłuższy dystans. Khalida jest też świetnie wygimnastykowana i sprawnie radzi sobie z poruszaniem się po mieście na bardziej niekonwencjonalne sposoby. Ma słabość do sportów, zwłaszcza siatkówki i kosza. Nigdy nie odmówi rundki, choćby i jeden na jeden.
Przyjaciele: Póki co brak
Wrogowie: Połowa mijanych przechodniów w Dżannah (czyli właściwie cała islamska populacja miasta) patrzy za nią ze wstrętem. Kilka razy nawet ktoś ją napadł.
Autor: Red Riding Hood