Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sumin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sumin. Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 grudnia 2021

[Sumin] Godzina arogancji i niezapowiedziane towarzystwo

     Nie miała pojęcia, która jest godzina, w dodatku nie była obecnie w pozycji, w której mogłaby ją po prostu sprawdzić. Jej telefon leżał na blacie kuchennym w małym, mieszczącym wszystko co niezbędne pokoju, który służył kobiecie głównie za studio malarskie, co oznaczało, że obecnie godzina był poza jej zasięgiem. Jazda pociągiem z Edenu do Brahmaloki kosztowałaby ją zbyt dużo, zaś zrobienie trzech kroków w kierunku rozwiązania nurtującego problemu czasowego i zapytanie się najbliższej osoby przechodzącej ulicami Antilli było dla niej zbyt wielkim wysiłkiem. Sumin wędrowała samotnie po chodniku spacerowym, starając się unikać zaglądania w mniejsze, ciemniejsze uliczki, a już w szczególności takie, które wyglądały jakby mogły się kończyć ślepym zaułkiem. Nawet jeśli kobieta wyglądała w tym wszystkim dosyć beztrosko, a szła zdecydowanym i pewnym siebie krokiem, jak zwykle miała oczy i uszy szeroko otwarte. Za nic w świecie nie przestałaby obserwować swojego otoczenia.
  Dobiegł ją charakterystyczny dźwięk niewielkich łapek, szurających żwawo o betonowy chodnik i kobieta uśmiechnęła się na widok mijającego ją małego shiba-inu, niosącego czyjąś rękawiczkę w pyszczku. Za psiakiem, jak można było się domyśleć, biegł właściciel i kobieta zdała sobie sprawę z tego, że nawet jeśli to będzie jedyna ciekawa rzecz, jaką uda się jej dzisiaj zobaczyć, ta podróż była tego warta. Tak przynajmniej próbowała to sobie wytłumaczyć, gdyż w rzeczywistości absolutnie każdy z jej pomysłów i wykonanych czynności był spontaniczny i pozbawiony sensu. Nie w takim znaczeniu, że kobieta posunęła się do czegoś głupiego, po prostu nie potrafiła znaleźć dla siebie miejsca, co w praktyce oznaczało włóczenie się bez celu. Była to zwykła, bezsenna noc... no, głównie dlatego, że dla kogoś pokroju Sumin każda noc była bezsenna, chyba, że akurat dręczyła kogoś w jednym z koszmarów. Nie była więc obca uczuciu, że jest na nogach, kiedy zdecydowanie większa część Megalopolis już śpi i skłamałaby, gdyby powiedziała, że nie wprowadzało jej to w nastrój swego rodzaju bohaterskiego wyodrębnienia. Jakby była heroiczną wyrzutkinią, przez kilka godzin znajdującą się sama na świecie, przy czym mającą nieograniczony dostęp do wglądania w cudze życia, cały czas pozostając anonimową. No, tego wieczoru obok niej byli jeszcze pies, rękawiczka i zdyszany od bieganiny właściciel, co odrobinę psuło jej dramatyczną wizję, jednak może to i dobrze. Przy tak wyniosłej i aroganckiej scenerii każdemu przyda się okazjonalne zderzenie z rzeczywistością. 
  Z reguły Cykada spędzała noce tak samo jak spędzała dnie, czyli poświęcając się malowaniu. Tym razem jednak nie była w stanie się na niczym skupić i podejrzewała, że napotkała przed sobą największą blokadę malarską jaka kiedykolwiek przed nią stanęła. Ten stan utrzymywał się zdecydowanie zbyt długo, a ponieważ nic nie jest w stanie działać jej na nerwy bardziej, niż czynniki, nad którymi nie ma kontroli, zamiast frustrować się w pokoju i potencjalnie obudzić sąsiadów, o współlokatorach nie wspominając, mogła równie dobrze ruszyć się z miejsca i pokrzyczeć na dworze i obudzić całą okolicę.  
  Gdyby chciała utrzymać publicznie znaną opinię pochłoniętej pracą artystki, mogłaby powiedzieć, że zawędrowała tak daleko w poszukiwaniu inspiracji. Jednak bądźmy ze sobą szczerzy, kiedy potrafisz wkradać się do cudzych snów i zmieniać je na cokolwiek tylko ci się podoba, inspiracja nie jest do końca czymś, czego trzeba szukać bardzo daleko. Prawda jest taka, że Sumin potrzebowała przerwy od wszystkiego, a przede wszystkim potrzebowała  l u d z i . Albo i nieludzi. Jakiegoś tłumu, cudzej energii, czegoś, przy czym lub przy kim będzie mogła odżyć na nowo i zrekompensować sobie ostatnie dni stania przed sztalugą w towarzystwie tylko i wyłącznie własnych myśli.
  Dlaczego w ogóle Eden? Prawda jest taka, że kobieta nie odnajdywała się najlepiej w tej części Megalopolis, ale przyjechała tu z bardzo konkretnego powodu. Obracanie się w kręgach artystycznych, także poza Brahmaloką, którego sporą część stanowili również studenci było dla niej stałym źródłem informacji odnośnie wszelkich wydarzeń społecznych, czy integracyjnych i otwierało przed nią mapę jednych z najciekawszych miejsc w każdej części czterech miast. To wszystko było ogromną pomocą, kiedy dopiero co zaczęła żyć wśród ludzi i próbowała się zaznajomić z otoczeniem, co oznacza, że obecnie większość tej mapy była kompletnie bezużyteczna. Nie w głowie jej było pijackie wieszanie się na moście, ani skoki nago do publicznego basenu w środku nocy, zaś wejście do klubu skończyłoby się dla niej byciem molestowaną przez typów, którzy i bez alkoholu stawali się w jej otoczeniu niezwykle nachalni. Tego wieczoru Cykada szukała jednej, konkretnej kawiarni. 
  Nazwa The Lookout Cafe nie była jej obca. Niekoniecznie ze względu na szeroką popularność miejsca, raczej wątpiła, by była aż tak znana wśród mieszkańców Megalopolis. Z opowieści znajomych brzmiała raczej jak miejsce, o którym wie każdy, kto powinien o nim wiedzieć, co w praktyce oznacza, że Sumin mogła się tam spodziewać przede wszystkim stałych klientów. A skoro istnieje na świecie miejsce, które potrafi tak przyciągnąć do siebie ludzi, że decydują się tam przesiadywać na tyle często, że stają się rozpoznawalni, zaś niejedni studenci traktują je jak drugi, albo i nawet pierwszy dom i to nie tylko ze względu na wygodę w postaci zmywarki, to nie zaszkodziło go odwiedzić.
  Czy przyjechała z Shangri-la do Edenu tylko po to, by wejść do kawiarni, o której słyszała kilka naprawdę przekonujących słów? Tak, taki był zamiar. Czy zrobiła to pod wpływem chwili, całkowicie zapominając o tym, że większość mieszkańców Megalopolis nie prowadzi dwudziestoczterogodzinnego  trybu życia? Oczywiście. W końcu to  o n a  miała cały czas dla siebie, każda godzina była jej, bez wyjątków. Nie wspominając o tym, że perspektywa powrotu do studio-pokoju i samotnie leżącego materaca, z którego nawet nie jest w stanie skorzystać we właściwy sposób obecnie wydawała jej się dobijająca. Co innego mogła ze sobą zrobić?
   Teren miasteczka studenckiego nie był jej obcy, zaś znalezienie budynku, w którym mieści się The Lookout Cafe było jedynie naturalną kolejnością rzeczy. Sumin tak naprawdę nie wiedziała, czego do końca mogła się spodziewać, a tym bardziej czego dokładnie ona sama oczekiwała od tego miejsca. Że nagle zaleje ją fala spokoju, albo pasji? Że doświadczy jakiegoś objawienia i zrozumie co przez ostatni czas tak usilnie ją blokowało? A może wpadnie w towarzystwo, które raz na zawsze odmieni jej dotychczasowe życie?
   Nonsens. Musiała coś ze sobą zrobić i według jej oderwanego od rzeczywistości umysłu, najlepszą porą na wzięcie się w garść był czas, kiedy cała reszta świata spała i zdecydowanie nie życzyła sobie niczyjej obecności, a już w szczególności obecności nieznajomej. Wiodła ją zwykła ciekawość i nic więcej. Szkoda tylko, że poza ciekawością nie pojawiła się też logika w parze z rozsądkiem, bo kiedy kobieta wjechała windą na 20 piętro budynku, w którym, zgodnie ze wskazówkami znajomych jej artystów, mieści się wypatrywana przez nią The Lookout Cafe, drzwi były zamknięte. Oczywiście, że były, co ona sobie myślała? Że ktoś tu będzie czekać, że przyniesie specjalne zaproszenie?
  Sukkub parsknęła śmiechem, kiedy pukanie do drzwi, a nawet próba mocniejszego uderzenia nic nie podziałały. Cóż, siła fizyczna i tak nigdy nie była jej mocnym atutem, a już zdecydowanie nie w kwestii przekonywania. Z drugiej strony, skoro przywykła do tego, że przy minimalnym wysiłku jest w stanie dostać to, czego tylko zapragnie, czy naprawdę dzisiaj miałoby być inaczej? No drzwi przecież i tak nie uwiodę.
  I tak wielką Panią Sukkub, właścicielkę czasu i każdej nieprzespanej godziny czekała winda w dół. 
  Oczywiście nie miała zamiaru się poddawać. Skoro zajechała tak daleko i była tak blisko celu, nie mogła teraz zrezygnować ze swojego bezsensownego planu tylko dlatego, ponieważ  j e d n e  drzwi były zamknięte. Logika podpowiadała jej, że skoro istnieje wejście główne, to musi również istnieć jakieś poboczne, ukryte, znajdujące się zapewne na zapleczu. No, może ukryte nie było właściwym słowem. Z tego typu drzwi zwykli korzystać pracownicy, czy to podczas wychodzenia na papierosa podczas przerwy, czy chociażby po to, by wynieść śmieci w taki sposób, żeby klienci nie musieli ich oglądać. Innym słowem to, że coś nazywało się zapleczem nie oznaczało, że było dla niej niedostępne.
  Kiedy kobieta znalazła się pod drugimi drzwiami, ogarnął ją absurd całej sytuacji. Ona naprawdę przyjechała tutaj pociągiem, kierowana nudą, ciekawością i olbrzymim wypaleniem, licząc na to, że trafi do miejsca-cudu, że przyjazd tutaj rozwiąże jej problemy, których swoją drogą nie była w stanie ubrać w słowa. 
  Naturalnie drugie drzwi, tak samo jak te poprzednie, były zamknięte.
  Ciekawe, czy ktokolwiek włamywał się do kawiarni tylko po to, by tam posiedzieć?
  Na jej usprawiedliwienie, kobieta właściwie nie miała zamiaru się włamywać. Z resztą, poprzednie uderzania w drzwi nie czyniłoby z niej specjalnie dyskretnej włamywaczki. Wiedziała, że osoba prowadząca to miejsce również w nim mieszka, co było informacją powszechnie krążącą wśród studentów, a więc w praktyce oznaczało, że nie tyle włamywała się do kawiarni, co roszczeniowo domagała się wpuszczenia do cudzego domu. Nie, żeby ta druga wersja stawiała kobietę w dużo lepszym świetle, ale przynajmniej wiązała się jedynie z byciem paskudną osobą, a nie kryminalistką, o paskudnej osobowości.
   Przy kolejnej serii wyjątkowo natarczywych uderzeń o drzwi, po drugiej stronie udało się jej usłyszeć cudze kroki, z akompaniamentem męskiego głosu, który stał się czytelny dopiero w momencie, w którym osoba zbliżyła się w jej kierunku. Odgłos przekręcanego zamka i wyczekiwane uchylenie się  drzwi były już tylko kwestią kilku sekund.
  Mężczyzna, który stanął w progu był niesamowicie wysoki, była to właściwie pierwsza rzecz, na jaką kobieta zwróciła uwagę. Drugą były jego liczne tatuaże, oraz heterochromia, zaś ostatnią wyraźne zmęczenie, irytacja i lekkie niedowierzanie nieznajomego, co podsunęło Sumin myśl, że być może on sam nie tak dawno był jeszcze na nogach.
 Cóż, skoro jej otworzył to zdecydowanie nie był klientem, natomiast jeśli jakimś zrządzeniem losu natrafiła na włamywacza, to przynajmniej nie musiała się obawiać złej reakcji ze strony właściciela. Oczywiście dużo bardziej prawdopodobną opcją było to, że to był właściciel.
 - Otwieramy o 9... - zaczął nieznajomy. 
   Sumin nawet nie zdziwił fakt, że to były jego pierwsze słowa. Zamiast przeprosić za kłopot, hałas i szczerze każde inne przewinienie, którego się dzisiaj dopuściła, Cykada zdobyła się na jeden ze swoich najsłodszych uśmiechów, co w jej wypadku wcale nie było takie trudne.
 - A jednak już tutaj jesteś. - odpowiedziała, jakby nigdy nic. Jej ton był zbyt spokojny, by wyczuć w nim skruchę. Z resztą brzmiała tak, jakby była wyczekiwaną gościnią, nie niezapowiedzianą przybłędą. - Mogę wejść?? - nie była wampirem, by pytać o pozwolenie i jedynie zdrowy rozsądek kazał jej zachować resztę uprzejmości.


Alkai?? It is what it is, ale krótko i na temat 

niedziela, 28 listopada 2021

Sumin

 A ona zabiła je ich miłością, ich wzajemną miłością. Teraz Pan widzi jak to jest. Tak jest codziennie... na całym świecie


Podstawowe informacje

Imię/Imiona: Jej prawdziwego imienia nie sposób wymówić w żadnym z ludzkich języków, jednak przy pozbyciu się kilku nieprzyjemnych dla ucha dźwięków można przetłumaczyć je na słowo zbliżone do Sumin i tak też kobieta się przedstawia. 
Nazwisko: Lee. Całe szczęście tutaj nie musiała się zbytnio wysilać.
Znane pseudonimy: Cykada. Z początku był to głównie jej pseudonim artystyczny, jednak zaczęła się nim posługiwać w życiu codziennym. Bycie kojarzoną z owadem, który w melodyjny sposób zwykł irytować lub umilać noc, w obu przypadkach spędzając sen z powiek wydaje się jej bardzo odpowiednie. 
Płeć: Kobieta.
Wiek: Ma 27 lat, jednak biorąc pod uwagę to, że jej ciało starzeje się zdecydowanie wolniej, zaś przed pojawieniem się wśród ludzi nikt nie zawracał sobie głowy czymś tak abstrakcyjnym jak wiek demona, ciężko stwierdzić jak wiarygodna jest na informacja. 
Aparycja: Sumin jest jak ręcznie zdobiona, porcelanowa lalka, która pod uśpionym okiem domowników zdaje się wędrować po mieszkaniu, zmieniając swoje miejsce w tajemniczy i niewyjaśniony sposób, fascynując i jednocześnie przerażając. Jest delikatna, piękna, jakby została stworzona przez najznakomitszego artystę, który całą swoją karierę poświęcił na dopracowywanie najdrobniejszych szczegółów w taki sposób, by każdy detal wzbudzał zachwyt. Kobiece rysy twarzy, drobny nos, pełne usta i długie, ciemne włosy z grzywką opadającą na czoło sprawiają, że trudno oderwać od niej wzrok, a jednak cała postać Sumin wydaje się jednocześnie przyciągać i odpychać. Przypomina przyprawiającą o poczucie winy przelotną fantazję, słodko-gorzkie wspomnienie pierwszej miłości lub kogoś kto w jeden wieczór mógłby przyprawić o zawrót głowy, skraść serce i bez wyrzutów sumienia pozostawić z kryzysem emocjonalnym. 
Chociaż zaskakująco często umyka on uwadze gapiów, sporą część ciała Sumin zdobi czarno-żółty tatuaż przedstawiający rozwijające się kwiaty japońskiej moreli, rozciągający się od lewego uda, poprzez plecy i kończy na lewym ramieniu. I tak jak Cykada zwykła nie kryć niezadowolenia, kiedy wzór, z którego jest tam dumna nie zostaje w niczyjej pamięci tak dobrze jak jej uroda, to jednocześnie czuje się zdecydowanie spokojniej wiedząc, że wielu osobom umykają również magiczne zdolności tatuażu. Oczywiście sam wzór nie kryje w sobie żadnych mocy, jednak z jakiegoś powodu przy każdym przyspieszonym biciu serca Cykady zaczyna poruszać się ostrzegawczo, płynnie zginając łodygi i na przemian zwijając i rozwijając żółte kwiaty.
Co do sposobu ubierania się, to tak prawdę bardzo zależy on od sytuacji. Sumin nie ukrywa, że dużą przyjemność sprawia jej moda, zwłaszcza ta niesamowicie stara i gdyby tylko mogła, to pewnie codziennie nosiłaby się jak aktorka lat 60 poprzedniego wieku, jednak jeśli sytuacja tego wymaga, potrafi żyć w dresach tygodniami (oczywiście nie w tych samych, pranie jest obowiązkowe!!). 
Narodowość: Korea Południowa, a przynajmniej taka informacja widnieje w dokumentach, o co Cykada zadbała osobiście.
Rodzina: Brak. Lata temu została wyrzucona z przypominającej rodzinę sukkubiej społeczności i wygląda na to, że obie strony nie palą się do odnowienia kontaktu. 
Zameldowanie: Brahmaloka, Shangri-La.
Zawód: Malarka, chociaż zapewne niejedne złośliwe plotki sugerują inaczej.

Działalność

Przynależność: Szczury
        Ekipa: Shangri-La
Przełożony: Kasumi
Rola: Chociaż pozbawiona jest nieludzkiej siły i nieśmiertelności, tak często przepisywanych demonom, to dzięki swojej naturze posiada dar przekonywania, co w połączeniu z jej hipnotyzującym głosem sprawia, że zdążyła już przywyknąć do zdobywania tego, na czym jej zależy. Ta umiejętność niezwykle przydaje się podczas zdobywania informacji, jednak Sumin zwykła korzystać z niej znacznie częściej w celu odwrócenia uwagi, dostania się w każde możliwe miejsce i unikaniu zagrożenia, omamiając przeciwnika do tego stopnia, by ten nawet nie zauważył moment, od którego wbrew własnej woli zaczął traktować Cykadę jak sojuszniczkę.  

Zdolności specjalne

Mutacje: Tak 
        Szczegóły: Ci, co słyszeli o sukkubach słowo lub dwa zazwyczaj bezbłędnie kojarzą je z umiejętnością pokazywania się w snach osób, które obrały sobie za ofiarę. Mowa tutaj o nawiedzaniu przez sen w formie gorzko-słodkej tortury, która w najlepszym wypadku jedynie namiesza, osłabi i zdekoncentruje nieszczęśnika na kilka kolejnych dni. W gorszym wywoła paraliż senny, którym sukkuby gotowe są dręczyć śniących nocami, przy czym nie każde z tych potwornych doświadczeń kończy się przebudzeniem. 
Cykada potrafi przekonywać, co również związane jest z jej naturą demona. Mowa tutaj o nadnaturalnej zdolności, dzięki której kobieta jest w stanie zmusić drugą osobę, bądź osoby do zachowywania się wbrew swoim wierzeniom. Rozmową potrafi namieszać w cudzych głowach, sprawiając, że obrany za cel nieszczęśnik porzuci swoje dotychczasowe poglądy, uwierzy w każde głupstwa wypowiedziane z ust Cykady i, w razie potrzeby, posunie się do każdego czynu, sugerowanego przez sukkuba.
Niestety od czasu, kiedy Sumin zdecydowała się bezpowrotnie zadomowić wśród ludzi, moce kobiety uległy osłabieniu. Aby nawiedzać kogoś we śnie,  najpierw sama musi zasnąć, co nie jest możliwe bez uprzedniego nafaszerowania się tabletkami nasennymi, szczególnie jeśli planuje wyrządzić większe szkody, niż zwykłe osłabienie. Z tego też powodu, chociaż jest w stanie nawiedzać i dręczyć w cudzych snach niemalże na zawołanie, to jedynie z pomocą tabletek i długich, męczących godzin snu potrafi znacznie bardziej wykończyć, doprowadzić do obłędu, a przy dłuższej pracy nawet odebrać życie. Niestety, podczas tego procesu jej świadomość pozostaje oddzielona od ciała, co oznacza, że kobieta jest w stanie korzystać z tej umiejętności tylko wtedy, gdy czuje się naprawdę bezpieczna w swoim otoczeniu, wie, że nic jej nie grozi, albo ma przy sobie osobę, gotową ją obudzić. Sumin jest za ten jednocześnie najpotężniejsza, ale też najbardziej bezbronna podczas snu. 
Podobnie sprawa przedstawia się z jej umiejętnościami manipulacji, które nie są w tak dobrej formie jak kiedyś. Nie jest w stanie zmusić nikogo do zmiany poglądów, czy wykonania rozkazów (nie wspominając o tym, że korzysta z tych umiejętności tylko w razie konieczności) z marszu. Przekonywanie, nawet jeśli nadzwyczaj silne, w dalszym ciągu wymaga  r o z m o w y  i to nieraz prawdę długiej. Wszystko zależy od potrzeb i emocji Sumin, przez co jest to umiejętność, której kobieta rzadko używa w pełni jej mocy. Najczęściej służy jej ona do odwrócenia uwagi, kiedy czas nie jest po jej stronie.
W dużym skrócie, to co przy ludzkich standardach może zostać zaliczone do mutacji, tak w porównaniu do reszty sukkubów Sumin zostałaby pewnie nazwana kaleką. 
Modyfikacje mechaniczne: Brak
Pozostałe umiejętności: Poza swoimi zdolnościami malarskimi, kobieta ma ogromny talent do rozumienia i nauki języków. Dla niej ludzka mowa jest tak samo zrozumiała i przejrzysta, nie ważne w jak wielu językach, czy akcentach i z tego też powodu rozumienie ludzkiej mowy pod każdą postacią jest dla niej zupełnie naturalne. Niestety, w przypadku faktycznego posługiwania się danym językami musi się najpierw z nimi oswoić, wsłuchiwać w nie znacznie dłużej, a niektóre wymagają nawet poświęcenia im czasu na zwykłą naukę. Oznacza to, że chociaż kobieta od razu jest w stanie przetłumaczyć każdy język obcy, tak potrzebuje nieco więcej czasu na swobodne posługiwanie się nim.

Osobowość

Charakter:W porównaniu z jej delikatnym wyglądem, charakter Sumin w najgorszym wypadku można opisać jako trudny do zniesienia, a w najlepszym jako po prostu gryzący się z jej aparycją i niezgodny ze spłyconym przedstawieniem sukkubów w folklorze. 
Jest żywym przykładem odwiecznej debaty w sprawie natury konkurującej z wychowaniem na wpływ osobowości i sama Sumin nie jest do końca pewna jak duża część niej jest powiązana z jej sukkubimi powinnościami, a ile cech wykształciła z wyboru. Często ma wrażenie, że w sytuacjach, w których wykorzystuje swój wygląd i dar przekonywania, by dostać to, czego chce znajduje się w pewnej roli, która jest oddzielona od tego, kim jest w rzeczywistości. Taki sposób myślenia i zrzucanie wszystkiego na co jakiś czas budzący się instynkt może i miałby sens, gdyby kobieta nie wiedziała, że w głębi serca jej umiejętności oraz wiążąca się z nimi asertywność, pewność siebie i duże poczucie własnej wartości sprawiają jej przyjemność. W dodatku skłamała by, gdyby powiedziała, że nigdy nie uwiodła nikogo dla rozrywki, nawet jeśli po fakcie przyznaje, że nie jest z tego dumna. Jest przy tym ogromną hipokrytką. Na codzień nie tylko ukrywa swoją prawdziwą naturę sukkuba, ale znajdując się w środowisku świadomym jej rasy, potrafi się jej otwarcie wyprzeć, skrytykować jakiekolwiek praktyki, czy przestrzegane zasady. Po części ma to wiele wspólnego z tym jak została potraktowana przez swoją społeczność, jednak im jest starsza, tym coraz bardziej zdaje sobie sprawę z tego jak jednowymiarowy, prostolinijny sposób myślenia, brak jakichkolwiek celów w życiu, duma, arogancja i poczucie kontroli, oraz wyższości nad ludźmi były powszechne wśród sukkubów i jak bardzo ją one brzydzą. Z resztą sama również podzielała te poglądy, a może po prostu została wychowana w takim sposobie myślenia i do tej pory zmaga się z oddzieleniem wpojonych jej nawyków od własnych przekonań. 
Sumin jest bezgranicznie oddana swojej pasji. Kocha malować, jest dumna z samodzielnej nauki swojego rzemiosła i, co za tym idzie, uwielbia artystów w szerokim tego słowa znaczeniu. Nie mowa tutaj tylko i wyłącznie o osobach żyjących z malowania, tańca, czy rzeźbienia, bo dla niej każdy proces tworzenia ma w sobie coś niesamowitego i ogromnie ciągnie ją do wszystkich stworzeń, które potrafią być tak samo przepełnione pasją, jak ona. Przez to ma też bardzo dobry kontakt z szeroko pojętą artystyczną społecznością Megalopolis i trudno o to, by ktoś w tych kręgach, a zwłaszcza malarskich nie słyszał o Cykadzie. Jeśli nie ze względu na jej prace, to na usposobienie i magnetyzm kobiety. Artyści Megalopolis już lata temu pokazali jej, że podobni powinni trzymać się razem i wbrew powszechnemu przekonaniu, w osobach z jej branży nie widzi konkurencji, a niezawodne wsparcie. Z resztą zwykła dzielić napotkanych ludzi na potencjalnych przyjaciół, albo chociaż sojuszników i przeszkody. Sumin jest również niesamowicie lojalna. Nie wynika to z czystości serca, a raczej tego, że nie sposób jej przekupić. Jeśli uważa cię za osobę w jakimś stopniu podobną do niej samej, widzi sens w cudzych poglądach i czynach, zgadza się z planami na przyszłość, a dodatkowo odczuwa wiążącą się z nimi pasję, to według niej powstałej w ten sposób nici porozumienia nie sposób już zerwać. 
Już po krótkiej znajomości z Cykadą bardzo łatwo dostrzec w niej ciekawską idealistkę, przy czym momentami odrobinę arogancką i kokieteryjną. Potrafi być wybuchowa i dosyć łatwo wyprowadzić ją z równowagi, zwłaszcza, kiedy w grę wchodzi jej duma, której jest w stanie bronić do samego końca, nawet jeśli zaczyna to wyglądać dziecinnie. Fascynują ją ludzie i różnorodne osobowości i chociaż wiele jej własnych uczuć jest dla niej niewyjaśnioną zagadką, to lubi czuć bliskość i potrafi się przywiązać do innych.
Relacje z innymi: Nie ma problemu z poznawaniem nowych osób i potrafi czuć się komfortowo nawet w sytuacjach, w której zostanie wrzucona w już uformowaną grupę przyjaciół, nie znając tam absolutnie nikogo. Raczej nie określiłaby siebie mianem ekstrawertyczki, bo w tłumie czuje się równie swobodnie, co sama ze sobą. Sumin nie potrzebuje kontaktu z ludźmi, ale po prostu bardzo go lubi. Nie jest jednak osobą, która dogada się z każdym, albo za wszelką cenę spróbuje być uważana za cudzą przyjaciółkę. 
        Pozytywne: Głównie są to znajomości w środowisku artystycznym, zarówno wśród osób występujących na ulicach Brahmaloki jak i tych preferujących żyć w zaciszu swoich pracowni. 
          Negatywne: Zdecydowanie więcej, niż Sumin by sobie tego życzyła. Rzadko są to jednak poważne relacje i najczęściej sprowadzają się do anonimowych  gróźb od partnerek mężczyzn, którym Cykada zawróciła w głowie i którzy zazwyczaj zwykli dopisywać przeróżne, ukryte i zupełnie wyssane z palca znaczenia do jej spojrzenia i sposobu, w jakim się do nich zwróciła. A szkoda. Znając Cykadę i tak zwykła poświęcać uwagę nie zalecającym się do niej mężczyznom, a właśnie ich partnerkom.

 

niedziela, 13 października 2019

Od Sumin - Nikt nikogo nie dusił

      Ona tak naprawdę nie dusiła znajdującej się obok kobiety, chociaż na pierwszy rzut oka, zwłaszcza widząc całą scenę jedynie z daleka, faktycznie mogło tak to wyglądać. Jedna postać pochylała się nad drugą z ręką widocznie skierowaną w stronę szyi, podczas gdy ta druga, znajdując się w wątpliwie wygodnej, pół leżącej pozycji, powstrzymując się od całkowitego upadku na plecy jedynie przez wspieranie się z tyłu łokciami, nie dostała nawet cienia szansy na obronę. Ale przecież nie miała się przed czym, ani przed kim bronić. Koniec końców, nikt nikogo nie dusił.
   Obie postaci były przezroczyste. A może raczej powinnam powiedzieć, że miały sprawiać wrażenie pół przezroczystych, jak niedomyte i nieregularnie zafarbowane kieliszki, które jedyne tymczasowo zdecydowały się przybrać kształt podobny do ludzkiego. I chociaż, jak już wcześniej wspomniałam, jakiekolwiek przypuszczenia dotyczące brutalności obrazu były niesłuszne, tak faktycznie można było się o tym przekonać jedynie stojąc w dostatecznie niewielkiej odległości od samej kartki papieru. Przykładowo, tuż za plecami kobiety, której delikatną posturę niemal całkowicie pożerał biały, puchaty koc, który (jak się okazało po licznych śladach zarówno zaschniętych jak i zupełnie świeżych plam farby) nie był najlepszym wyborem na okrycie do malowania. Nie żeby Sumin się tym specjalnie przejmowała. Przecież raz popełniony błąd można było jedynie wykorzystać do końca, cierpliwie czekając aż z każdym upływającym miesiącem materiał całkowicie pokryją kolejne warstwy farby, nie pozostawiając najmniejszego śladu po dawnej bieli. 
 A uwierzcie lub nie, bez względu na to jak oklepane może wydawać się wspominanie o cudzym ubiorze już z samego początku opowiadania, (o czym przekonaliśmy się niejednokrotnie, kartkując na okrągło nieszczęsne monologi bohaterów przeróżnych historii, którzy nie szczędzili nam detali przy opisywaniu własnego odbicia, czy to w szkolnej, czy domowej łazience) tak niejednokrotnie ubiór jest w stanie powiedzieć nam kilka rzeczy o każdej osobie, czasem jeszcze zanim ta zdąży się nam przedstawić. 
  W przypadku Sumin były to dwie rzeczy. Przede wszystkim, dziewczyna potrafiła trząść się z zimna niemalże w każdych warunkach, czasem nawet podczas letnich upałów. Po drugie, chociaż z pędzlem przystawionym do kartki i niesamowicie skupionym spojrzeniu sprawiała wrażenie pewnej siebie, tak w rzeczywistości jej ściągnięte ramiona świadczyły o czymś zupełnie przeciwnym, chociaż obecnie okrywający je puch skutecznie maskował wszelkie ślady zaniepokojenia. Czy oznacza to, że na swój pokrzywiony sposób dodający poczucie pewności siebie koc stanowił swego rodzaju broń? Cóż, mogę jedynie powiedzieć, że absolutnie odradzam sprawdzania tego na własnej skórze.
   Cykada po raz kolejny obrzuciła spojrzeniem każdy zamalowany fragment papieru. Nie analizowała swojej pracy. Ona szukała wybawienia, które byłoby w stanie dokończyć za nią malowanie, albo chociaż zająć czymś głowę na dostatecznie długo, by chociaż na chwilę zapomniała o tym, że utknęła w martwym punkcie.
   Zbawieniem okazał się brzęczący dzwonek telefonu.
   Sumin zerknęła na niewielki wyświetlacz, zdając sobie sprawę z tego jak naiwne okazały się jej ciche błagania. Oczywiście od razu rozpoznała niezapisany numer i to głównie dlatego, bo był on  jedynym, który dodzwaniał się do niej więcej, niż raz. Niestety, oznaczało to tyle, że od pracowania nad jednym obrazem uratowała ją czysto biznesowa rozmowa o innej pracy i kobieta naprawdę nie mogła się zdecydować na co nie miała większej ochoty. 
   Sumin przystawiła do ucha słuchawkę, starając się zignorować to, jak długo w rzeczywistości czekała aż ktoś wyrwie ją z pracy nad projektem. W końcu tak to już jest, kiedy zdrowy rozsądek przegrywa walkę z upartością, a tak z kolei bezlitośnie zmusza do bezwzględnego kończenia każdej rozpoczętej pracy. 
 - Hmmm..? W czym mogę pomóc? - ledwo skończyła zdanie, a już miała ochotę ugryźć się w język. Nie za to, co powiedziała, to raczej oczywiście, ale za ton w jakim to bezwiednie zrobiła. 
 Kobieta zamknęła oczy, odrobinę zirytowana samą sobą. Choć raz w życiu mów jak powinnaś. W końcu dzwoni do malarki, nie do burdelu. Całe szczęście, osoba po drugiej stronie telefonu nie tylko zdążyła już do podobnych powitań przywyknąć, ale skłamałaby mówiąc, że zupełnie jej się one nie podobały.
 - Rozumiem, że mam niczego nie komentować i najzwyczajniej przejść do sedna? - ton rozmówczyni był nie tyle radosny, co po prostu pewny siebie i według Sumin pasował do osoby, której rodzina sprawiała wrażenie jakby w każdej chwili mogła wykupić połowę tego świata. 
 W rzeczywistości był to oczywiście podkoloryzowany obraz nie tylko majątku No-Rae, ale także i dorobków jej wszystkich krewnych, ale komuś, kto niemal każdej nocy usiłował zasypiać wdychając mieszankę zapachu tuszu i wody z farbą z okazjonalym dodatkiem terpentyny, doskonale wiedząc, że osobny pokój do pracy był jedynie nieosiągalnym luksusem, każda bogatsza rodzina sprawiała wrażenie zdolnej do podporządkowania sobie jakiejś części świata.
 - Yhym…
 - Pamiętasz tego faceta, który ostatnio kupił od ciebie oryginał? - rozmówczyni Cykady faktycznie od razu przeszła do sedna, co w ciągu ich kilkuletniej współpracy było raczej rzadkością, lecz Sumin nie miała zamiaru jej o tym przypominać. No, może nazywanie malutkiego biznesu malarki ich “współpracą” było nieco naciągane, bo to jednak Sumin zajmowała się bardziej artystyczną częścią pracy, ale jednak No-Rae zdecydowanie ułatwiała jej tą biznesową część roboty, chociażby odbieraniem telefonów. Tak naprawdę pomoc No-Rae nie była dla Cykady niezbędna, ale jednak czasem potrafiła ułatwić życie. W szczególności, kiedy w grę wchodziło robienie dobrego pierwszego wrażenia profesjonalnego artysty, z czym Sumin miała spore problemy.— No wiesz, jeden z tych zeszłorocznych, których chciałaś się ostatnio pozbyć? Tak bardzo, że byłaś gotowa zjechać z ceny? Co, swoją drogą, w dalszym ciągu uważam za…
 - Jak się nazywał?
 - Hm? - drobna pauza.- Ach, nie podam ci z głowy, ale gdzieś w zeszycie powinien być jego email…
 - Mówię o obrazie…
 - Ach. - No-Rae mruknęła cicho jakby dopiero teraz wszystko znowu zaczęło się zgadzać, a Sumin była wręcz przekonana, że kobieta uśmiecha się pod nosem, tym razem również powstrzymując się od komentowania. - “Klatka Skarbów”. 
   Cykada wywróciła oczami. 
   Klientów, którzy obserwowali jej stronę ze sklepem internetowym i kupowali prace, pod których opisem widniały wytłuszczone słowa cena do negocjacji zazwyczaj bardzo łatwo można było podzielić na trzy kategorie już po otrzymaniu pierwszej wiadomości. Pierwsza i zazwyczaj najmłodsza grupa wydawała się zapominać, że mają do czynienia z oddychającym człowiekiem (czy aby na pewno człowiekiem?) i najzwyczajniej w świecie zwracali się do Cykady z tak przesadnym i, co gorsza, zupełnie pozbawionym ironii szacunkiem. Drugą byli po prostu normalni ludzie, najprościej ich przedstawiając. Potrafili być ciepli i uprzejmi lub zdystansowani i rzeczowi, ale zawsze cenili prace sukkuba i nigdy, przenigdy nie przekraczali żadnej granicy. Niestety, grupa trzecia miała z tym olbrzymi problem. Byli to klienci aroganccy - tacy, którzy uważali, że wszystko im się należy. Potrafili obrazić artystkę za brak dodatkowych zniżek, przy okazji przypominając jej jak bardzo podziwiają jej prace, zawsze jednak domagając się przy tym prawa do absolutnie wszystkiego.
   Sumin lubiła ludzi z drugiej grupy, gdyż tak naprawdę to oni byli jedynymi, którzy dawali jej poczucie profesjonalizmu. Pierwsza grupa wprawiała ją w zakłopotanie, zaś grupa trzecia była po prostu męcząca. Jak myślicie, do której należał obecnie wspomniany klient?
 - Tylko nie mów mi, że facet po raz kolejny ma problem z ceną przesyłki.- kobieta przyłożyła słuchawkę do ucha, podtrzymując ją prawym ramieniem, uwalniając tym samym obie ręce. Nawet nie zauważyła, w którym momencie zaczęła sprzątać swój skromny warsztat, ale dobrze wiedziała, że po skończeniu rozmowy nie znajdzie w sobie najmniejszej siły na dalszą pracę. - Bo jeśli tak to przypomnij mu proszę, że od zawsze pozostawała ona niezmienna, niezależnie od zmian w cenie samych obrazów, a wszystkie informacje dotyczące możliwości odbioru znajdzie  d o s ł o w n i e  pod każdą pracą. 
 - Tym razem to nie chodzi o przesyłkę.
 - Oh?
   No-Rae zaśmiała się cicho.
 - Nie spodoba ci się.
 - Oh… czemu mnie to nie dziwi?
 - Zdziwić to mogą cię jego wymagania. Rozmawiałam z nim wczoraj i po godzinach istnej męczarni miałam wrażenie, że w końcu doszliśmy do porozumienia. I wyobraź sobie, że facet miał tupet by zadzwonić do mnie jeszcze dzisiaj i to z tym samym “problemem”, ale już nieco innym, hmm… nastawieniem. 
 - Zamieniam się w słuch! - entuzjazm Cykady był tutaj tak przesadzony, że niemal od razu można było sobie wyobrazić jak bardzo negatywnie nastawiona była do tej rozmowy. Oczywiście, kobieta doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że to No-Rae była w zdecydowanie gorszej pozycji. W końcu to ona będzie musiała wrócić do wspomnianego klienta i udawać cierpliwą.
 - Facet pytał się, czy mogłabyś zmienić kolory obrazu.- po tym jednym zdaniu nastąpiła grobowa cisza.- Sumin..?
 - Ha...
 - Ja nie żartuję.
 - Wiem. I właśnie dlatego mówię "ha".- malarka usiadła na rogu łóżka i przeczesała grzywkę dłonią, odgarniając przydługie kosmyki z czoła. - Wiesz co? Kocham swoją pracę, -podsumowała, z ulgą pakując swój warsztat- ale czasami tacy ludzie naprawdę działają mi na nerwy.
   No-Rae zaśmiała się w odpowiedzi.
 - Jeszcze nie usłyszałaś całej historii! - w tym momencie Sumin mogła już jedynie przewrócić oczami. - Twój klient był tak uprzejmy, że zdecydował się szczegółowo opisać powód dla którego prosi o taką zmianę. Wyobraź sobie, że facet niedawno wyremontował mieszkanie i zauważył, że kolory obrazu nie będą pasować do obecnego koloru ścian i zadzwonił dzisiaj do mnie z dość surowymi warunkami. Oszczędzę ci szczegółów i zbędnych cytatów, ale trafiłaś na bardzo nieprzyjemnego typa. Wiesz,  "jestem klientem, płacę, więc wymagam". A poza tym...
   Sumin jedynie westchnęła bezradnie w odpowiedzi i położyła się na materacu. W dalszym ciągu trzymała w dłoni telefon, ale miała wrażenie, że kolejne słowa No-Rae tak naprawdę do niej nie docierają. Jakaś cząstka malarki czuła się winna, nawet jeśli nie ignorowała swojej współpracowniczki celowo. Po prostu była już nieco zmęczona wypalaniem się. Ostatnie miesiące były dla niej dostatecznie ciężkie i pozbywanie się swoich starych prac (a wśród nich wielu oryginałów, których tak naprawdę nie chciała sprzedawać, a już na pewno nie w takiej cenie) było właściwie na ten czas jej głównym źródłem utrzymania. Rezygnowanie z każdego poszczególnego klienta wydawało się mało rozsądne, ale w takiej sytuacji była to jedyna rzecz, na jaką jej duma mogła jej pozwolić.
 - No-Rae...- zaczęła powoli, starając się nie wybuchnąć. Była zła już na samą myśl, że ktokolwiek musi użerać się z podobnymi klientami, ale starała się sobie przypominać, że wyżywanie się na innych w niczym jej nie pomoże. A już na pewno nie wyżywanie się na współpracowniczce, która była skazana na faktyczną rozmowę z arogantem.- Czy mogłabyś w moim imieniu kazać mu się wypchać? Tylko grzeczniej.- sfrustrowana, po raz kolejny odgarnęła niesforne kosmyki z czoła.- Na tyle ostro, byś nie musiała z nim za długo rozmawiać, ale nie zbyt ostro, by nie wystawił nam złych ocen... w końcu z czegoś trzeba żyć.
 - I właśnie dlatego chciałam o tym porozmawiać. 
   Cykada przymrużyła oczy.
 - Jest coś jeszcze? - ledwo skończyła pytanie, a już usłyszała po drugiej stronie zrezygnowane sapnięcie. Takie momenty zazwyczaj zwiastowały ich niewielkie wojny na gesty i słowa, ale zrezygnowana Sumin naprawdę chciała ich dzisiaj uniknąć. Niestety, jej temperament był uśpionym smokiem. 
 - Czy myślałaś kiedyś, by ten jeden raz przełknąć swoją dumę?
   Sukkub jedynie zamknęła oczy i uśmiechnęła się do siebie. Teraz już dobrze wiedziała dokąd No-Rae zmierzała i ani trochę jej się to nie podobało. A przecież tak bardzo nie chciała się kłócić. Brakowało jej na to energii i motywacji, nie wspominając już o tym, że w jej głowie jakiekolwiek przypływy złości jedynie dawały szansę nieznajomemu klientowi na namieszanie jej w głowie i to jeszcze bardziej, niż stos nieskończonych prac.
 - Sumin...
 - ... No-Rae.
 - Nie bądź dzieckiem.
 - Nie jestem! - niestety, kiedy Sumin zdała sobie sprawę z tego, że podnoszenie głosu w takiej sytuacji jedynie pokazuje rację rozmówczyni, było już za późno. - Po prostu nie rozumiem, czemu jesteś taka uparta...
 - Aaa, czyli to teraz ja jestem tą upartą, tak?- całe szczęście, Cykada zignorowała te drobne drwiny. Chyba gdzieś tam w głębi zdawała sobie sprawę, że trochę na nie zasłużyła.- Jakie to uczucie rozmawiać z kimś takim?
 - Dobrze wiesz, że nie o to mi chodzi. Po prostu... nawet nie wiesz jak często musiałam użerać się z takimi ludźmi i to jeszcze zanim się poznałyśmy. Dyskusja z nimi... ha, każdego rodzaju rozmowa jest po prostu trudna, a do wielu odpowiedzi potrzeba czasu i odwagi, której początkujący, bardziej zdesperowani artyści po prostu jeszcze nie mają. Mogę malować jak tylko mi się podoba! A kolory "Klatki Skarbów" są idealne i nie będę ich zmieniać! Wiesz, ile czasu zajmuje powiedzenie tego na głos? Ale wiesz, czasem mam wrażenie, że oni... wszyscy, którzy kupują moje prace i wykłócają się o drobiazgi nawet ich nie lubią.
 - Wiesz, że mogłabyś temu zaradzić, prawda?
 - No-Rae…
 - Oh, czyli nie muszę ci tego mówić?
 - Nie musisz mi tego  p o w t a r z a ć . 
 - Gdybym nie musiała, to by mnie tutaj nie było. - kobieta najwyraźniej nie miała zamiaru się poddać. - Obie wiemy aż za dobrze jak działasz na klientów. Cholera wie czemu i co to właściwie jest, ale czasem wystarczy kilka zdań, by oszaleli na twoim punkcie!
   Cienki uśmiech na porcelanowej twarzy Cykady wyglądał teraz prawię ponuro. Oczywiście nie chodziło tutaj o zdania i dobrze o tym wiedziała. Prawda jest taka, że w swojej lepszej formie mogłaby niczego nie mówić… ha, mogłaby nie malować naprawdę świetnych obrazów, a jedynie mierne karykatury obecnych prac i  osiągnęłaby identyczny efekt, gdyby tylko przy każdej negocjacji spotykała się z klientami twarzą w twarz. I właśnie to tak niezmiernie ją irytowało. Nie zawsze, oczywiście. Tylko skończony hipokryta próbowałby udowodnić, że posiadanie podobnego “daru” nie ma swoich korzyści, a Sumin nie miała powodów udawać przed nikim niewiniątka, a już na pewno nie przed samą sobą. Lubiła bycie sukkubem, czasami mniej lub bardziej, ale dobrze wiedziała, że nie powinna narzekać na swoje umiejętności, które naprawdę potrafiły ułatwić życie. Wyjątek stanowiły obrazy. Nie była najlepsza w swoim fachu, to było oczywiste, ale do beztalencia wiele jej brakowało. Właśnie w tym tkwił problem. Wystarczyłoby jej zupełnie jedno spotkanie twarzą w twarz z klientem, o czym co jakiś czas przypominała jej No-Rae. Niestety, współpracowniczka sukkuba nie wiedziała, że zapewne nie minęłaby noc, by każdy z tych klientów zaczął żądać czegoś więcej, niż malowideł. 
 - Być może.- malarka odezwała się po przerwie, kiedy wijące się liście tatuażu przestały łaskotać ją po plecach.- Ale obie dobrze wiemy, czemu tego nie robię.
 - Hmmm...
- Nie mów do mnie “hmm”. - ponowne ożywienie w głosie Cykady z pewnością nie wróżyłoby niczego dobrego, gdyby kobiety rozmawiały ze sobą twarzą w twarz i No-Rae podziękowała sobie w myślach, że zdecydowała się na telefon. - Nie możesz od tak sobie siedzieć w tej cholernej willi, na swojej głupiej kanapie i zgrywać mądrego człowieka! 
 - Powiedział człowiek bez kanapy…
   Cykada jedynie prychnęła w odpowiedzi, ale nie była już zła na nikogo. Z jakiegoś dziwnego powodu te wszystkie głupie docinki No-Rae czasem trzymały ją przy ziemi, chociaż nawet po latach znajomości nie potrafiła powiedzieć dlaczego. Jak to się stało, że tym razem to człowiek w jakikolwiek sposób działał na sukkuba? O tym już chyba nigdy się nie dowie, ale może tak było najlepiej.
 - Wiesz co, zapomnij o nim.- głos Sumin brzmiał znacznie pewniej, niż powinien.- Jeśli będziesz się jeszcze kontaktować z tym facetem, powiedz, że jeśli taki obraz mu się nie podoba, może go po prostu nie kupować. Nikt go do niczego nie zmusza.
 - Jesteś pewna..?
 - Acha.- i faktycznie, w tej konkretnej chwili wydawało jej się, że jest najpewniejszą siebie istotą żyjącą w Megalopolis. Gdyby tylko wiedziała jak wielką ma konkurencję...- Ale jeśli on w dalszym ciągu będzie chociaż w połowa tak nieznośny jak mi go opisałaś, możesz się po prostu rozłączyć.
 Odpowiedział jej jedynie cichy śmiech No-Rae, ale kobieta niczego nie skomentowała i najzwyczajniej w świecie skończyła rozmowę. Sumin z westchnieniem odłożyła słuchawkę, dziękując sobie w myśli, że zdecydowała się wcześniej posprzątać ten chaotyczny bałagan, jaki zawsze po sobie zostawiała w trakcie pracy. 
   Po raz ostatni zdecydowała się zerknąć na niedokończoną pracę, dobrze wiedząc, że od dzisiaj  będzie ją ona obserwować lekceważąco i to do momentu, w których nie zdecyduje się jej skończyć. I być może kiedyś to zrobi. Kiedyś... teraz była po prostu zmęczona. 
   Farba na częściowo pokrytym papierze zdążyła już prawie całkowicie zaschnąć, zgodnie z właściwościami gwaszu przyciemniając jaśniejsze kolory i rozjaśniając te ciemne. Obecnie skóra dwóch kobiet wydawała się znacznie lepiej zlewać z tłem, co jedynie sprawiało, że faktycznie wyglądały jakby były przezroczyste. Tak naprawdę, obraz był zdecydowanie delikatniejszy, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka, od subtelnego dotyku jednej z kobiet, po zdobiące ich twarze nieśmiałe uśmiechy. Koniec końców, nikt nikogo nie dusił. 
   Sumin miała wrażenie, jakby ktoś mocno ściskał palce dookoła jej własnej szyi. 

środa, 5 czerwca 2019

A ona zabiła je ich miłością, ich wzajemną miłością. Teraz pan widzi jak to jest. Tak jest codziennie... na całym świecie


Imię: Jej prawdziwego imienia nie sposób wymówić w żadnym z ludzkich języków, jednak przy pozbyciu się kilku, wyjątkowo nieprzyjemnych dla ucha dźwięków jej mowy ojczystej i zabraniu paru już zupełnie niewymawialnych głosek, z przymrużeniem oka można przetłumaczyć jej imię na słowo zbliżone do “Sumin” i takim też dziewczyna posługuje się na codzień. 
Nazwisko: Ponieważ faktycznego nazwiska nie posiada, a jej profesja nie wymaga od niej przedstawiania się w żaden konkretny sposób, zwykła wymyślać je na poczekaniu, ale tylko w sytuacjach, kiedy jest to konieczne. Robi to jednak rzadko, gdyż z jakiegoś powodu wymyślanie sensownie brzmiących i względnie przekonujących nazwisk sprawia jej niemały kłopot i Sumin wyjątkowo tego nie lubi.
Pseudonim: Dawno temu dostała przydomek Cykada i w dalszym ciągu lubi się nim posługiwać, chociaż obecnie używa go przede wszystkim jako zastępczego imienia, którym w dolnym rogu podpisuje swoje obrazy. W jej przypadku, otrzymanie pseudonimu po owadzie, który w melodyjny sposób zwykł irytować lub umilać wieczór, zawsze jednak spędzając przy tym sen z powiek wydaje się bardziej, niż odpowiednie.
Płeć: Kobieta
Wiek: Wygląda na nie więcej niż 30 lat, jednak nie staży się w taki sam sposób jak ludzie. Nawet sama Sumin nie jest w stanie określić, ile faktycznie liczy sobie lat, gdyż w miejscu, z którego pochodzi nikt nie interesuje się zapamiętywaniem wieku sukkubów. Może jedynie stwierdzić, że od momentu, kiedy zaczęła żyć pośród ludzi, nie postarzała się nawet odrobinę i póki co nic nie wskazuje na to, aby cokolwiek miało się zmienić.
Rasa: Chociaż kobiecie brakuje pary rogów, długiego, zakończonego ostrym pazurem ogona, rozłożystych, nietoperzych skrzydeł, oraz wachlarza pozostałych atrybutów tak często przypisywanych demonom, Sumin bez wątpienia jest sukkubem z krwi i kości. Mimo wszystko, ponieważ woli trzymać swoją rasę w sekrecie, zwykła podawać się za człowieka, chociaż ze względu na jej wygląd i tak mało kto jest w stanie uwierzyć w jej człowieczeństwo.
Narodowość: Podobnie jak imię, Cykada posiada również i typowo koreańską urodę, a mimo to kobieta nie tylko nie jest Koreanką, ale tak naprawdę nie urodziła się w żadnym ze znanych nam krajów. Sukkub pochodzi z krainy, w której żaden człowiek nigdy nie miał, nie ma i nie będzie mieć prawa, ani możliwości postawić stopy. Jej stopa razem z cała resztą również od dłuższego czasu nie ma prawa się tam pojawić, a od momentu, w którym Sumin mogła bezkarnie nazywać tamto miejsce domem dzieli ją już wiele długich lat.
Obywatelstwo: Shangri-La
Rodzina: Jako demon, tej biologicznej rodziny nigdy nie posiadała, chociaż swego czasu przez lata należała do swego rodzaju społeczności, która mogłaby pełnić podobą rolę, nawet jeśli ich więzi były zdecydowanie bardziej formalne i hierarchiczne, niż te, które charakteryzują większość rodzin. To było jednak dawno temu, zanim kilka niezwykle głupich błędów nie zmusiło jej do zamieszkania na stałe w świecie ludzi.
Miłość: Odkąd pamięta bez przerwy wpajano jej, że podobne uczucia z wiadomych przyczyn nigdy nie były dostępne dla istot pokroju jej rasy, zaś Sumin, nie licząc krótkiego okresu niezwykle głupiego i naiwnego młodzieńczego buntu, przez który najwyraźniej muszą przejść także i te nieludzkie istoty, również święcie w to wierzy. Oczywiście, skłamałaby mówiąc, że ledwo pamięta swoją pierwszą i jedyną miłość, albo, że nigdy nie żywiła do niej urazy za sposób, w jaki obie się rozstały, ale po tak długim czasie osoba, która była zdolna zawrócić sukkubowi w głowie pozostała dla niej jedynie tym, czym sama Sumin do dzisiaj jest dla większości ludzi - przelotnym wspomnieniem, wstydliwą nostalgią, słodko-gorzką mieszanką naiwnych oczekiwań i dobrze ukrywanych wyrzutów sumienia. Mimo wszystko, kobieta ma dość długie doświadczenie w pakowanie się w dwuznaczne i niezobowiązujące związkach (nie miałam bladego pojęcia jak ładnie przetłumaczyć friends with benefits) i raczej przy tego typu relacjach pozostanie. Nie ukrywajmy jednak, że kiedy wiele pierwszych rozmów z nieznajomymi sprowadza się do bycia oskarżanym o mieszanie w głowie, tudzież czysto bezwstydną kradzież partnerów (Cykada zawsze stara się cierpliwie tłumaczyć, że to jedynie nieporozumienia, chociaż ciężko wziąć ją na poważnie, kiedy na ustach tańczy jej ten dwuznaczny uśmiech), to raczej nie pomaga jej to w tworzeniu jakichkolwiek relacji.
Aparycja: Od momentu, kiedy Sumin została zmuszona na stałe mieszkanie wśród ludzi, sukkub została pozbawiona wielu cech jakich można by oczekiwać od przedstawicielki tej rasy. Mimo wszystko, brak owych “demonicznych znaków rozpoznawczych” tłumaczy zwykłą głupotą mitów i naiwnością ludzi, którzy w dalszym ciągu gotowi są uwierzyć w tak wyolbrzymiony i oklepany obraz demona. W końcu brzmi to znacznie lepiej, niż przyznanie się, że to jedynie z własnej głupoty utraciła tak znaczącą część dawnego życia i, co gorsza, potwierdzenie, że znaczna część opowieści wspominających o wyglądzie i zachowaniach jej rasy jest prawdziwa. 
Zapewne ma to jedynie związek z byciem sukkubem, jednak mimo wszystko nie da się ukryć, że wygląd, a w szczególności twarz Cykady najzwyczajniej w świecie zwraca na siebie uwagę. Delikatne i kobiece rysy twarzy, pełne usta, jasna, ale nie niezdrowo blada cera, oraz błękitne oczy w kształcie migdałów, tak nienaturalnie połączone z Azjatycką urodą, które zdecydowanie wyróżniają się na tle gęstych, ciemnych włosów. Mimo wszystko, jej rysy, choć niewątpliwie urokliwe, należą do grona tych rzeczy, które zdecydowanie lepiej prezentują się na bezpiecznej odległości. Sumin przypomina tym nieco ręcznie zdobioną, porcelanową lalkę, która pod uśpionym okiem domowników, pozostawiona samotnie w mieszkaniu wydaje się niepostrzeżenie zmieniać swoje miejsce lub elegancki portret niezwykle pięknej kobiety, który wieczorami zdaje się śledzić przypadkowych przechodniów namalowanymi oczami, jednocześnie przerażając i fascynując. Ujmując to w bardziej bezpośredni sposób, wymaga to nieco dokładniejszego wpatrzenia się, aby zauważyć, że wygląd Sumin ma w sobie coś pociągającego i zarazem odpychającego, zaś sama jej osoba kojarzy się raczej z przyprawiającą o poczucie winy przelotną fantazją lub odległą wizją dawno utraconej pierwszej miłości, niż kimś nadającym się do bliższego poznania. Jakkolwiek samotnie może to nie brzmieć, należy pamiętać, że to właśnie z taką myślą podobne jej demony przybierały wygląd - miały zwracać na siebie uwagę, uwodzić i intrygować, ale nie rozkochiwać, a już na pewno nie zostawać nigdzie na stałe, niezależnie od tego, czy sama Sumin zdecydowała się kontynuować podobne życie w zupełnie nowym świecie.
Kobieta nie odznacza się szczególnie umięśnioną posturą, a jej wysoka, szczupła sylwetka pozbawiona blizn i większych zadrapań jedynie utwierdza w przekonaniu, że zaradność Cykady przejawia się w postaci umiejętnego unikania zagrożeń i starannego panowania nad niebezpiecznymi sytuacjami, niż polegania na resztkach jakichkolwiek  siły fizycznej. Jednym z bardziej rzucających się w oczy elementów wyglądu Sumin jest kwiatowy tatuaż, ciągnący się od lewego uda, pokrywający wijącym się wzorem niemalże całe jej plecy, kończąc na barku i lewym ramieniu. Przedstawia on kolorowy wzór rozwijających się kwiatów japońskiej moreli, który z każdym nienaturalnie przyspieszonym biciem serca Cykady zaczyna się poruszać ostrzegawczo, płynnie wykonując coraz to szybsze zgięcia łodyg, naprzemian zwijając i rozwijając żółte kwiaty.
Charakter: W porównaniu z wcześniej opisanym, urokliwym wyglądem Sumin, całą egzystencję sukkuba można przedstawić jako nieciekawie prezentującą się mieszankę niekorzystnych dla niej zbiegów okoliczności i nieporozumień, zaskakującej łagodności i okazjonalnych napadów porywczości, przeplatanych z wiecznie niezaspokojoną ciekawością.
Kobieta uwielbia siedzieć i obserwować z odległości otaczający ją świat, a w szczególności zachowania nieznajomych ludzi, przyglądając się im z dwuznacznym uśmiechem na ustach, jakby w ten sposób starała się luźno zasugerować, że doskonale zdaje sobie sprawę z tego, co robili ostatniej nocy i to jedynie od jej humoru zależy, czy zdecyduje się podzielić tą wiedzą z wścibską częścią świata. Przypomina tym odrobinę niewielkiego, a przez to i niepozornego drapieżnika, obserwującego stado znacznie większych i silniejszych od siebie zwierząt, wywołując tym dziwną mieszankę niepokoju i politowania. Z drugiej strony, nazwanie tego sukkuba samotnikiem, a tym bardziej odludkiem i posądzenie o nieśmiałość byłoby wielką pomyłką. Nawet jeśli kobieta zdecydowanie jest indywidualistką, to mimo wszystko lubi rozmawiać z ludźmi i pomijając jej niemalże mechaniczne nawyki uwodzicielki, których w dalszym ciągu próbuje się wyzbyć i ograniczyć jedynie do sytuacji, które takich zachowań faktycznie wymagają, Cykada odnosi się do nieznajomych naprawdę przyjaźnie. Fascynuje ją poznawanie nowych osób, lecz zupełny brak w tej fascynacji jakichkolwiek śladów pogardy, czy politowania, jakiego można by oczekiwać od demona, mającego na karku dekady wspomnień, przepełnionych zlewającymi się ze sobą twarzami, powtarzającymi się dialogami, oraz niezbyt oryginalnymi już sytuacjami. Zamiast szukać znajomych, oklepanych schematów w zachowaniach i sposobie myślenia ludzi, Sumin woli skupiać się na tych cechach, które stanowią tą małą wyrwę w rutynie. Pomimo jej niechęci do monotonii, kobieta zdecydowanie nie jest typem znudzonego życiem awanturnika, uparcie wyczekującego okazji, aby namącić w życiu przypadkowych nieszczęśników, a już na pewno nie przepada za zbytnim zwracaniem na siebie uwagi, co wydawać może się wręcz absurdalne, zważywszy na jej wygląd. Oczywiście, wbrew usilnym staraniom trzymania się na uboczu, jej okazjonalnie dająca o sobie znać porywczość skutkuje czymś zupełnie odwrotnym. Nie zrozumcie tego źle, Sumin nie należy do nerwowych osób, a sytuacje, w których zachowuje się jak w gorącej wodzie kąpana należą do rzadkości, spowodowanych głównie przez jakże niewygodne przeczucie, że oto znalazła się w sytuacji bez wyjścia, w skutek czego najzupełniej w świecie potrzebuje wyżyć na czymś swoją irytację. Całe szczęście, podobne, nagłe wybuchy kończą się tak szybko, jak tylko się zaczynają, a kiedy już znikają to na długo i niemalże bez śladu. 
Sumin, pomimo swojej tajemniczości względem własnego pochodzenia, a także wspomnianej wcześniej okazjonalnej porywczości, na codzień jest osobą rozsądną i zdecydowanie bardziej odpowiedzialną, niż może się wydawać, chociaż zdecydowanie lepiej wychodzi jej dbanie o otaczających ją bliskich, niż o samą siebie. Co ciekawe, jak na demona Cykada wydaje się być wręcz  podejrzanie łagodna i empatyczna. Oczywiście daleko jej do czystego altruizmu, choć zdolna jest do różnego rodzaju poświęceń i bezinteresownych czynów, w szczególności kiedy przedstawiona sprawa wydaje jej się dostatecznie intrygująca. Dziewczynę cechuje nie tylko inteligencja, ale przede wszystkim niesamowita zaradność i umiejętność wybrnięcia z naprawdę paskudnych sytuacji w jak najbardziej pokojowy sposób, nie wzbudzając przy tym zbyt dużych podejrzeń. 
Chociaż Cykada zazwyczaj stara się trzymać swoją rasę w sekrecie, aby uniknąć kolejnych, niepotrzebnych oskarżeń o niewiadomo jak bezwstydne czyny, to w niektórych okolicznościach chętnie korzysta z możliwości rozpowszechnienia przeróżnych pogłosek (zarówno tych prawdziwych i nieprawdziwych) tylko po to, aby odrobinę namieszać komuś w głowie (czyżby to była hipokryzja?). Bo nawet jeśli droczenie się nie należy do ulubionych zajęć tego sukkuba, to Sumin od czasu do czasu po prostu lubi bawić się stereotypami. Gwarantuję, że jeśli tylko znajdzie okazję do nabrania kogoś, że chociażby noszona przez nią biżuteria jest tak prawdę amuletem zapewniającym jej wieczną młodość, stojącym za jej przyciągającym wzrok wyglądem, albo rzucenia luźnej sugestii o możliwości wyssania komuś całej życiowej energii przez sen, szanse, że ją przepuści są naprawdę małe. Wbrew temu, Sumin zwykła traktować typowe umiejętności i cechy (nawet te wrodzone) sukkubów bardziej jak część pracy, niż nieodłączną część siebie. A jak to już z większością zawodów bywa, Cykada przechodzi przez dni pełne całkowitego zobojętnienia, choć innym razem to, kim jest przepełnia ją zwyczajnym niesmakiem. Dziewczyna potrafi być sobą serdecznie zmęczona, a jednak (nawet gdyby było to faktycznie możliwe) z czystego przywiązania nie byłaby w stanie pozbyć się resztek, jakie pozostały jej po dawnym życiu. Miewa dni, podczas których czuje się jak najbardziej wykwalifikowany sukkub, które zaraz mijają, tyko po to, aby zostać zastąpionym chwilami spędzonymi na podejrzeniach, że jest nikim więcej jak oszustem bez rogów, który dziwnym i zupełnie niewyjaśnionym trafem nie został jeszcze zdemaskowany.
Zarys przeszłości: Sama historia życia sukkuba przez niezmiernie długie, monotonne lata tak naprawdę nie miała żadnego początku. Nie oznacza to jednak, że Cykada istniała od zawsze, albo, że od momentu powstania po prostu żyła bezzmiennie. Nic z tych rzeczy! Dorastała tak samo, jak dorasta wszystko na tym świecie, lecz przez okres przypominający jedną, ciągnącą się w nieskończoność noc Sumin po prostu istniała jako część jej własnego, nieco pokrzywionego społeczeństwa, nawiedzając ludzi, mieszając nie tylko w ich głowach, zabierając rzeczy, które nigdy nie należały do niej. Bardzo chciałabym powiedzieć, że to zdrowy rozsądek lub współczucie było przyczyną zmiany, że doprowadziło do powstania tego nowego początku, którego wcześniej jej brakowało. Niestety, tylko i wyłącznie z powodów jeszcze szczenięcej naiwności i niepohamowanej ciekawości, z niemałym udziałem drugiej osoby, życie Cykady wywróciło się do góry nogami. Jej ciekawość 
(to pierwszy stopień do piekła, a zaspokojona ciekawość to krok w przeciwnym kierunku)
uruchomiła spór natury z wychowaniem i chęć udowodnienia sobie samej, że być może nic się nie stanie, jeśli spróbuje nieco zboczyć z wyznaczonej drogi. Przecież zabierze ze sobą tylko jedną osobę, w końcu we dwie już od dłuższego czasu wspólnie pociągały siebie na samo dno. Z ciekawości zrodziła się fascynacja, zaś z fascynacji zaczęły rodzić się niezliczone błędy, a popełniane jeden za drugim coraz bardziej oddalały ją od możliwości powrotu do dawnego życia i osób, z którymi żyła i dorastała przez lata. A kiedy ta dawna ciekawość  
(zabiła kota, satysfakcja go wskrzesiła) 
minęła tak szybko i nagle, jak tylko została zaspokojona, wraz z jej odejściem całkowicie zniknęła również szansa jaką Sumin dostała na powrót do miejsca, nazywanego przez nią domem. To nie było wygnanie, a raczej ucieczka. Kiedy kobieta zrozumiała, że jej czyny w dużym stopniu dotknęły również innych, postanowiła się wynieść i to najdalej jak tylko było to możliwe. Tak właśnie zdecydowała się na zamieszkanie pośród tych, którzy niegdyś przez tak długi czas byli tylko jej ofiarami. 
A jeśli po przeczytaniu tych niejasnych zdań wydaje ci się, że, chociaż łączą się one w całość, to tak naprawdę niczego nie tłumaczą, ani nawet nie opisują, to oczywiście masz rację. I póki co niech tak pozostanie.
Oficjalnie: Na codzień zajmuje się malowaniem, z pomocą farb i pędzli balansując między tym, co piękne i tym, co odrzucające i szkaradne. Przede wszystkim skupia się na semi-surrealistycznych malunkach, zaś jej dwie serie obrazów - jedna poświęcona kwiatowym ludziom, druga mieszająca senne koszmary z raczej dwuznacznymi aktami zapewniły jej nieco rozgłosu, jednak daleko jej do tytułu sławnej malarki i raczej się to nie zmieni.
Rola w gangu: Jakby na to nie patrzeć, chociaż Cykada jest demonem, a te zwykły kojarzyć się z nieludzką bezwzględnością i ponad przeciętną siłą, ten konkretny sukkub nie potrafi walczyć, ani tym bardziej korzystać z wszelkiego rodzaju oręży. Jedyną bronią jaką kobieta ma w zanadrzu i która przydaje się w gangu jest jej umiejętność perswazji, zdobywania informacji, czy też zmuszania ludzi do przeróżnych czynów za pomocą raczej wątpliwych środków. Przez ostatnie lata nauczyła się, że w przeciwieństwie do większości nadnaturalnych istot, ludzie zazwyczaj nie opierają się pokusie odpowiadania na każde zadane przez nią pytanie, nieważne jak bardzo krępująca lub poufna może być ich odpowiedź. Czasem wystarczy, że sukkub jedynie ładnie poprosi i szepnie do ucha parę miłych słówek.
Umiejętności: Bez umiejętności w posługiwaniu się bronią, czy to palną, czy białą, bez znajomości technik samoobrony i praktycznie znikomą wiedzą na temat współczesnej technologii, która jest w stanie otworzyć zupełnie nowe drzwi niemalże nieskończonych możliwości, Sumin tak naprawdę wydaje się po prostu bezbronna, a już na pewno nie jest tak nietykalna jak można od niej oczekiwać na podstawie czytanych legend i słyszanych historii. Jedynym, co pozostało kobiecie jest jej zaradność i to, że najprościej w świecie wie jak zawrócić w głowie. No, może “wie” nie jest najlepszym określeniem, a raczej p o t r a f i  i podczas lat życia w ludzkim społeczeństwie nauczyła się to wykorzystywać do czysto samolubnych celów. Warto jednak wspomnieć, iż Cykada nie korzysta z tej umiejętności (jeśli w ogóle można to nazwać umiejętnością) nawet w połowie tak świadomie jakby chciała. Zamiast dogłębnie zaplanowanego i kontrolowanego czynu, przypomina to raczej mruganie - owszem, na upartego każdy z nas jest w stanie przez jakiś czas je kontrolować i jeśli tylko skupimy na nim całą swoją uwagę, to tylko od nas zależy, kiedy i w jakim tępie zaczniemy zamykać oczy. Jednak, koniec końców wystarczy chwila nieuwagi, tudzież znalezienie jakiekolwiek bardziej pochłaniającego zadania, a sama czynność nie tylko zacznie dziać się samoistnie, ale w dodatku nie sposób będzie jej całkowicie zatrzymać, nawet gdybyśmy bardzo tego chcieli.
Ci, co słyszeli o sukkubach słowo lub dwa zazwyczaj bezbłędnie kojarzą te stwory z i ich umiejętnością pokazywania się w snach osób, które obrały sobie za ofiarę. Mowa tutaj więc o nawiedzaniu przez sen w formie gorzko-słodkej tortury, która w najlepszym wypadku jedynie namiesza, osłabi i zdekoncentruje nieszczęśnika na kilka kolejnych dni. W gorszym wywoła paraliż senny, którym sukkuby gotowe są dręczyć śniących nocami, a pamiętajmy, że nie każde z tych potwornych doświadczeń kończy się przebudzeniem. Niestety od czasu, kiedy Sumin zdecydowała się bezpowrotnie zadomowić wśród ludzi, moce kobiety uległy osłabieniu. Oczywiście, w dalszym ciągu jest w stanie kontynuować swoje "sukkubie obowiązki", jednak aby tego dokonać najpierw sama musi zasnąć, co nie jest możliwe bez uprzedniego nafaszerowania się tabletkami nasennymi, szczególnie jeśli planuje wyrządzić większe szkody, niż zwykłe osłabienie. Z tego też powodu, chociaż jest w stanie nawiedzać i dręczyć w cudzych snach niemalże na zawołanie, to jedynie z pomocą tabletek i długich, męczących godzin snu potrafi znacznie bardziej wykończyć, doprowadzić do obłędu, a przy dłuższej pracy nawet odebrać życie. 
Przyjaciele: Sukkub należy do tego typu istot, które świetnie radzą sobie w zdobywaniu znajomych, ale w kwestii tworzenia jakichkolwiek głębszych relacji są po prostu beznadziejne. I nie ma to najmniejszego związku z brakiem zaufania do ludzi, a raczej z tym, że trzymanie swojego pochodzenia i rasy w sekrecie jest znacznie trudniejsze, kiedy przez lata będziesz żyć blisko z powoli starzejącymi się ludźmi, sama nie zmieniając się ani odrobinę. Koniec końców nawet ona nie jest w stanie przez tak długi czas bronić się tekstem: “Ponoć dobrzy ludzie się nie zmieniają!”.
Wrogowie: Sama Cykada uważa, że tak naprawdę nie posiada żadnych prawdziwych wrogów. W końcu nawet krytycy, którzy czasem potrafią być nadzwyczaj bezwzględni w stosunku do jej obrazów potrafią być dla niej nikim więcej, niż jedynie tymczasowym utrudnieniem, zaś nawiedzania przez sen bezbronnych ludzi nikt nie jest w stanie jej udowodnić. Póki będzie się trzymać z daleka od rodzinnej krainy, powinna być względnie bezpieczna.
Autor: Earl Blue