Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ichiro. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ichiro. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 grudnia 2021

Ichiro Osoku

 Nie warto tracić wiary, a zwłaszcza charytatywnie. Sprzedaj ją komuś, przynajmniej wyjdziesz na plus.

Podstawowe informacje

Imię: Ichiro
Nazwisko: Osoku <plotki o tym, że nadał je sobie sam, okazały się fałszywe>
Znane pseudonimy: Parafrazując jego własne słowa, istnieją reguły kto i jak może używać jego imienia: oficjalnym klientom przysługuje wyłącznie nazwisko, nieoficjalnym nie wypada go używać w ogóle (powinni uciekać się do pseudonimów), a przyjaciele mogą mu mówić po prostu Iro. Wśród yakuzy zasłynął jako Hakugai-sha - Nie budzi co prawda na mieście żadnego szacunku, ale lęk w zupełności wystarcza.
    Notka: Szukając informacji o jego rodzinie z baz w Japonii, zaraz obok brata Ichiro natrafiłem na imię "Zenin Osoku". Skonsultowałem swoje znalezisko z panem Osoku i przyznał, że należy do niego. Równocześnie zażąd poprosił, bym zachował tą informację dla siebie.
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 27 lat
Aparycja: Iro wyglądem nawet nie stara się ukrywać swojego statusu społecznego, zarówno jako zamożniejszego obywatela Shangri-La, jak i szemranego typa. Ma niemal metr osiemdziesiąt wzrostu i szczupłą, wysportowaną sylwetkę. Jego dumnie wyprostowana i równocześnie wyluzowana postawa wydaje się mówić ci wprost ,,Podskakuj ile chcesz, i tak mi nic nie zrobisz”, nierzadko niepotrzebnie prowokując swoich rozmówców. Na ustach szpakowatego Japończyka zawsze tańczy podejrzany uśmiech, mogący oznaczać równocześnie kilka różnych rzeczy. Ciemne oczy również wydają się nie ukrywać iż należą do nieprzeciętnego cwaniaka. Patrząc na niego ciężko nie odnieść wrażenia, że gość kręci się w nieprzyjemnym towarzystwie, a Iro dba o to równie mało co o swoją opinię publiczną. Jak to zwykł mawiać, gdy twój rozmówca wie o tobie więcej niż jest to prawdziwe, a mózg podpowiada mu jeszcze głupsze domysły, łatwiej będzie z nim pertraktować (albo zastraszyć, jak kto woli). Ma bardzo przyjemny dla ucha głos, chociaż większość uznaje, że zupełnie nie pasuje do dupków jego pokroju. Ichiro to typowy elegant - najlepiej czuje się w koszulach, prostych spodniach - może nieco zbyt wymiętych, ale przecież nikt go nie zmusza do całkowitej perfekcji pod tym względem - i pasujących marynarkach. Wygląda więc dokładnie tak, jak powinien wyglądać szanujący się członek japońskiej mafii, może nawet aż za bardzo. Z kolorów preferuje czerń i zieleń. Tak wygląda jego strój codzienny. Każdy, kto zbytnio zajdzie mu za skórę może mieć w przyszłości wątpliwą przyjemność zobaczenia go w stroju ,,roboczym”. Mimo wychowania w rodzinie szczycącej się samurajską tradycją, młodego Osoku zawsze fascynowało ninjutsu. Jego kostium, będący już właściwie lekką zbroją, jest jakby współczesną, udoskonaloną kopią stroju shinobich (jakoś nie lubi zachodniego zwrotu ,,ninja”). Uszyty został na specjalne zamówienie i mężczyzna po dzień dzisiejszy nie zdradził kto go wykonał, ani skąd wziął ten dziwny czarny materiał o niesamowitych właściwościach.
Narodowość: Japonia
Rodzina: Ojciec (Akihito) według raportów policyjnych został zamordowany przez Kanedę Osoku - swojego pierwszego syna. Los Kanedy jest nieznany, zdaniem Ichiro dzięki finansowym poplecznikom rodziny, którzy chcieli uniknąć skandalu. Brak informacji o matce.
Zameldowanie: Yushan, Shangri-la
                           Posiada także apartament w El Dorado w Elizjum
Zawód: Sześć lat temu świeżo przybyły na wyspę młody spadkobierca zamożnej rodziny z Japonii zainwestował swoją część majątku w rozwój małych niezależnych firm, które łutem szczęścia (Nie zastanawiajmy się, czy ktoś im w tym pomógł za kulisami) osiągnęły sukces, robiąc z niego chwilową sensację Megalopolis. Nie pozostał jednak celebrytą i pozwolił wszystkiemu ucichnąć. Firmy, które wspomógł finansowo, zgodnie z umową nadal przekazują mu procent swoich dochodów. O Ichiro Osoku rozmawiają więc jedynie ludzie obracający się właśnie w tych klimatach, dlatego też Iro pilnuje, by regularnie część z jego pieniędzy kierowana była na nowe inwestycje w Elizjum - parki, szkoły, osiedla i tym podobne. Nie są to wielkie <ekhem> sumy, które zrobiłyby z niego bohatera w oczach miasta, ale wystarczające, by jego nazwisko było traktowane przychylnie przez władze i media, w razie gdyby sprawy przybrały kiedyś bardzo zły obrót.

Działalność

Przynależność: Wcześniej yakuza. Obecnie jest wolnym strzelcem luźno powiązanym ze Szczurami.
        Ekipa: Penthouse
Przełożony: Jego pośrednikiem z Ferą w każdej sprawie jest Kasumi Zila <O słodka ironio...>
Rola: Ichiro jest jednym z trzech głównych patronów Szczurów, zaraz obok Isati i Likaona. Oczywiście wyżej wymienieni znajdują się ligi ponad nim, niemniej jednak pod względem użyteczności dorównuje w innych kategoriach. W pierwszej kolejności jest bezpośrednim łącznikiem między Szczurami, a przywódcami megalopolijskiej yakuzy - tymi samymi, dla których jeszcze niedawno pracował jako nieuchwytny skrytobójca, Hakugai-sha. Odkąd oficjalnie dołączył do Szczurów, korzystanie z jego usług liczy się z korzystaniem z usług Strzygi. Nie da się opisać, jak bardzo ją taki obrót spraw cieszy.

Zdolności specjalne

Mutacje: Brak
Modyfikacje mechaniczne: Brak
Pozostałe umiejętności: Ninjutsu powstało jako zbiór fundamentalnych metod przetrwania, przydatnych w niebezpiecznych regionach feudalnej Japonii. Shinobi używali swoich zdolności, aby przeżyć groźne czasy politycznego zamętu. Zawierały się w tym techniki zdobywania informacji, pozostawania niewykrytym oraz mylenia tropów. Chociaż uosabia się tę sztukę głównie z walką, Ichiro korzysta z niej na każdym kroku. Jest nieuchwytny zarówno na płaszczyźnie dosłownej, jak i przenośnej. To idealna osoba do zadań wymagających wzmożonej ostrożności. Mogą to być zarówno misje skrytobójcze jak i dyplomatyczne. Mężczyzna załatwi co trzeba i zniknie, nie pozostawiając po sobie tropów. Sprawnie posługuje się bronią białą i niekonwencjonalną. W jego zwyczajowym rynsztunku znajduje się kilka noży kunai, cienka stalowa linka (służąca na różne sposoby, najczęściej jednak jako garota) i wakizashi - czterdziestocentymetrowe jednosieczne, jednoręczne ostrze. Strój należący do Ichiro ma przydatną możliwość maskowania. Czarny materiał przyjmuje rozmyte barwy otoczenia, wystarczające, by odpowiednio ostrożny skrytobójca stał się całkowicie niewidoczny. W pełnym świetle dnia nie odniosłoby to skutku, ale w cieniach i w mroku nocy zdaje egzamin. Rękawice i obuwie podszyte są magnetyczną powłoką, pomagającą w poruszaniu się po mieście  -zdezorientowanie ochroniarzy na widok człowieka bez problemu wspinającego się na wysokość kilku metrów po płaskiej powierzchni jest naprawdę bezcennym widokiem. Iro może pochwalić się także bardziej rozrywkowymi umiejętnościami: grą na pianinie i nie najgorszym śpiewem.

Osobowość

Charakter: Patrząc na szczupłego Japończyka już w pierwszej kolejności odnosi się wrażenie, że oto stoi przed tobą arogancki dupek, prawdopodobnie o wiele bogatszy od ciebie, z którym rozmowa może okazać się czystą męką, a już na pewno stratą czasu. Niestety, Ichiro należy do osób irytujących wszystko wokół siebie samym sposobem bycia, właściwie bez żadnego wysiłku. Nie wiadomo jak, ale 70% jego otoczenia wydaje się zawsze znaleźć jakiś powód, by krzywo na niego patrzeć. W swojej ocenie kierują się między innymi szemraną reputacją Osoku, a nieznajomych ostrzega już sam delikatny, jakby pokpiwający uśmiech ważniaka, nigdy nie schodzący z warg Iro. Jego wyprostowana sylwetka wręcz emanuje tą drażniącą pewnością siebie, nieważne czy znajduje się na bogatym przyjęciu, czy wisi za nogi pod sufitem przesłuchiwany w jakimś opuszczonym hangarze. Wszelkie zmartwienia umiejętnie zachowuje dla siebie, nie okazując po sobie żadnego zawahania. Persony z jego kręgu kulturowego przy każdej okazji wytykają mu brak poparcia jakiejkolwiek z możniejszych rodzin, robiąc z niego odludka. I faktycznie, wśród swoich mężczyzna zawsze odstawał od reszty. 
        Wyraźny wpływ zachodnich obyczajów na jego zachowanie oraz fakt, że od tak porzucił rodzinne przywileje na rzecz, jak to nazwał, ,,wolności”, budzą i już zawsze będą budzić zgorszenie u ważniejszych głów yakuzy. Ale nic w zachowaniu mężczyzny nie jest pozbawione celu. Politykę traktuje jak grę strategiczną i nie da się zaprzeczyć, że jest w niej cholernie dobry. Doskonale zdaje sobie sprawę, że nie poprawi swojej reputacji w przestępczej części Shangri-la i najnormalniej przestał już o to dbać. Brak koneksji daje mu niesamowitą przewagę nad głowami klanów - jeśli nie masz nikogo bliskiego w ich otoczeniu, ani niczego co mogą ci zabrać (włącznie z pieniędzmi i tytułem), możesz im splunąć w twarz i uciec od konsekwencji. Na dodatek wie, że choćby nie wiadomo ile mu grożono i tak będzie dla reszty bardziej pożyteczny żywy niż martwy. To jak ze szczepieniami: nieprzyjemne, niby nikt cię do nich nie zmusza, ale jednak warto z nich korzystać. W ten sposób Ichiro jest swoim własnym szefem, nie potrzebującym cudzych rąk, nawet do najbrudniejszej roboty. Jego polityczne machinacje zawsze lawirują między skrajnie prowokacyjnym zachowaniem, a szybkim oddaleniem się na bezpieczny dystans. Jedni mogą to nazwać tchórzostwem, ale dla co inteligentniejszych pozostanie to niczym innym, jak zdrowym rozsądkiem. Za cokolwiek Iro by się nie wziął, zawsze najpierw przygotuje jakieś zabezpieczenie, czy też plan bezpiecznej ucieczki. Rozsądek i nieuchwytność - dwie zasady sukcesu Osoku.
        Patrzenie na niego tylko od strony ryzykownego przedsiębiorcy i wpływowego obywatela rzeczywiście może przedstawiać go jako typowego bogacza nie przejmującego się niczym mniejszym od siebie. Taką też rolę odgrywa przed miastem i swoimi przeciwnikami. Dopiero dłuższa znajomość może uświadomić ci, ile w zachowaniu Ichiro jest faktycznego aktorstwa. Nagle niezniszczalny uśmieszek nie wydaje się jedynie oznaką pyszałkowatości i czasem faktycznie przybiera przyjemniejszy wyraz. Mimo fascynacji zachodnią kulturą, nie zapomniał nigdy o własnej. Wedle niej potrafi zachować taką samą uprzejmość nawet wobec ludzi, którymi szczerze gardzi. Polityka i kłamstwo w końcu od dawien dawna idą ze sobą w parze. Iro jedynie nauczył się gdzie leży granica pomiędzy złem koniecznym, a parszywym występkiem. Fakt, że nie parał się starym dobrym kodeksem bushido tak jak jego ojciec i dziadek jeszcze nie świadczy o braku jakichkolwiek zasad. Pojęcie honoru nie jest mu obce. Przeciwnie - stanowi ważny element jego ideologii. Nie oznacza to jednak, że musi zaprzeczać zdaniu jakoby nie mógłby zrobić nikomu krzywdy - owa plotka okazuje się czasem niezwykle pomocna w negocjacjach. Niektórzy przytykają mu, że jest zbyt łagodny jak na członka japońskiej mafii. W porównaniu do innych, Iro faktycznie jest ,,tym dobrym”. To prawdopodobnie dlatego przestał starać się o uznanie w oczach przywódców rodzin i chętniej zadaje się z Ferą Rosą niż Fujiyamą. 
        Intencje Iro bywają trudniejsze do odczytania niż pismo lekarskie i facet wyraźnie dokłada starań, by takimi były. Ciężko stwierdzić, co może kierować człowiekiem, który w życiu osiągnął właściwie wszystko. Oczywistym jest, że Ichiro ma jakiś cel w tym wszystkim - dzielenie udziałów z Ferą, osobisty wkład w działaniach gangu, takich rzeczy po prostu nie robi się bezinteresownie... a przynajmniej ktoś uważający się tylko za ,,bogatego gnojka" nie robiłby tego bezinteresownie. Cokolwiek to jest, mężczyzna usilnie trzyma swoje powody dla siebie, zachowując wyraźny dystans między sobą, a resztą Szczurów. Co znowu tworzy kolejne zaprzeczenie: po co angażować się osobiście w to wszystko? Jest chyba jedynym z patronów gangu, który osobiście pojawił się w Bazie, a już na pewno jedynym, który aktywnie bierze udział w nowych planach Strzygi jako członek ekipy wykonawczej. Pytanie go o to oczywiście mija się z celem. Wszyscy po prostu uznali, że nawet bogatym życie może się czasem znudzić na tyle, by pod groźbą śmierci opuścić jeden gang i dołączyć do następnego.
Relacje z innymi: Osoku budzi w członkach gangu mieszane uczucia, poza jednym oczywistym: nie powinienem się z nim zadawać. Z różnych powodów - jedni uważają go za bogatego ważniaka, inni dalej widzą w nim członka yakuzy. Iro ze swoją dziwną zasadą angażowania się, ale nie dalej niż to rozsądne, raczej sobie nie pomaga. Co wyjaśnia, dlaczego ma tak mało przyjaciół (jeśli kogokolwiek na tej liście naprawdę za takowego uważa).
        Pozytywne: Pewnego razu do jego mieszkania wszedł zagubiony robot. I chociaż Hiccup mieszkała u niego może dwie godziny (w czasie których zapewniła jego kotu, Sonetowi, zespół stresu pourazowego na dźwięk mechanicznych kółek), doskonale go sobie zapamiętała. Przy każdych odwiedzinach w Bazie zadaje Ichiro szereg uprzejmych pytań o jego samopoczucie, mieszkanie, pracę i tym podobne. Co zaskakujące, wcale go to nie irytuje tak, jak gdyby robił to jakiś człowiek.
        Negatywne: Powiedzieć, że obecność Ichiro wśród yakuzy budzi kontrowersję to spore niedociągnięcie. Przywódcy trójki najbardziej wpływowych rodzin - Fujiyama, Orochi i Takahachi - raczej za nim nie przepadają odkąd pomógł Strzydze zorganizować potrójny skok na ich posiadłości. Zabawne, że żaden z nich nie próbował go jeszcze zabić. Może usługi Hakugai-sha nadal są zbyt korzystne, by ryzykować zajściem mu za skórę.
        Skoro już mowa o Orochim, jego i Osoku łączy dłuższa znajomość. Mistrz Orochi liczył, że Iro uda się wżenić w jego rodzinę poprzez własną córkę, Kasumi. Gdy kobieta uciekła (słusznie zresztą), to na Ichiro spadł "obowiązek" sprowadzenia jej z powrotem. Nie zrobił tego, ale Kas nigdy mu nie wybaczyła, iż w ogóle przyjął takie polecenie. Ich relacja może nie jest napięta, ale trudno nie wyczuć jak temperatura w pokoju spada o kilka stopni, gdy Iro przekracza próg salonu.

Załączniki


wtorek, 4 lipca 2017

Od Ichiro - Nieproszony gość

        Para unosiła się nad kubkiem z kawą, powolnymi zawijasami mieszając się z powietrzem. Sonet, dostojny czysto szary kocur o złotych oczach, siedział na wysokim krześle przy stole, obserwując na zmianę białe smugi i krzątającego się Japończyka. Iro - mimo dosyć wczesnej pory - był już na nogach, i to właściwie od jakiegoś czasu. Jednak w przeciwieństwie do wielu mieszkańców Elizjum, jemu brak snu akurat czasem przeszkadzał. Zwłaszcza, jeśli jeszcze tej samej nocy piszą do ciebie z groźbami. Dodajmy do tego spotkanie z Kasumi i wątpliwości związane z przekonaniem jej do współpracy, a mamy przed sobą gotową parującą miskę najokropniejszej zupy jaką będziesz musiał rano wypić razem z efektami bezsenności.
  Grożenie Ichiro nie należało do genialnych pomysłów. Dręczenie go brakiem snu tym bardziej. Człowiek zły był człowiekiem przewidywalnym, ale człowiekowi niewyspanemu trzeba po prostu schodzić z drogi. Akurat ten niewyspany człowiek miał sporo możliwości rewanżu za choćby i taką pierdołę jak pisane groźby, obejmujące w pierwszej kolejności najprostszą wizytę z bronią w ręku. Osoku można było zabrać wiele, ale szarganie jego spokoju było czynem karygodnym, któremu jeszcze dziś zamierzał wymierzyć sprawiedliwość.
  Mijając ladę w kuchni i równocześnie zapinając guzik, zatrzymał się na miauknięcie kota. Sonet prychnął i wskoczył na stół, specjalnie chcąc zwrócić tam uwagę właściciela. Iro, znany szeroko jako Hakugai-sha, zmrużył oczy, mordując wzrokiem szarego kota belgijskiego.
  - Złaź. - rzucił ostrzegawczo.
  Kocur oczywiście ani myślał go słuchać.
  - W tej. Chwili.
  Nie, wydawały się mówić złote oczy i to w najbardziej bezczelny sposób jaki mógł sobie wyobrazić. Gorzej niż on sam. Szczerze powiedziawszy, dopóki nie przygarnął Soneta nie wierzył w powiedzenie jakoby zwierzak odzwierciedlał charakter właściciela. Sonet odzwierciedlał i w olewaniu cudzego zdania sprawował się lepiej od Kage. Kot machnął raz ogonem, po czym na dobitkę ostrzegawczo trącił łapą kubek kawy. Jak zawsze, była to wyraźna wiadomość ,,Wypij, albo będziesz to wycierał z podłogi". Niegdyś by to zignorował, ale już zbyt wiele razy się zdarzyło, że Sonet faktycznie dopełnił złożoną obietnicę. Pod tym względem również się nie różnili.
  - No dobra, misja wykonana. - przyznał z westchnieniem mężczyzna, drapiąc podopiecznego za uchem. - Siadam i piję. Zadowolony?
  Zwierzak otarł się o jego dłoń i już bez problemów zeskoczył ze stołu. Nie wylądował jednak na podłodze, a na drugim krześle, gdzie zwinął się w niewinny kłębek puchu ukrywający pazury dla każdego, kto spróbuje go w tym momencie choćby dotknąć. Towarzyszenie Iro przy kawie również stanowiło jego niespisany obowiązek, tak samo jak dopilnowanie, by o niej nie zapomniał.
  Zen'i posłusznie wziął więc swój kubek, starając się cieszyć tymi chwilami świętego spokoju, które jeszcze mu pozostały tego dnia. Nie było to łatwe - po tej jednej cholernej wiadomości od mistrza Fujiyamy wszystkie jego nerwy wydawały się obskakiwać ten temat. Wcale się to Japończykowi nie podobało. Nie chodziło już o samą groźbę, bo to nie pierwszy i na pewno nie ostatni raz kiedy ktoś próbuje go zastraszyć. Irytował go fakt, iż jakimś cudem Fujiyamie udało się sprawić, że faktycznie się tym przejął. To właśnie zrobiło z tego starego pijaka jego obecne zmartwienie, a siedzenie w głowie Iro dłużej niż godzinę mogło się dla obiektu zainteresowania skończyć różnie. Zasada ta tyczyła się również Kasumi, ale wizja rozmowy z nią i przedstawicielem Szczurów działała wręcz kojąco w porównaniu do pierwszej. Pierwsze spotkanie oznaczało rozwiązanie wielu z jego problemów, a drugie...z drugiego mogło wywiązać się dwa razy tyle.
  Westchnął trzymając kubek w obu dłoniach i patrząc gdzieś w jakiś punkt na niebie za szklaną ścianą półkolistego balkonu. Pewnie gdyby ktoś teraz zapytał go o obecność, z całą szczerością by przyznał, że wcale go tu nie ma. Jest gdzieś hen daleko, gdzie nie musi się niczym przejmować. Ot, wyjechał sobie na wakacje, uprzednio pokazawszy wszystkim swoim problemom środkowy palec. Żeby to było takie proste...
  Nareszcie wziął łyka kawy. Była zimna. Skrzywił się i ze zrezygnowaniem odstawił nieszczęsny kubek. Sonet popatrzył na niego krótko, po czym ułożył łeb z powrotem na swoich łapach. Iro dałby sobie głowę uciąć, że widział u niego znajomy wzrok mówiący tyle, co ,,A nie mówiłem?".
  Nagle od drzwi rozległo się pukanie. W pierwszej kolejności Kage przyszła na myśl Kas, ale gdy wstał ze swojego miejsca uświadomił sobie kilka rzeczy. Po pierwsze, było nieco za wcześnie na odwiedziny. Po drugie, czemu ktoś pukał, skoro miał do dyspozycji dzwonek? A po trzecie...to za cholerę nie brzmiało jak ludzka pięść. Bardziej jak coś metalowego...i drobnego.
  Obstawiając najgorszy scenariusz, podszedł do drzwi po drodze zgarniając samotnie leżący na blacie kuchennym nóż. Nie skradał się. Jeśli to zasadzka, będą nasłuchiwać kroków. Ktokolwiek tam stoi, niech je usłyszy - to Iro będzie miał przewagę zaskoczenia, nie potencjalny napastnik. Chowając prowizoryczny oręż za plecami, chwycił klamkę i otworzył, odsuwając się na bok oraz odruchowo mierząc już nożem na wysokość szyi...ale za drzwiami nikogo nie było. Mężczyzna stał jeszcze chwilę, wyczekując spodziewanego ataku. Ten jednak nie nadszedł. Kage wyjrzał jeszcze z ostrożności na korytarz. Tam również było pusto, toteż zamknął drzwi. Parsknął śmiechem na własne przewrażliwienie. Dzisiaj naprawdę był w tragicznym stanie...
  - CZEEEŚĆ!
  Odwracając się odskoczył gwałtownie do tyłu słysząc głośny, dziewczęcy głos, a z ust wyrwał mu się okrzyk zaskoczenia. Stojący tuż za nim robocik również krzyknął i cofnął się na swoim pojedynczym kółku, odruchowo zwijając w kulę. Nie domknął się jednak całkowicie - zostawił sobie szparę, przez którą wyglądała para błękitnych żarówek z przymrużonymi klapkami imitującymi źrenice. Osoku patrzył chwilę zszokowany na wcale nie tak małą metalową piłkę. Jakim cudem to dostało się do jego mieszkania?
  - Ja przepraszam! - wypaliła kula, niepewnie ,,rozwijając się" z powrotem. Miała metalowe rączki...to by wyjaśniało stukanie. - Naprawdę, naprawdę, naprawdę przepraszam! Nie chciałam pana przestraszyć!
  Ichiro zmierzył ją wzrokiem. Duże oczy, malutkie łapki, kulisty kształt, dziecięcy głosik. Tak, faktycznie była niesamowicie przerażająca. Shinobi mógł się tylko cieszyć, że jedynym świadkiem całego zdarzenia był kot. Wspomniany świadek słysząc zamieszanie zjeżył się lekko, ale nie uciekł ze swojego miejsca, teraz ciekawie wpatrując się w małego robota.
  - Weszłaś tutaj...przez te drzwi. Dokładnie wtedy, kiedy ci otworzyłem. - Iro pochwalił się swym niesamowitym zmysłem detektywistycznym, wskazując kciukiem za siebie na rzeczone drzwi.
  - Nooo tak. - mała nieznajoma pokiwała głową. - Ale zapukałam, nie weszłam nieproszona! Tak przecież robią ludzie, prawda?
  - Tak, tak robią. - zgodził się Japończyk. - Miałem na myśli fakt, że przeszłaś tuż pod moim nosem...
  - Bo otworzył pan drzwi i odsunął się na bok. To gest zaproszenia.
  - Taaak, zgadza się. - mężczyzna westchnął, decydując się urwać ten temat. Tylko się pogrążał.
  Ukląkł na jedno kolano, chcąc bliżej się przyjrzeć nietypowemu gościowi. Spodziewał się przynajmniej trójki facetów w garniturach, z bronią pod pachą. Dostał małego, przeuroczego i na dodatek dobrze wychowanego robota. Z jakiegoś powodu nie podobało mu się to jeszcze bardziej niż cały pluton egzekucyjny.
  - Wybacz, chyba zapomniałem o manierach. - powiedział spokojnie. Milszy ton głosu sprawił, że robocik poczuł się nieco pewniej. - Jestem...
  - Osoku Ichiro, z klanowego imienia ,,Zen'i" - zadeklarowała dziewczyna, pusząc się dumnie jak czterolatek, który wykuł na pamięć wiersz.
  - Nieźle jesteś doinformowana... - Iro zmrużył oczy podejrzliwie. - Dla przyjaciół Iro. A ty jesteś...?
  - H11-CUP, do usług! - robocik zasalutował ochoczo, a po chwili dodała: - Dla przyjaciół Hiccup.
  - ,,Do usług"? - powtórzył mężczyzna unosząc jedną brew. - Nie zamawiałem żadnych usług.
  - Bo pan nie musiał! - uśmiechnęła się za pomocą małego monitora. - Sama pana znalazłam!
  - Ale dlaczego? Jaki masz w tym cel?
  - Cel...? - Hiccup zabrzmiała, jakby pytała samą siebie. Po chwili jednak znowu się uśmiechnęła, zapominając o wątpliwościach. - Cel jest prosty! Pomagać!
  - Doskonale cię rozumiem i pochwalam altruizm, ale czemu ja i w jaki sposób?
  - Jaaa... - zawiesiła się na chwilę, po czym nagle zgubiła wątek, wbijając wzrok w coś ponad ramieniem Iro. Zaraz po tym padło najbardziej złowieszcze słowo jakie mógłby wypowiedzieć dziewięciolatek: - KOTEK!
  Zanim Ichiro zdążył cokolwiek powiedzieć, kółko aż zaszumiało wrzucając wyższy bieg i Hiccup wyminęła go, kierując się z pełną prędkością do kuchni, a konkretnie do Bogu ducha winnego śpiącego Soneta. Japończyk przejechał sobie dłonią po twarzy, czując się jakby znalazł zagubione dziecko nie rozumiejące powagi sytuacji. W końcu wstał z westchnieniem i ruszył za nią. Nie chciał, by do działania popchnęły go dopiero dźwięki wściekłego kota i tłuczonych szklanek.


Hiccup? Mistrzostwo to to nie jest i zdecydowanie za długo powstawało *^*

sobota, 22 kwietnia 2017

Od Ichiro (CD Kasumi) - Wszystkie drogi prowadzą do Elizjum

        Plan Iro nie miał prawa zadziałać. No, może nie do końca. Istniał ten drobny procent szans, że Kasumi faktycznie jest w Elizjum i dalej nie zaniechała wypadów na miasto. Jeszcze mniejszy przewidywał, że Kage zdoła namierzyć ścigającą się ze światłem mutantkę akurat tej nocy. A skoro już przeszliśmy do kwestii prędkości z jaką kobieta potrafiła się poruszać, spróbujcie odgadnąć jak nisko mężczyzna oceniał możliwość wygrania z nią w biegu. Ichiro przyzwyczaił się do zaokrąglania zbyt rozciągniętych po przecinku liczb, dlatego bezpiecznie wolał przyjąć, że nie miał z nią żadnych szans. I tak nie taki był plan - po co kogoś zmuszać do ścigania cię, jeśli mu zwiejesz i nic z tego nie będziesz miał?
  Ściągnięcie szczerze cię nie cierpiącej mutantki (zabijającej twoich popleczników jeden po drugim - taki tam szczegół) na próg własnego mieszkania wydawało się o wiele lepszym pomysłem. W każdym razie, był to cel  o s i ą g a l n y. Lepsze to niż działania z góry skazane na porażkę.
  Trzeba przyznać, że ,,uciekanie" przed czymś ze świadomością iż i tak nie wygrasz i w końcu będziesz musiał ,,przegrać", było dla Kage całkiem nowym doświadczeniem. Gdy już uciekał, to z reguły nie musiał się martwić o ogon. W większości przypadków zostawał z tyłu, w pozostałych Osoku improwizował. Nigdy nie lubił bezsensownych działań - skoro i tak go złapią, to po co się męczyć? Ten wyścig był więc dla niego zaprzeczeniem jego własnej logiki. Z drugiej strony, nie miał innego wyboru. Jeśli on nie mógł dopaść Kasumi, niech ona dopadnie jego.
  Pomimo nie pozbawionych sensu przewidywań, koniec końców Fuchicho stała dokładnie tam, gdzie chciał. Do plusów Iro mógł zaliczyć także fakt, że jeszcze żył. Wyraz twarzy kobiety nie świadczył jednak o żadnych pozytywnych uczuciach co do jego osoby i wolał zakładać, że jest to zwycięstwo wyjątkowo niepewne. Mimo to na jego ustach dalej gościł ten sam bezczelny niemal uśmiech, przekazując Feniksowi jasny, dobijający komunikat: Wygrałem.
  - Przysłali cię po mnie - stwierdziła Kasumi, mrużąc podejrzliwie oczy.
  - Owszem. Z takim zamiarem próbowałem cię odnaleźć - przyznał się Iro.
  - I co teraz? Liczysz, że dam się przerzucić przez plecy i zanieść ojcu?
  - Wizja o tyle zabawna co nieprawdziwa - mężczyzna parsknął śmiechem. - Możesz mi nie wierzyć, ale mam na tyle rozumu by chociaż domyślać się jak tragicznie skończyłaby się dla mnie podobna próba.
  - O co więc chodzi? - Kas szybko zaczynała tracić cierpliwość. - Kolejna pułapka? A może mam uwierzyć, że tak po prostu się stęskniłeś?
  - A ty nie? Ranisz moje uczucia, okrutna kobieto...
  - W co ty znowu pogrywasz? I po co ta cała szopka z napadaniem na mnie?
  - Obawiałem się, że w żaden inny sposób nie zwrócę twojej uwagi - odparł Kage ze wzruszeniem ramion, podchodząc do szklanych drzwi apartamentu. - Na zwykłe zaproszenie byś odpowiedziała nożem, albo w ogóle.
  Przyłożył kartę magnetyczną do zamka na drzwiach. W mieszkaniu za przezroczystą ścianą zapaliły się światła, podobnie nad całym wciętym w budynek półkolistym balkonem. Kasumi pojęła, że nie trafiła w przypadkowe miejsce, tym bardziej nabierając podejrzliwości. Ichiro dostrzegł to i spróbował uśmiechnąć się uspokajająco.
  - Nie masz czym się martwić - zapewnił ją, opierając się o barierkę. - Nikt nie wie o naszym małym spotkaniu. Zaufaj mi, dwa razy na tydzień szukam w całym mieszkaniu podsłuchów i jak do tej pory żadnych nie znalazłem. Co innego w Shangri-La. Właściwie to sporo ułatwiłaś uciekając do Elizjum.
  Chociaż swoim zwyczajem starał się okazywać jak najwięcej pewności siebie, w dole kręgosłupa Osoku przebiegły ciarki. Apartament znajdował się na czwartym piętrze, a jego trzymała w tym miejscu tylko metalowa rurka i szklana sklejka. Nie miał lęku wysokości, na dodatek wciąż miał na sobie magnetyczne obuwie i rękawice. W razie czego wystarczyłoby złapać się balkonu piętro niżej. Obawiał się za to zostać wyrzuconym przez wściekłą mutantkę i to w taki sposób, by nawet nie miał szans dosięgnąć budynku choćby i opuszkami palców. Kas jednak dalej stała trzy metry dalej z ramionami skrzyżowanymi na piersiach i tym samym wyrazem zdegustowania na twarzy, jakby ktoś podłożył jej coś zjełczałego pod nos. Ścięła włosy (nawet z kucykiem Iro mógł dostrzec różnicę), zaczęła używać makijażu i zmieniła strój, ale charakter pozostał ten sam. A może i on się zmienił, wnioskując po dzikim błysku w ciemnych oczach? W jego pojęciu były to zmiany na lepsze. Niemniej jednak dalej odbijało mu się w pamięci jej stwierdzenie przed kilku laty, gdy podobnie jak dzisiaj wywiódł ją na balkon by porozmawiać sam na sam. Mimo iż było to przyjęcie ze sporą ilością gości wokół, kobieta nie obawiała się głośno zasugerować jak to łatwo byłoby go teraz wypchnąć za barierkę i skończyć zabawę w aranżowane małżeństwo. Skoro już wtedy czuła się do tego zdolna, co powstrzymywało ją teraz?
  Kasumi westchnęła w końcu, przewracając oczami. Kage uznał to za dobry znak. Z reguły takim gestem raczyli go rozmówcy uznający, że nie godzi się marnować ich cennego czasu na takiego karalucha jak on. To oznaczało, że jeszcze pożyje.
  - Nie przysyła cię tutaj ani mój ojciec... - zaczęła.
  - Teoretycznie tak - wtrącił Iro.
  - ...ani nikt inny - kontynuowała Kas. - Czego więc ode mnie chcesz?
  - No trudno - westchnął shinobi. - Skoro przechodzimy do konkretów...
  Zastanowił się chwilę. Rozmowa z Feniksem zawsze przypominała mu spacerek po polu minowym. Nie, złe porównanie - zamiast min lepiej będzie wstawić wnyki. Gdy mieli być małżeństwem, kobieta na każdym kroku próbowała go nie tyle zniszczyć, co pognębić. Całkowite pozbycie się Ichiro ze swojego życia nie dawałoby jej tyle satysfakcji co udowadnianie mu jak mało miał racji myśląc, że jest jej wart. Tak więc na jedną jego uwagę znajdowała trzy niszczące argumenty, za każdym razem osiągając zamierzony cel. Pech chciał, że jej ofiarą był właśnie Ichiro, bardziej zafascynowany niż zrezygnowany dominacją kobiety na polu bitwy. Tym razem jednak nie rozchodziło się o zwykłe przepychanki, a poważniejszą sprawę i Osoku wolał nie skreślać jednym niewłaściwym słowem swojej jedynej okazji na przeżycie niezadowolenia mistrza Orochiego.
  - Jak się trafnie domyśliłaś, Orochi kazał mi cię znaleźć - zaczął. - Uznał najwyraźniej, że na tyle dobrze cię znam, by podołać temu zadaniu.
  - I najwyraźniej się nie pomylił - przyznała ze skrzywieniem warg Fuchicho. Kącik ust Iro mimowolnie drgnął, ale powstrzymał się od komentarza, zamiast tego wracając do wyjaśnień:
  - Próbowałem cię wyśledzić. Skłamałbym mówiąc, że to łatwe. Za którymś razem po prostu zwątpiłem w sukces tego przedsięwzięcia i zastanawiałem się już nad jakimś innym sposobem utrzymania się w yakuzie. Tak się akurat cudownie złożyło, że w którymś momencie zaczęłaś się interesować Szczurami... - urwał, oczekując jakiejś ciekawej reakcji ze strony swojej rozmówczyni.
  Kas zmrużyła oczy, ale nie odezwała się ani słowem. Z jednej strony szkoda, z drugiej zdrowy rozsądek Kage cieszył się, że nie próbowała go podpuszczać.
  - A więc...? - napierała.
  - Przemyślałem, czy aby na pewno zależy mi na miejscu pod nogami Orochiego - odpowiedział - czy na utrzymaniu się w yakuzie. Do tej pory wydawało mi się to równoznaczne ze sobą.
  - A nie jest? - kobieta uniosła jedną brew.
  - Otóż niekoniecznie - mężczyzna uśmiechnął się jednym kącikiem ust. - Zwłaszcza, jeśli porównasz sobie wpływy Orochiego do wpływów Fery Rosy. Główną podstawą do wywalenia mnie na zbity pysk jest brak poparcia żadnej ze znaczących rodzin. Okazuje się, że wasza Strzyga może stanowić dla niego równego przeciwnika, a chyba można nazwać was od biedy jedną, wielką, popapraną rodziną, nieprawdaż? Mając wśród swoich popleczników kogoś takiego, moja pozycja stanie się niezachwiana.
  - ,,Nas"? - powtórzyła Fuchicho. - Sugerujesz, że już należę do Szczurów?
  - A czy to nie oczywiste, Kasumi-chan? Opuszczasz z niczego Shangri-La, AKURAT w dzień osławionej już ,,Szczurzej draki" w centrum miasta, i tak zupełnie przypadkiem celujesz akurat w Elizjum, gdzie w ostatnim tygodniu doszło do burdy w jednym z lepszych klubów nocnych, AKURAT z udziałem Szczurów. Jakimś cudem wszystkie drogi prowadzą do Elizjum...
  - I sądzisz, że Fera przyjmie do siebie od tak członka yakuzy? Mamy ci zaufać, że nie będziesz działać na dwóch frontach?
  - Próbujesz mnie urazić, Feniksie? - ton głosu mężczyzny nie sugerował jednak niczego podobnego.
  - Jakby nie było, jesteś shinobim. Od zawsze mieliście to we krwi - ton głosu Kas sugerował za to wypowiedzenie otwartej wojny. Na jej ustach zaigrało coś na kształt delikatnego uśmiechu. Kpiącego, jakby Kage ponownie patrzył w lustro. A jednak - nawet jeśli za samym Iro nie tęskniła (kto by za jego towarzystwem tęsknił?) to powrót do stałego sprowadzania wygórowanych dupków do parteru najwyraźniej jej się podobał.
  - Zawsze biłaś tak nisko, czy dopiero odkąd wygrzebałaś się z ojcowskiego terrarium? - odgryzł się z satysfakcją Osoku.
  - Przynajmniej nie muszę już siedzieć wśród podobnych tobie węży - Kasumi nie pozostawała mu dłużna. - Nie znam jeszcze Fery zbyt dobrze, ale jestem pewna, że nie chciałaby wśród swoich zdradzieckiego gada.
  - Może to JĄ właśnie zapytamy o zdanie? - zaproponował Zen'i. - Masz prawo mi nie ufać i nie będę cię na siłę do siebie przekonywał. Reszcie świata nie musisz zabierać tej szansy.
  - Oj uwierz mi, robię światu wielką przysługę.
  - Miło by jednak było, gdybyś dała znać komukolwiek z wyżej postawionych Szczurów, że mam dla nich ofertę.
  Feniks zamrugał kilka razy, jakby nie do końca rozumiejąc.
  - To nie było przypadkiem tak, że to właśnie TY potrzebujesz pomocy? - zauważyła.
  - Nie liczę na bezinteresowną pomoc ze strony gangu. Wsparcie finansowe zawsze może się przydać. Tak samo jak mój osławiony talent do bycia podwójnym agentem - dodał sarkastycznie.
  - Zastanowię się - odparła Fuchicho i ruszyła w stronę barierki.
  - Takie rzeczy mówi się po pierwszej randce, nie poważnej propozycji - rzucił Kage, ale nie zatrzymywał jej już. - W razie gdybyś jednak zmieniła zdanie to jestem pewien, że będziecie wiedzieć gdzie mnie szukać.
  Mutantka posłała mu powątpiewające spojrzenie, po czym bez pożegnania przeskoczyła barierkę balkonu. Mężczyzna śledził jeszcze chwilę białą smugę światła, pełznącą po szklanych ścianach i znikającą za rogami budynków. W końcu uśmiechnął się do siebie zadowolony i ruszył w stronę drzwi. Teraz mógł już szczerze przyznać sam przed sobą, że odniósł niekwestionowane zwycięstwo.

niedziela, 16 kwietnia 2017

Nie warto tracić wiary, a zwłaszcza charytatywnie. Sprzedaj ją komuś, przynajmniej wyjdziesz na plus.


HuangDanlan
Mathias Verhasselt
Imię: Ichiro. Ma wyraźne zasady co do swojego imienia. Oficjalnym klientom i pracownikom przysługuje pełne lub nazwisko, nieoficjalnym nie wypada używać nazwiska w ogóle (w niektórych sytuacjach powinni nawet uciekać się do przezwisk), a przyjaciele mogą mu mówić jak dusza zapragnie. Przeważnie jednak zostają przy zdrobnieniu Iro.
Nazwisko: Osoku. Co ciekawe, w tłumaczeniu z japońskiego oznacza to ,,pod koniec”. Niektórzy tradycjonaliści przypisują temu nazwisku wyjątkowo trafną symbolikę, biorąc pod uwagę w jaki sposób kończą przeciwnicy polityczni Ichiro i jego pracodawców. Pozostali są przekonani (błędnie), że mężczyzna nadał je sobie sam, by jeszcze bardziej podkolorować swoją reputację.
Pseudonim: Mnogie przezwiska Iro kręcą się na ogół wokół mrocznych skojarzeń. Najczęściej używanym wśród yakuzy jest Hakugai-sha (,,prześladowca”), powtarzanym głównie przez tych, którzy mają z nim na pieńku, lub wypowiadane niemal jako obelga ,,shinobi” - tak zwani ,,ninja" nie są lubiani wśród dzisiejszej yakuzy. Znajomi po fachu przypisali Osoku milej mu kojarzone przezwisko Kage, z którego używania nie zrezygnował do dzisiaj. Mało osób za to wie, że drugie imię raczej nieprzyjemnie kojarzonego Japończyka brzmi ,,Zen’i” i oznacza ,,dobrą wolę”. Tak samo jak w przypadku nazwiska, i to tłumaczenie jest niebezpodstawne, chociaż wiele osób może w to z miejsca nie wierzyć.
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 27 lat
Rasa: Człowiek. Przypisywano mu już niejednokrotnie etykietę mutanta (zwłaszcza przez Edeńskie media) i Ichiro dla świętego spokoju po prostu zaczął te przytyki ignorować. Ludzie zachodu najwyraźniej nie umieją uwierzyć jak wiele człowiekowi mogą dać mordercze treningi. Chociaż nie da się ukryć, że miło jest budzić niepokój samą swoją obecnością.
Narodowość: Japonia
Obywatelstwo: Shangri-La. Ma jednak prywatne mieszkanie w El Dorado w Elizjum.
Rodzina: Matka zmarła gdy był jeszcze dzieckiem. Akihito - ojca i klanowego przywódcę - dla władzy załatwił jego pierworodny syn... można się więc domyśleć, co też przydarzyło się starszemu bratu Kage, biorąc pod uwagę prędkość wymierzania sprawiedliwości w relacjach pseudo-rodzinnych. Poplecznicy Wielkiego Mistrza Osoku nie popierali przedwczesnego przekazania władzy niecierpliwemu Kanedzie. Kwestii jego dalszej egzystencji również. Tak więc Iro został sam.
Miłość: Życie emocjonalne wysoko postawionego człowieka usłane jest niesamowitymi trudnościami. Niby nie żyjemy w średniowieczu, ale w niektórych ,,tradycyjnych” rodzinach dobrze ustawione małżeństwo dalej gra ważną rolę. Sam Ichiro również niemal został żonaty, ale to już po przeprowadzce do Megalopolis. Od opuszczenia Japonii i porzucenia tytułu, jego postawa wobec kobiet diametralnie się zmieniła. Zawsze traktował je z należnym szacunkiem (to właśnie wpajała mu matka, a słów rodzicielki się nie ignoruje), ale teraz wmieszały się w to także zachodnie standardy, które przypadły mu do gustu. Są o wiele przyjemniejsze od sztywnej etykiety. Gdy już załapał co i jak, szybko nauczył się wykorzystywać swój nietypowy urok - zaskakujące, jak wiele kobiet facetów jego typu.
Aparycja: Iro wyglądem nawet nie stara się ukrywać swojego statusu społecznego, zarówno jako zamożniejszego obywatela Shangri-La, jak i szemranego typa. Ma niemal metr osiemdziesiąt wzrostu i szczupłą, wysportowaną sylwetkę. Jego dumnie wyprostowana i równocześnie wyluzowana postawa wydaje się mówić ci wprost ,,Podskakuj ile chcesz, i tak mi nic nie zrobisz”, nierzadko niepotrzebnie prowokując swoich rozmówców. Na ustach szpakowatego Japończyka zawsze tańczy podejrzany uśmiech, mogący oznaczać równocześnie kilka różnych rzeczy. Ciemne oczy również wydają się nie ukrywać iż należą do nieprzeciętnego cwaniaka. Patrząc na niego ciężko nie odnieść wrażenia, że gość kręci się w nieprzyjemnym towarzystwie, a Kage dba o to równie mało co o swoją opinię publiczną. Jak to zwykł mawiać, gdy twój rozmówca wie o tobie więcej niż jest to prawdziwe, a mózg podpowiada mu jeszcze głupsze domysły, łatwiej będzie z nim pertraktować (albo zastraszyć, jak kto woli). Ma bardzo przyjemny dla ucha głos, chociaż większość uznaje, że zupełnie nie pasuje do dupków jego pokroju. Ichiro to typowy elegant - najlepiej czuje się w koszulach, prostych spodniach - może nieco zbyt wymiętych, ale przecież nikt go nie zmusza do całkowitej perfekcji pod tym względem - i pasujących marynarkach. Wygląda więc dokładnie tak, jak powinien wyglądać szanujący się członek japońskiej mafii, może nawet aż za bardzo. Z kolorów preferuje czerń i zieleń. Tak wygląda jego strój codzienny. Każdy, kto zbytnio zajdzie mu za skórę może mieć w przyszłości wątpliwą przyjemność zobaczenia go w stroju ,,roboczym”. Mimo wychowania w rodzinie szczycącej się samurajską tradycją, młodego Osoku zawsze fascynowało ninjutsu. Jego kostium, będący już właściwie lekką zbroją, jest jakby współczesną, udoskonaloną kopią stroju shinobich (jakoś nie lubi zachodniego zwrotu ,,ninja”). Uszyty został na specjalne zamówienie i mężczyzna po dzień dzisiejszy nie zdradził kto go wykonał, ani skąd wziął ten dziwny czarny materiał o niesamowitych właściwościach. Mało osób wie, że Kage praktycznie się z nim nie rozstaje - można go wyjątkowo łatwo ukryć pod ubraniem zwijając odpinane rękawy i maskę. Gdy robi się gorąco, facet po prostu znika wszystkim z oczu, powracając po niecałych dwóch minutach w stroju kojarzonym z jego paskudniejszym pseudonimem Hakugai-sha. Woli jednak decydować jeszcze przed wyjściem na miasto, czy będzie w ogóle potrzeba zabawy w ninję. Przynajmniej nie musiałby wtedy marnować dobrej koszuli i spodni - zdarza się, że nie ma czasu po nie wracać.
Charakter: Patrząc na szczupłego Japończyka już w pierwszej kolejności odnosi się wrażenie, że oto stoi przed tobą arogancki dupek, prawdopodobnie o wiele bogatszy od ciebie, z którym rozmowa może okazać się czystą męką, a już na pewno stratą czasu. Niestety, Ichiro należy do osób irytujących wszystko wokół siebie samym sposobem bycia, właściwie bez żadnego wysiłku. Nie wiadomo jak, ale 70% jego otoczenia wydaje się zawsze znaleźć jakiś powód, by krzywo na niego patrzeć. W swojej ocenie kierują się między innymi szemraną reputacją Osoku, a nieznajomych ostrzega już sam delikatny, jakby pokpiwający uśmiech ważniaka, nigdy nie schodzący z warg Iro. Jego wyprostowana sylwetka wręcz emanuje tą drażniącą pewnością siebie, nieważne czy znajduje się na bogatym przyjęciu, czy wisi za nogi pod sufitem przesłuchiwany w jakimś opuszczonym hangarze. Wszelkie zmartwienia umiejętnie zachowuje dla siebie, nie okazując po sobie żadnego zawahania. Persony z jego kręgu kulturowego przy każdej okazji wytykają mu brak poparcia żadnej z możniejszych rodzin, robiąc z niego odludka. Faktycznie, wśród swoich Zen’i zawsze odstawał od reszty. Wyraźny wpływ zachodnich obyczajów na jego zachowanie oraz fakt, że od tak porzucił rodzinne przywileje na rzecz, jak to nazwał, ,,wolności”, budzą i już zawsze będą budzić zgorszenie u ważniejszych głów yakuzy. Ale nic w zachowaniu mężczyzny nie jest pozbawione celu. Politykę traktuje jak grę strategiczną i nie da się zaprzeczyć, że jest w niej cholernie dobry. Doskonale zdaje sobie sprawę, że nie poprawi swojej reputacji w przestępczej części Shangri-La i najnormalniej przestał już o to dbać. Brak koneksji daje mu niesamowitą przewagę nad członkami yakuzy - jeśli nie masz nikogo bliskiego w ich otoczeniu, ani niczego co mogą ci zabrać (włącznie z pieniędzmi i tytułem), możesz im splunąć w twarz i uciec od konsekwencji. Na dodatek wie, że choćby nie wiadomo ile mu grożono i tak będzie dla reszty bardziej pożyteczny żywy niż martwy. To jak ze szczepieniami: nieprzyjemne, niby nikt cię do nich nie zmusza, ale jednak na wszelki wypadek warto z nich skorzystać. Jest swoim własnym szefem, nie potrzebującym cudzych rąk, nawet do najbrudniejszej roboty. Polityczne machinacje Osoku zawsze lawirują między skrajnie prowokacyjnym zachowaniem, a szybkim oddaleniem się na bezpieczny dystans. Jedni mogą to nazwać tchórzostwem, ale dla co inteligentniejszych pozostanie to niczym innym, jak zdrowym rozsądkiem. Dzięki podobnej strategii policja nie potrafi znaleźć na niego żadnych dowodów nielegalnej działalności... bo takowa właściwie nie istnieje, a przynajmniej w kwestii pieniędzy. Zarobki Japończyka są jak najbardziej czyste: finansuje wiele małych przedsiębiorstw, w większości dopiero zaczynających działalność, dzięki czemu jego mała fortuna po ojcu rozłożona jest niemal po całym Megalopolis, uniemożliwiając kradzież i utrudniając śledzenie przelewów. Można więc szczerze uznać, że za cokolwiek Iro by się nie wziął, zawsze najpierw przygotuje jakieś zabezpieczenie, czy też plan bezpiecznej ucieczki. Rozsądek i nieuchwytność - dwie zasady sukcesu Osoku. I patrzenie na Ichiro tylko od strony ryzykownego przedsiębiorcy i wpływowego obywatela rzeczywiście może przedstawiać go jako typowego bogacza nie przejmującego się niczym mniejszym od niego. Taką też rolę odgrywa przed miastem i swoimi przeciwnikami. Jednak gdy przyjdzie ci z nim porozmawiać bez towarzystwa osób postronnych, Iro okazuje się towarzyską i nawet uprzejmą osobą, wcale nie szukającą poklasku. Dopiero dłuższa znajomość może uświadamić ile w zachowaniu Kage jest faktycznego aktorstwa. Nagle niezniszczalny uśmieszek nie wydaje się jedynie oznaką pyszałkowatości i czasem faktycznie przybiera przyjemniejszy wyraz. Mimo fascynacji zachodnią kulturą, nie zapomniał nigdy o własnej. Wedle niej potrafi zachować taką samą uprzejmość nawet wobec ludzi, którymi szczerze gardzi. Polityka i kłamstwo w końcu od dawien dawna idą ze sobą w parze. Iro jedynie nauczył się gdzie leży granica pomiędzy złem koniecznym, a parszywym występkiem. Przykładowo: mógłby własnoręcznie wyeliminować każdego ze swoich przeciwników w shangrilaskiej yakuzie, wystarczyłby do tego przecież jeden ,,nocny spacer”. Pytanie tylko, czego by w ten sposób dowiódł? Fakt, że nie parał się kodeksem bushido tak jak jego ojciec i dziadek jeszcze nie świadczy o braku jakichkolwiek zasad. Pojęcie honoru nie jest mu obce. Przeciwnie - stanowi ważny element jego ideologii. Nie oznacza to jednak, że musi zaprzeczać zdaniu jakoby nie mógłby zrobić nikomu krzywdy - owa plotka okazuje się czasem niezwykle pomocna w negocjacjach. Niektórzy przytykają mu, że jest zbyt łagodny jak na członka japońskiej mafii. W porównaniu do innych, Kage faktycznie jest ,,tym dobrym”. Gdy ktoś go zawodzi lub zdradza, nie spisuje człowieka z miejsca na straty. Wierzy w drugą szansę i takową każdemu po równo daje. Ze stoickim spokojem znosi wszelkie obelgi, nie krzywiąc się ani na moment. Jednak i on ma swoją cierpliwość - zaciąganie u niego długów w nieskończoność może zapewnić ci średnio przyjemną wizytę już nie zdystansowanego Osoku Ichiro, a owianego wyjątkowo paskudną reputacją Hakugai-sha. Rzadko używane przez niego imię ,,Zen’i” jest niebezpodstawne - cokolwiek robi, kieruje się dobrą wolą. Zawsze dba nie tyle o siebie, jak mogłoby się z miejsca wydawać, co o ogół (facet ma chyba pewne problemy z powiedzeniem sobie wprost, że są ludzie na których mu jednak zależy). A dobro ogółu nierzadko wymaga paskudnej ceny, której Iro nie boi się zapłacić.
Song theme: Everything or Nothing - Willyecho
Zarys przeszłości: Osoba Ichiro od zawsze budziła spore kontrowersje w mediach Megalopolis. Oto znikąd pojawił się w mieście młody Japończyk z nie tak małą ilością kasy i szybko zdobywa niejaką sławę wspomagając raczkujące przedsiębiorstwa. Nie prowadził żadnej własnej działalności, nie posiadał żadnych ludzi pod ręką, nawet choćby pokojówek. Pojawiało się wiele pytań, wszystkie prowadzące do jednego wspólnego zastanowienia: skąd u Osoku wzięło się tyle pieniędzy?
    To normalne, że dziennikarze zaglądają bogatszym ludziom do portfeli, a przynajmniej stało się normalne w tych czasach. Sam Ichiro jakby się prosił o śledztwa: jego nazwisko niejednokrotnie pojawiało się wśród fundatorów kilku społecznych placówek, nie zapominano więc zapraszać go na większe przyjęcia. Chłopak był sławny tylko dlatego, bo miał kasę. Nic dziwnego, że ludzi zaczęło interesować jak się jej dorobił. Nietrudno było zarzucić mu (słuszne zresztą) oskarżenia o współpracę z yakuzą. Policja szybko uczepiła się go jak rzep psiego ogona i pozbycie się jej zajęło mężczyźnie kilka lat okazywania historii finansów, nie skażonych obecnością mafii. Mimo tego do dzisiaj przedstawiciele wyższych instancji prawa patrzą na niego krzywo, nie zdziwiłby się też gdyby usłyszał, że ktoś ciągle przetrzepuje jego akta. Innym logicznym wyjaśnieniem był spadek. I można to uznać za najbardziej prawdopodobną wersję, chociaż ciężko porównać sytuację w jakiej został postawiony osiemnastoletni Ichiro do urzędowego przekazania mienia.
    Rodzina Osoku cieszyła się w Japonii nie małym uznaniem. Stanowiła już klan - zrzeszenie kilku mniejszych rodzin współpracujących razem na... ,,różne” sposoby. Osoku Akihito obrany został Wielkim Mistrzem i doskonale się do tej roli nadawał. Dbał o dobro wszystkich, w szczególności o swoich jedynych i najbliższych zarazem krewnych, czyli połowicznie osieroconych synów: Kanedę i Ichiro.
    Chłopcy nie wydawali się do siebie podobni w żaden sposób. Łamali wszelkie logiczne założenia - Kaneda mimo bycia starszym przejawiał większą impulsywność i niecierpliwość, podczas gdy młodszy, Ichiro, był tym spokojnym i posłusznym, ratującym brata przed wpadaniem w tarapaty. Większość klanu była solidnie przekonana, że Akihito złamie ,,zasadę pierwszeństwa” i koniec końców przekaże władzę Iro. Pozostali byli temu przeciwni, gdyż mimo wszystko chłopak wcale nie wybierał się na miejsce ojca. Średnio interesowały go sztywne zasady i reguły, a ponad tradycję samurajską przekładał nauki szkalowanego przez resztę rodziny ninjutsu. Sztuka ukrywania się i inteligentnego podchodzenia do walki interesowała go bardziej niźli honorowy kodeks bushido. Nawet nie przeczuwał, że kiedyś wprowadzi te lekcje do życia. Wtedy kojarzył je tylko i wyłącznie z władaniem bronią niekonwencjonalną, nie słowem.
    Który z nich miał rządzić, nie dowiemy się nigdy. Kaneda bowiem postanowił zdecydować za ojca.
    Ichiro miał osiemnaście lat, gdy dowiedział się, że Akihito nie żyje. Jednakże jeszcze bardziej wstrząsającą wiadomością było odnalezienie sprawcy. Kaneda był pewien, że w ten sposób zapewnił sobie tytuł Wielkiego Mistrza. Jednakże reszta klanu nie popierała jego poglądów. Młody mężczyzna w jednej chwili przekreślił wszystko, czego uczono go od dziecka i, tak samo jak Ichiro poprzez nauki ninjutsu, stracił prawa do władzy. Zgodnie z tradycją po krótkim procesie Kanedę stracono za ojcobójstwo. W taki oto sposób Iro w przeciągu kilku dni stracił ostatnich członków swojej rodziny.
    Nie mając czego tam szukać (tytułu i tak by nie wywalczył), odebrał co mu należne drogą prawną i wyniósł się do Megalopolis. Tam zaczął też swoją pseudo-działalność. Pieniądze posłużyły mu jako karta przetargowa do miejsca w shangrilaskiej yakuzie. Nie mając nic więcej do zaoferowania, postawił na szali także swoje usługi jako shinobiego. Wielu klanowym szefom to jak najbardziej odpowiadało - Osoku mógł im posłużyć za narzędzie do brudnej roboty. Z tego powodu został z miejsca potraktowany nie jak równy im gracz, tylko pionek, którym mogą przestawiać wedle woli i którego straty nie będą długo żałować. Jakież było ich zaskoczenie, gdy po paru latach ów pionek wgryzł się w ich grę na stałe i sam zaczął rzucać kostką. Było już za późno na reakcję - człowiek znikąd, nie posiadający żadnych powiązań w Shangri-La, stał się nagle równy prawdziwym graczom. A nawet bezczelnie twierdził, że nie dadzą sobie bez niego rady.
    Mimo wszystko wciąż szukał jakiegoś ostatecznego sposobu na umocnienie swojej pozycji. I takowy znalazł w klanie Mistrza Orochiego. Facet nie miał żadnych dzieci poza niedocenioną córką i pewnym było, że wkrótce spróbuje zrobić z niej pożytek przez małżeństwo. Kage nie był fanem historii o związkach z przymusu, ale wiedział również, że będzie nieporównywalnym do reszty kandydatem. Zwykle rodziny pana młodego uważały się za wyższe od rodzin panny młodej i doszukiwały się większych korzyści na tych drugich. Jako że Osoku był ostatnim ze swojego rodu, oficjalnie stałby się członkiem rodziny Orochich, nie na odwrót. W ten sposób Orochi zyskałby niezastąpionego sługę, a może nawet i potencjalnego spadkobiercę. Dla Ichiro była to niepowtarzalna okazja na pstryknięcie w nos wszystkich próbujących pozbyć się go przez ,,luki prawne”. A na dodatek Kasumi okazała się wyjątkowo atrakcyjną dziewczyną. Była starsza o dwa lata, ale w przeciwieństwie do reszty Iro wcale to nie przeszkadzało. Traktowała go z równą oschłością co resztę zalecających się do niej mężczyzn. Kage nawet odniósł wrażenie, że dla niego miała jej jakąś specjalną, dopracowaną odmianę. Mimo tego z miłym zaskoczeniem stwierdził, że faktycznie się zauroczył - kobieta umiejąca ci bezczelnie odpyskować i gromiąca wzrokiem połowę mężczyzn (nie wspominając o kulących się przy niej dziewczętach) na sali pełnej pozbawionych charakteru bab stanowiła... miłą odmianę?
  Do małżeństwa niestety (czy też stety) nie doszło: Kasumi jako inteligentna kobieta dojrzała dla siebie szansę poza kloszem ojca i uciekła, kładąc przy okazji połowę ochroniarzy. Zen’i przekonany był, że w tym momencie jego przygoda z rodziną Orochich sięgnęła niechwalebnego końca... a jednak mistrz klanu wcale go nie odprawił. Znalazł mu odpowiedzialne zadanie, którego nie powierzyłby byle najemnikowi: ,,Sprowadź ją z powrotem”.
  Jak sobie życzysz, mistrzu Orochi.
  Pewnie już wiesz, że do spełnienia tego rozkazu ostatecznie nie doszło, przez co kontakty z Mistrzem Orochim (przekonanym - słusznie - że shinobi kryje jego córkę) stały się niebezpiecznie napięte. Trop Kasumi w pewnej chwili podejrzanie splótł się z działalnością Szczurów. Dla Osoku nie był to zbieg okoliczności - to była kolejna okazja. Ichiro jak zwykle zaryzykował, tym razem wymieniając poparcie Klanu Orochi na wsparcie Fery Rosy i jej gangu.
Oficjalnie: Jeden z bardziej wpływowych obywateli Shangri-La. Wspomógł wiele małych firm, oferując im wsparcie finansowe bez odbierania niezależności, wniósł też wkład w inwestycje społeczne, w tym i organizacje charytatywne. Dla policji jego działalność dalej jest niepokojąca, ale nie umieją znaleźć na niego haczyka, a Japończyk zawsze pilnuje by nie dać się osaczyć. Śledczy są pewni, że współpracuje z yakuzą, nie mogą jednak go aresztować bez wyraźnego powodu. A jak na razie nie zrobił nic na szkodę miasta. Można powiedzieć, że jego dotychczasowe działania były wręcz temu przeciwne.
Rola w gangu: Dzięki inwestycjom Iro Szczury otrzymują sporą część jego dochodów (sam uznaje, że w obecnej sytuacji pieniądze i tak nie są mu do szczęścia potrzebne), przekazywanych na potrzeby finansowe gangu. Mnogość źródeł utrudnia namierzenie tropu przez policję. Osoku stanowi także wtykę w yakuzie oraz ,,wyższych sferach” Megalopolis. Kage jest również świetnym skrytobójcą, nie zostawiającym po sobie właściwie żadnych śladów poza jedynym i najbardziej oczywistym - trupem.
Umiejętności: Ninjutsu powstało jako zbiór fundamentalnych metod przetrwania, przydatnych w niebezpiecznych regionach feudalnej Japonii. Shinobi używali swoich zdolności, aby przeżyć groźne czasy politycznego zamętu. Zawierały się w tym techniki zdobywania informacji, pozostawania niewykrytym oraz mylenia tropów. Chociaż uosabia się tę sztukę głównie z walką, Ichiro korzysta z niej na każdym kroku. Jest nieuchwytny zarówno na płaszczyźnie dosłownej, jak i przenośnej. To idealna osoba do zadań wymagających wzmożonej ostrożności. Mogą to być zarówno misje skrytobójcze jak i dyplomatyczne. Mężczyzna załatwi co trzeba i zniknie, nie pozostawiając po sobie tropów. Sprawnie posługuje się bronią białą i niekonwencjonalną. W jego zwyczajowym rynsztunku shinobiego znajduje się kilka noży kunai, cienka stalowa linka (służąca na różne sposoby, najczęściej jednak jako garota) i wakizashi - czterdziestocentymetrowe jednosieczne, jednoręczne ostrze, w przeszłości noszone przez samurajów razem z kataną (w przypadku shinobich nie przy pasie, tylko poziomo na plecach, tuż pod wysokością ostatniej pary żeber). Strój shinobiego należący do Ichiro ma przydatną możliwość maskowania. Czarny materiał przyjmuje rozmyte barwy otoczenia, wystarczające, by odpowiednio ostrożny skrytobójca stał się całkowicie niewidoczny. W pełnym świetle dnia nie odniosłoby to skutku, ale w cieniach i w mroku nocy zdaje egzamin. Rękawice i obuwie podszyte są magnetyczną powłoką, pomagającą w poruszaniu się po mieście  -zdezorientowanie ochroniarzy na widok człowieka bez problemu wspinającego się na wysokość dwóch i pół metra po płaskiej powierzchni jest naprawdę bezcennym widokiem. Iro może pochwalić się także bardziej rozrywkowymi umiejętnościami: grą na pianinie i nie najgorszym śpiewem.
Przyjaciele: Brak
Wrogowie: Chociaż dla niego to nic osobistego, Kasumi chyba dalej - delikatnie mówiąc - ma do niego żal za służbę jej ojcu. Mężczyzna może też bez wątpienia zapomnieć o kandydaturze na jej wybranka.
Autor: Red Riding Hood