Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Raskolnikow. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Raskolnikow. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 lutego 2019

Od Rasko - Stając na drodze taranowi

        Był spokojny, aczkolwiek nieco chłodny wieczór w Megalopolis, gdy dwójka mutantek wróciła do zwycięsko do bazy w Elizjum, pewien atencjonalny Francuz rozpoczynał ze swoim kumplem ozdabianie skradzionego śmigłowca, w Shangri-la walił się most, a Raskolnikow czekał zdenerwowany przy pancernej limuzynie.
    Czuł na sobie wzrok Antoszki, opartego kilka metrów dalej o ścianę magazynu, i na upór go ignorował. Nie tylko dlatego, że cwaniacki błysk zielonych oczu sprawiał, iż w Ilji coś miękło... ale racja, głównie z tego powodu. Ze wszystkich ludzi, jakich Kuglarz mógł do tej roboty wybrać, wziął akurat Antona. Oczywiście był to wybór zupełnie nieświadomy. Rasko nigdy nikomu się nie przyznał, że pociągają go mężczyźni, ani tym bardziej, że wśród tych gburów i półgłówków z którymi pracował był jeden jedyny koleś, który faktycznie przyciągnął jego uwagę. Anton był inny, bo traktował starszego o rok mutanta jak wszystkich innych - jak kolegę po fachu. Ba, często preferował jego towarzystwo ponad kompanią reszty. To, że był przy tym atrakcyjnym facetem było tylko przyjemnym dodatkiem. Ale przez okrutną rzeczywistość wszystko to działało na Rasko odwrotnie niż powinno. W tej rzeczywistości Anton był nieosiągalny. Ponadto, w komplecie ze zniewalającym uśmiechem i sylwetką zawodowego pływaka miał także narzeczoną. Życie bywało po prostu podłe.
    Obecność Antona była bardziej niż dekoncentrująca. Do stresu podbudowywanego czekaniem na Sukę dołączyła niepewność o bezpieczeństwo nie jednej, a dwóch osób. Ilja wiedział, że będzie działał o wiele bardziej trzeźwo jeśli zapomni o jego obecności. Dlatego skupiał całą swoją uwagę na zaciskanym w dłoni w kieszeni płaszcza rublu - pamiątce jeszcze z sierocińca - bo tylko to pomagało mu trzymać nerwy na wodzy. Czuł w palcach stop metali, jego konstrukcję i miękkość. W porównaniu do o wiele więcej wartego euro był  n i c z y m, Raskolnikow czuł to lepiej niż ktokolwiek. Moneta była jak idiotyczne marzenia Kuglarza o wysokiej pozycji w przestępczym świecie Megalopolis: giętka i słaba w porównaniu do innych. Gawaryłow miał wielkie ambicje, ale jego gang był niczym obok pozostałych graczy na planszy Czterech Miast. Ba! nie był nawet najsilniejszym wśród  r o s y j s k i c h  organizacji. Dowodził tego fakt, że właśnie czekali na rozmowę z Ksenią ,,Suką" Nawaricz i pozwalali jej się od tak spóźniać. To ona tu dyktowała warunki, a Kuglarz z naiwnością dziecka myślał, iż jest inaczej. Obnosił się ze swoją władzą jak Strzyga, chociaż do jej poziomu brakowało mu co najmniej kilkunastu wyszkolonych szaleńców gotowych na wszystko. Co gorsza, Nawaricz wiedziała, że Jurij Gawaryłow jest zapatrzonym w siebie idiotą. Świadomość tego tym bardziej Ilję martwiła. Gdyby nie kontrakt i brak jakiejkolwiek innej osoby, do której mógłby się zwrócić po wsparcie, pewnie dawno temu spróbowałby się wkupić w łaski Suki. A gdyby był odważniejszy, to może nawet rzuciłby to wszystko w cholerę i zaczął żyć jak normalny człowiek.
    Niech cię szlag, Piotr, pomyślał, tak jak zawsze, gdy zaczynał się zastanawiać, co w ogóle robi w kryminalnym półświatku.
    Anton warknął zirytowany, dalej trzymając wzrok na otwartej bramie, w której lada chwila miała się pokazać Suka i jej ludzie. Rasko powstrzymał się od odruchowego spojrzenia w jego stronę, dalej wbijając wzrok w ziemię między czubkami butów. Za sobą miał chłodną karoserię, przed sobą budynek prawie w całości z blachy i metalowych wzmocnień - na tym zawiesił swój szósty zmysł, swoje ,,wyczucie".
    - Ilja - zagaił w końcu (o zgrozo) Antoszka. - Wiesz może, kiedy jaśnie pani zamierza nas zaszczycić swoją obecnością?
    Nie wiem, skąd mam, kurwa, wiedzieć?
    Tylko pokręcił głową na boki w odpowiedzi, wzruszając przy tym ramionami. Anton westchnął i dał na migi znać do przyciemnianej szyby, że nadal nikogo nie ma. Rasko nie mógł dojrzeć siedzącego w środku Kuglarza. I może nawet dobrze, bo mógłby przypadkiem powiedzieć mu na głos, co myśli o spotkaniu z Suką na  j e j  warunkach.
    Nagle Anton ożywił się i zapukał w szybę. Ilja słysząc ten sygnał gwałtownie przeniósł wzrok ze swoich butów na bramę. Na plac wjechały dwa nieoznakowane samochody. Ten sam model, oba czarne i wyglądające, jakby mogły w rozpędzie mogły staranować blokadę policyjną. Anton dał niewidocznym kierowcom znak, by nie zastawiali bramy, co w pierwszej kolejności chcieli zrobić. Po chwili wahania zaparkowali nieco dalej.
    Kuglarz wyszedł z limuzyny na równi z Suką. Miał na sobie sportowy garnitur z ciemną koszulą. Wcześniej tego dnia przydługie rudawe włosy spiął z tyłu głowy, a brodę krótko przyciął. Nie wyglądał na zadowolonego.
    - Sprowadziłaś wsparcie antyterrorystyczne w drugim samochodzie? - rzucił kpiąco do blondynki samotnie idącej w ich stronę. - Nie wiedziałem, że aż tak się boisz dwójki bezbronnych ochroniarzy i kierowcy.
    Ksenia skrzywiła się tak, jak tylko ona potrafiła. Miała jasne włosy ścięte ukośnie do połowy szyi, białą marynarkę, pasujące do niej spodnie i buty oraz różową koszulę. W całej tej jasności w oczy rzucała się krwistoczerwona szminka. Raskolnikowa zastanowiło, dlaczego nikt nie wysiadł z samochodu razem z nią, jakby przyszła na spotkanie bez jakiejkolwiek ochrony (co dla kogoś o jej inteligencji było nie do pomyślenia). Wtedy jednak z drugiego samochodu wysiadł ktoś, kogo nie spodziewał się tu ani Kuglarz, ani Rasko, ani Anton, ani nawet siedzący za kierownicą limuzyny pan Aleksander. Nawaricz zawsze brała sobie swoje bezpieczeństwo do serca, to wszyscy wiedzieli, ale widoku potężnie zbudowanego cyborga nikt się nie spodziewał. Wysiadając nawet nie rzucał się tak strasznie w oczy, bo miał na sobie jeansy i skórzaną kurtkę, jednak gdy ruszył w stronę limuzyny Ilja momentalnie rozpoznał matowy odblask ulicznych latarni na metalowej czaszce i odsłoniętej klatce piersiowej, chociaż nigdy wcześniej nie widział wojskowego cyborga na własne oczy. Zielone wizjery, co ciekawe, mrugające z częstotliwością mrugnięć normalnego człowieka, dało się dostrzec z daleka. Gdy podszedł bliżej i stanął za Ksenią, zakładając ręce na szerokiej piersi, Rosjanin dostrzegł więcej szczegółów: prawie ludzkie rysy twarzy, złote zdobienia i grawer na przedramieniu przedstawiający łeb jakiegoś dzikiego kota.
    - Co to ma znaczyć? - zapytał grobowym tonem Kuglarz, mierząc cyborga nieufnym spojrzeniem. Mężczyzna zniósł to bez najmniejszego poruszenia.
    Suka uśmiechnęła się pobłażliwie.
    - Powiedziałeś, że mogę ze sobą wziąć maksymalnie dwójkę ochroniarzy - odpowiedziała z tryumfem. - Wzięłam jednego, który mi w zupełności wystarczy.
    - To żywy czołg, nie człowiek - zarzucił jej Gawaryłow.
    - A to na pewno są zupełnie bezbronni chłopcy - Ksenia sugestywnie spojrzała na Antona, a potem Ilję. Nie spuścił wzroku. Czekał, aż ona pierwsza to zrobi. W końcu przeniosła go z powrotem na Jurija. - Myślisz, że jestem głupia, czy naiwna?
    Kuglarz przez moment, ku niebywałej satysfakcji Ilji, przełykał gorzko to małe zwycięstwo Suki, wygrywającej z nim w negocjacjach jeszcze zanim się zaczęły. Jednakże już chwilę potem uśmiechnął się paskudnie i ukłonił lekko, wskazując drzwi do magazynu.
    - Może więc przejdźmy do interesów? - zaproponował.
    - W końcu gadasz z sensem - odparła Suka i machnęła ręką na cyborga. Ruszyła przodem, zupełnie nie obawiając się zostawiania Jurija za plecami, ani wchodzenia jako pierwsza do ciemnego magazynu. Kto by się czegokolwiek bał, mając ze sobą takiego ochroniarza? Cyborg mijając Rasko spojrzał na niego podejrzliwie, ale tylko przez kilka sekund. Rosjanin natomiast trzymał na nim wzrok przez cały czas. Czuł swoim dodatkowym zmysłem poruszającą się metalową powłokę i mechanizmy kończyn. I doskonale wiedział, że nie będzie w stanie tej masy metalu zatrzymać, jeśli się rozpędzi w jego stronę.
    Anton odpalił bezpieczniki i pomieszczenie wielkości garażu rozjaśniły świetlówki. Na środku stały trzy samochody przykryte plandekami, które od razu ściągnęły uwagę Suki. Ilja stanął przy drzwiach, mając na oku tylne wyjście, którego pilnował Anton. Było to trudne przy cyborgu stojącym zaledwie kilka metrów dalej, mającym oko na  n i e g o. Kuglarz podszedł do pierwszego samochodu dumnie wyprostowany i zarzucił materiał z maski na dach, odsłaniając czerwoną sportową Teslę.
    - Trzy sztuki - powiedział, dla dowodu pokazując następne dwa pojazdy. - W pełni elektryczne, prosto z wytwórni. Nikt przy nich nie grzebał.
    Ksenia przejechała palcem po czerwonej masce, jakby bała się jej dotknąć całą dłonią. Na jej ustach igrał lekki uśmiech należący do kogoś, kto właśnie oglądał coś wartego jego uwagi. Nawaricz lubiła handlować motoryzacją. Widać po niej było, że czuła się w tym temacie swojsko. Tym bardziej głupim by było próbować ją oszukać podrobionymi samochodami. Ilja zerknął kątem oka na Kuglarza. I tak ci karze podnieść maskę, pomyślał. A wtedy twój cały plan runie i będziemy mieli na głowie wściekłą Sukę oraz jej żywy taran w kształcie człowieka.
    Kobieta jednak nadal nie proponowała spojrzenia na silnik, co zaczynało Rasko niepokoić. Nie wiedział czemu. Po prostu coś mu mówiło, że powinien się teraz martwić o własne bezpieczeństwo. Posłał ostrzegawcze spojrzenie Antonowi, ale zignorował je tak samo, jak robił to Jurij. Ilji pozostało kląć w myślach i obracać w kieszeni pamiątkowego rubla.
    - No proszę - powiedziała w końcu Suka. - W końcu coś ładnego... czy to aby na pewno zdobycz tego samego Gawaryłowa jakiego znam?
    Jurij tylko wzruszył ramionami ze sztucznym uśmiechem.
    - Przyznam, nie spodziewałam się po tobie czegoś takiego - kontynuowała.
    - Najwyraźniej nie znasz się na ludziach tak dobrze jak myślałaś - stwierdził zadowolony Kuglarz. - Ten stary pies ma jeszcze sporo sztuczek w zanadrzu.
    - Och, w to nie wątpię - uznała, po czym odwróciła się plecami do Gawaryłowa... i spojrzała Raskolnikowi w oczy.
    W tamtym momencie był już pewien, że coś jest nie tak. Nawet Kuglarz w końcu się zorientował.
    - Nigdy wcześniej cię nie widziałam - zaczęła rozmowę, jakby Gawaryłowa nie było w pomieszczeniu. - Jak się nazywasz?
    Ilja milczał, starając się nie pokazać po sobie zdenerwowania. Ksenia uniosła ręce do góry, opierając się pupą o samochód za sobą.
    - Jaaasssne, to tajemnica. Żaden idiota nie wyśpiewałby o sobie wszystkiego jak na spowiedzi - zgodziła się z wewnętrznym przekonaniem Rasko. - Po prostu jestem ciekawa nowych twarzy. Zwłaszcza, jeśli to twarze stare, które ktoś uparcie ukrywa przed wzrokiem konkurencji... kim jesteś, że ten stary głupiec tak starannie ukrywa twoje dane osobowe?
    Gawaryłow odchrząknął głośno. Blondynka połowicznie obróciła się w pasie w jego stronę, darząc znudzonym wręcz spojrzeniem.
    - Nie chciałbym ci przerywać flirtowania z moją ochroną - powiedział siląc się na kpiący ton - ale mam tu trzy sprawne wozy i niedobity targ.
    - Ależ zaraz się tym zajmiemy, Juriju - zapewniła go kobieta. - Chciałam tylko coś sprawdzić.
    I wtedy sprawnym szarpnięciem ręki rzuciła czymś w stronę Ilji. Nie zdążył zauważyć, co to takiego, ale wyczuł, że było z metalu i jego instynkt zadziałał natychmiast. Odruchowo uniósł do góry rękę, odpychając pocisk w bok...
    Zupełnie niegroźne wieczne pióro uderzyło z cichym stuknięciem w blaszaną ścianę i spadło na podłogę. Ilja spojrzał w oczy Suki i zobaczył tryumfalny uśmiech.
    - No proszę... to było cwane - powiedziała. - Sprowadzić mnie na spotkanie bez jakiejkolwiek broni palnej do wypełnionego ciężkimi, METALOWYMI narzędziami garażu razem z MUTANTEM mogącym mnie nimi zabić w każdej chwili. Będę musiała dać mojemu informatorowi podwyżkę.
    Do Raskolnikowa powoli docierało, co właściwie Nawaricz powiedziała. Razem z tym wyczuł, jak jej cyborg zaciska i rozprostowuje palce. Ksenia znowu obejrzała się na Gawaryłowa.
    - Ładnie tak mnie oszukiwać? I jeszcze zasadzać się na moje życie? - zapytała, nadal uśmiechając się niepokojąco.
    - Zasadzać...? Nikt się, do cholery, na nikogo nie zasadzał! - odpowiedział.
    - A jednak ochrona wedle umowy miała być bezbronna.
    - Powiedziała shlyukha z metalowym kolosem u boku.
    - Ja przynajmniej nie miałam czelności kryć się z tym, kim jest mój bodyguard, ublyudoku - Suka wstała i ruszyła w stronę drzwi, przed którymi stał Rasko. - A skoro już o tym mowa, panie McReady?
    Metalowa ręka złapała go za poły płaszcza i bez większego wysiłku cisnęła nim w samochód. Ilja sapnął czując boleśnie drogą karoserię na wysokości krzyża. Łokciem przypadkiem wybił szybę okna. Zsunął się na ziemię, obserwując odchodzącą kobietę.
    - Zajmij się Kuglarzem - rzuciła na odchodnym do cyborga. Ten zamarł w pół kroku.
    - Tego nie było w umowie - zaprotestował.
    - Teraz już jest - Ksenia założyła ręce na piersi. - Zamierzasz się dalej kłócić, czy może od razu przejdziemy do wyjaśniania twoich problemów z prawem na najbliższym posterunku? Chyba nie chciałbyś się tak szybko wyprowadzać...
    Raskolnikow mimo poważniejszych zmartwień zmarszczył brwi. Czy ona właśnie zaszantażowała o głowę wyższego i prawie dwa razy szerszego w barach cyborga?
    Długo jednak się nad tym nie zastanawiał. Wstając z ziemi już widział, jak metalowy ochroniarz zaciska bezsilnie pięści i rusza w jego stronę. Nie, nie jego - utkwił wzrok w Kuglarzu, jakby Ilji w ogóle nie było. Rasko nie musiał Gawaryłowa przekonywać, by udał się do drugiego wyjścia. Anton ruszył zaraz za nim. Trzeciemu z Rosjan zostało tylko powstrzymać idący ich śladem taran na dwóch nogach. W końcu z całej trójki to on miał największe szanse przeżycia.
    Podobno.
    Nie mając lepszego pomysłu, jak zwrócić na siebie uwagę McReady'ego, Rasko po prostu chwycił leżący na ziemi śrubokręt i cisnął nim w stronę drzwi. Ostry koniec trafił mężczyznę w ramię, rozciął skórzaną kurtkę i odbił się rykoszetem. Ochroniarz zatrzymał się z ręką na klamce. Spojrzał powoli na wyrwaną w sztucznej skórze dziurę, a potem na Ilję.
    - Rozerwałeś mi kurtkę - powiedział tonem wyrażającym oczywistość, ale równocześnie brzmiącym jak złowróżbna zapowiedź.
    Cóż, przynajmniej zadziałało. Kurtka najwyraźniej była dla cyborga cenniejsza od martwego Kuglarza, bowiem zwrócił się już całkiem do mutanta.
    - Dobra, młody, nie mam do ciebie żadnej urazy - mówił idąc w jego stronę. - Ale jestem w kiepskiej sytuacji finansowej, ty mi właśnie zniszczyłeś kurtkę, a ta cholerna baba najwyraźniej ciebie też nie lubi. Więc stłukę cię, ale tylko na pokaz, żeby dała mi spokój, zgoda?
    Raskolnikowa jakoś wcale oferta McReady'ego nie przekonała, nawet jeśli przedstawił ją naprawdę zapraszającym, przyjacielskim tonem. Chyba tym bardziej go to wystraszyło. Rosjanin nagle się zorientował, że nie ma pojęcia, co zrobić dalej. Odwrócił uwagę czołgu od Gawaryłowa. Teraz może wypadałoby zająć go na kilka minut i uciec licząc, że limuzyna nadal czeka w pobliżu.
    Metalowa pięść zamachnęła się w jego stronę szybciej, niż się tego spodziewał. Odsunął się w tył, próbując odepchnąć ją od siebie. Całkowite wytrącenie z równowagi o wiele większego mężczyzny było dla niego niemożliwe, ale przynajmniej był w stanie zmienić trajektorię ciosu. Z dwoma następnymi zrobił to samo, aż w końcu McReady zorientował się, że coś jest nie tak.
    - Daj. Się. TRAFIĆ - rzucił między następnymi ciosami.
    Rasko czując, że zbliża się w stronę ściany odepchnął następny atak tak, by trafił w grubą blachę za nim. Fragment aż wysunął się z całości, od czego sufit zadygotał niebezpiecznie. Ilja zacisnął metal szczelniej wokół dłoni cyborga i wykorzystał chwilę, prześlizgując się pod jego ramieniem z powrotem na otwarte pole. Cyborg wyrwał rękę, starając się przy okazji nie zrzucić całej ściany... i ku zaskoczeniu chłopaka zaśmiał się pod nosem.
    - W końcu coś ciekawego... - stwierdził i zauważył, że Rosjanin ruszył biegiem w stronę głównych drzwi. - HEJ! - zaprotestował. Zaraz po tym Rasko prawie trafiła rzucona opona. - Jeszcze z tobą nie skończyłem!
    Opona walnęła gdzieś za nim w blachę. Wibracje poniosły się przez całe pomieszczenie. Wtedy mutant wpadł na pewien pomysł. Szybko prześledził wzrokiem łączenia w dachu niedaleko fragmentu ściany z dziurą po pięści cyborga. Zaczął się cofać w stronę drugiego wejścia, tego za samochodami.
    - Czyżby? - odpowiedział głośno. - Potrafisz coś więcej?
    McReady ruszył w jego stronę. Rasko pobiegł w stronę wyjścia, ciągnąc za sobą wysuniętą blachę. W jednej chwili trafiła mężczyznę w plecy razem z zapadającym się z jednej strony dachem. Zanim zdążył się wygrzebać, Ilja już biegł ulicą wybierając numer do Kuglarza.

        Nie czekali daleko - Aleksander wjechał do bocznej uliczki i wyłączył silnik. Uruchomił go ponownie gdy tylko Rasko wypadł zza rogu. Anton otworzył mu drzwi i chwilę potem oddalali się od przeklętego garażu. Chłopakowi chwilę zajęło zanim złapał oddech.
    - Gdzie Suka? - wydusił w końcu.
    - Odjechała - Kuglarz wyglądał podejrzliwie na ulicę. - Chyba była przekonana, że jej metalowy chłoptaś załatwi sprawę...
    - Nie jej - poprawił go Ilja odkaszlując.
    - Co to znaczy ,,nie jej"? - Jurij zmarszczył brwi.
    - Nie pracuje dla niej - wyjaśnił Raskolnikow. - Zanim go za tobą posłała, musiała go ,,przekonać" do współpracy. Mówiła coś o problemach prawnych i wyprowadzce... groziła posterunkiem.
    - Czyli nie będzie nas ścigał? - upewnił się jego szef.
    - Patrząc po jego podejściu, raczej sobie odpuści, gdy już wyjdzie z tego magazynu...
    Gawaryłow odetchnął z ulgą. Rasko jednak nadal nie czuł się bezpiecznie. Podobnie Anton, który wypowiedział na głos to, co wszyscy mieli na myśli:
    - Ale Suka nie. Mamy kłopoty, szefie. I sami ich nie rozwiążemy.
    Jurij zmroził go wzrokiem.
    - ,,Nie rozwiążemy"? - powtórzył. - Nie jestem bezradnym dzieckiem! Mamy swoich ludzi. Jak Suka chce wojny, to ją będzie miała.
    - Nie wygramy tej wojny - warknął Ilja, nie wytrzymując.
    Kuglarz aż się zdziwił słysząc tak agresywny ton z ust najcichszego i najbardziej zamkniętego w sobie człowieka jakiego kiedykolwiek zatrudnił. Anton czując, że w końcu mają okazję, by przemówić staremu do rozumu, szybko poparł mutanta:
    - Suka ma więcej możliwości od nas. Ma pieniądze i wspólników, a my do tej pory tylko sobie wrogów narobiliśmy. Musimy znaleźć kogoś, kto wygra tę wojnę za nas.
    - I co jeszcze, schować się pod czyimś pantoflem? - Jurij skrzywił się, powoli zauważając, że młodsi mają rację.
    - Jeśli tego wymaga przetrwanie... - stwierdził Anton.
    Nastąpiło parę minut ciszy. Wkrótce potem o szyby zaczęły bębnić krople deszczu. Siedzący za kierownicą Aleksander włączył radio. Gawaryłow sapnął pod nosem jeszcze parę razy, przetrząsając w myślach ,,za i przeciw" propozycji Antona. Ten zerkał co jakiś czas w jego stronę, a Rasko po prostu przymknął oczy i odchylił głowę do tyłu. Zaczynał na nowo odczuwać skutki zderzenia z samochodem. Nie był pewien, czy jutro w ogóle będzie miał siłę podnieść się z łóżka.
    - Macie rację - powiedział w końcu Kuglarz.
    Obu mężczyzn spojrzało na niego z mieszaniną ulgi i zaskoczenia, że Jurij Siemienowicz Gawaryłow się z nimi zgodził w jakiejś sprawie.
    - Jest jedno ,,ale" - dodał. - Nie zamierzam się kryć pod byle jakim pantoflem.

niedziela, 21 października 2018

Eagles can fly, people can try, but that's all about it

Adamasto (Kseniia Tselousova)
Imię: Ilja. Krótkie, ale dla osób nieprzyzwyczajonych do języków wschodniej Europy może być ciężkie do wymówienia. Dlatego większości przedstawia się nazwiskiem. Wołanie na niego w ten sposób w ogóle mu nie przeszkadza. Skoro cały gang Kuglarza tak robi, to i Szczury mogą.
Nazwisko: Raskolnikow - przybrane od prawnego opiekuna, gdy Ilja w końcu opuścił sierociniec. Zżył się z nim tak, jakby miał je od zawsze.
Pseudonim: Nigdy nie potrzebował pseudonimów. Ale dostał przezwisko. Odkąd mieszka w Megalopolis, o wiele częściej pracuje z ludźmi innego pochodzenia niż rosyjskie. Niektórzy po długiej walce z jego imieniem i nazwiskiem zaczęli zdrabniać to drugie do ,,Rasko”. Ksywka przyjęła się także wśród Rosjan, a nawet przypadła do gustu samemu Ilji.
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 27 lat. Ze względu na swoją nietypową urodę, często uchodzi za młodszego. Gdyby chciał, mógłby pewnie z powodzeniem udawać nastolatka.
Rasa: Mutant klasy średniej, jak to się fachowo mówiło w rodzimej telewizji. Raskolnikow już jako dzieciak odkrył, że potrafi manipulować metalami siłą woli. Może je nie tylko wyginać, ale także przyciągać i odpychać. Szybko jednak przekonał się, iż nie jest w stanie rzucać samochodami niczym Magneto, ale pomimo tego to i tak przydatna umiejętność. Korzysta z niej tak często, że nie potrafi już sobie wyobrazić życia bez mocy.
Narodowość: Rosjanin, jednakże odkopanie jakichkolwiek jego danych między opuszczeniem sierocińca, a przyjazdem do Megalopolis graniczy z cudem. Wszyscy jego pracodawcy pilnowali, by służby porządkowe nie wpadły na żaden trop ich mutanta, dopóki ten dla nich pracuje.
Obywatelstwo: Eden. Tam też dostał mieszkanie, kilka ulic od kryjówki Kuglarza w Bujanie.
Rodzina: Został porzucony jako niemowlę. Z domu dziecka wyrwał się dopiero w wieku dwunastu lat, dzięki Piotrowi Wasiliczowi Raskolnikowi. Umownie ojcem dla niego nie był, ale Ilja skłamałby, gdyby powiedział, że było mu pod jego opieką źle. Co prawda gdyby nie Piotr, to chłopak nigdy nie trafiłby między przestępców...
Miłość: Nigdy nie planował szukać partnera, ani na chwilę, ani na całe życie. Co prawda niektórzy faceci wpadają mu w oko, ale w żaden sposób tego po sobie nie okazuje. Stara się dawać wrażenie, jakby nie był kimkolwiek zainteresowany, zwłaszcza wśród ludzi Kuglarza - wystarczy, że jest od nich wyraźnie słabszy fizycznie, nie muszą dodatkowo wiedzieć, że jest gejem. Musi jednak przyznać, że wśród Szczurów czuje się z tym o wiele pewniej. Nie na tyle, by do kogokolwiek podbijać, oczywiście.
Aparycja: Raskolnikow ogółem nie wygląda w żaden sposób specjalnie. Uchodzi za ,,chuchro”, ale patrząc na niego bardziej obiektywnie, chyba nie jest tak źle jak twierdzą niektórzy. Jest szczupłym, przeciętnej budowy brunetem, o wystarczająco dobrej kondycji, by poradzić sobie w swojej robocie. Ma ponad metr siedemdziesiąt wzrostu, czym również nie ucieka od średniej krajowej. Jedynie jego twarz może nie pasować do tłumu. Jak to ujmywał Piotr, chłopak zawsze miał... ,,dziewczęcą” urodę. Rasko już zdarzało się słyszeć, że jest niezwykle fotogeniczny i na pewno zrobiłby karierę w branży modelingowej. Jego twarz jest wąska, z delikatnie zarysowaną szczęką i wyraźniejszymi kośćmi policzkowymi. Duże, brązowe oczy i okalające je gęste rzęsy tym bardziej nie nadają mu poważnego wyrazu, co jednakże nie przeszkadza Ilji mrozić ludzi wzrokiem. Nieważne jak łagodnie by nie wyglądał, mężczyzna nadal skutecznie potrafi zniechęcać innych samym spojrzeniem. Mało go obchodzi, jakie robi wrażenie - uroda ani mu nie przeszkadza, ani też specjalnie pomaga. Chociaż, co musi przyznać, nie przepada za własnymi uszami. W jego mniemaniu trochę za bardzo odstają, ale nie na tyle, by faktycznie go to irytowało, bo ze wszystkich zmartwień wygląd zawsze był na szarym końcu. Nie ubiera się wyszukanie, jednakże trudno nie zauważyć, że gustuje tylko w ciemnych kolorach, przez co jego blada cera wydaje się jeszcze jaśniejsza. Dodatkowo zawsze nosi coś z długim rękawem, jak prostą męską bluzę lub cienki sweter, jakby próbował się jak najbardziej zasłonić. Głos Rasko, mimo pozorów, nie jest cienki, a raczej średni. Ponieważ aż do tej pory na co dzień do życia potrzebował tylko rosyjskiego, nadal słychać charakterystyczny akcent, zmiękczony poprawną angielszczyzną.
Charakter: Są ludzie, do których lepiej się nie zbliżać. Z różnych powodów. Najoczywistszym jest wyraźny sygnał ,,Ten człowiek jest niebezpieczny”, nadawany przez zdrowy rozsądek po czasem nawet pierwszym odniesionym wrażeniu. Następnie są ludzie, którzy takich oznak nie dają, ale nadal pozostają zagrożeniem - po prostu dobrze się z tym ukrywają. A potem są jeszcze ludzie, którzy działają wręcz na odwrót: to ty będziesz dla nich zagrożeniem, i z tego właśnie powodu powinieneś ich zostawić w spokoju. Po Rasko widać to właściwie natychmiast, gdy tylko nawiążesz z nim rozmowę. Czy też raczej SPRÓBUJESZ nawiązać rozmowę - są spore szanse, że do takowej nigdy nie dojdzie. Raskolnikow dobrze czuje się we własnym towarzystwie, najlepiej z książką. Oczywiście nie może nosić ze sobą swojej bliblioteczki do pracy (nawet e-readera - po prostu nie chce go zniszczyć), toteż siedząc w bazie musi ograniczać się do izolowania od reszty towarzystwa. Ma do tego niezły talent, wyrobiony latami praktyki. Nie pawa wyraźnym entuzjazmem do pracy w grupie i da ci o tym znać nawet nie otwierając ust. Większość z miejsca tego nie widzi, bo Ilja nie wygląda na kryjące się po kątach strachliwe zwierzątko. Rzecz w tym, że facet po prostu doskonale udaje całkowitą obojętność. Nigdy nie należał do ,,aktywnych socjalnie” ludzi, ale szybko zorientował się, że przez okazywanie tego, ironicznie ściąga na siebie więcej uwagi. Ludzie szybciej zapomną o kolejnym mijanym przechodniu, niż o tym dziwnym typku, który siedział w rogu i mierzył przechodniów nieufnym spojrzeniem. Tak więc Ilja w miejscach publicznych zawsze dokłada starań, by zachowywać się jak najnormalniej. Ba, od kilku lat przychodzi mu to wręcz naturalnie! Grunt to chodzić prosto, nie rozglądać się zbytnio na boki i utrzymywać neutralny wyraz twarzy. Dla każdego zdrowego na umyśle człowieka pamiętanie o takich rzeczach może wydawać się co najmniej dziwne. Sęk w tym, że Raskolnikow nigdy zdrowy psychicznie nie był. Ma drobne, zdatne do kontrolowania skrzywienie, zahaczające o paranoję. Czasem daje o sobie znać w najmniej odpowiednich sytuacjach: za kierownicą, na środku ulicy, w połowie wypowiadanego właśnie zdania, słowem - jakaś część mózgu Ilji z nudów próbuje go speszyć, wybić z rytmu. Z tego powodu nigdy nie udało mu się zdać prawa jazdy (niczym nie jeździ poza komunikacją miejską, a i za nią nie przepada) ani jakiegokolwiek innego egzaminu. Idąc tym torem, nie uczęszczał do normalnych szkół, pomimo faktu, że jest niezwykłe błyskotliwy. Szybko łączy fakty i wyciąga wnioski, ma doskonałą pamięć (niemal fotograficzną) oraz nieustannie analizuje swoje otoczenie. W jego głowie zawsze coś się dzieje, przy czym nadal pozostaje czujny, chociaż - jak sam się do tego przyznaje - z takim natłokiem myśli ciężko człowiekowi nie bujać w obłokach. Mimo wszystko fakt, że dzieciństwa nie spędził trzymając się swoich rówieśników, boleśnie odbił się na nim i jego pewności siebie. To ciekawa sprawa, równie niepewna jak jego ataki lękowe. Miewa czasem chwile, w których chętnie by do kogoś podszedł i zagadał, po czym po kilku słowach nagle zaczyna się plątać, jeśli oczywiście nie przestraszył się rozmowy zanim jeszcze ją zaczął. Rasko ma tak z wieloma rzeczami. Widzi w głowie swój plan, każdy krok, czuje, że może to zrobić, ale ostatecznie nie robi nic. Jeśli cokolwiek związane jest z kontaktem z drugim człowiekiem, szybko straci zapał i wycofa się, zadając sobie pytanie ,,Co ja, do cholery, wyprawiam?”. Gorsze od tego bywają tylko te poważne ataki lękowe lub tak zwane, ,,czarne myśli”. Raskolnikow ma zwyczaj wizualizowania sobie swoich planów, wszystkich. Czasami, wbrew Ilji, wyobraźnia podsuwa mu dosyć paskudne wizje. Z reguły to takie typowe paranoiczne lęki, jak niefortunne potknięcie się na schodach (wyjątkowo irytujące, jeśli akurat coś znosisz), ale przy takiej kreatywności jaką posiada umysł Rosjanina, sytuacje naprawdę niebezpieczne stresują go jeszcze bardziej. Podobnie, gdy na myśl przychodzi mu zrobienie czegoś złego - mężczyznę czasem przeraża sam fakt, że prawie był gotów przerobić wizję w czyn. Co zaskakujące, mutacja momentalnie pomaga mu oczyścić umysł z tego wszystkiego. Nierzadko wystarczy, iż Rasko pobawi się chwilę monetą, spinaczem lub innym metalowym przedmiotem i nagle jest w stanie spokojnie się wysłowić. To by wyjaśniało jakim cudem paranoja nie przeszkodziła mu nigdy w trakcie pracy dla gangu. Nieważne, czy chodzi o Kuglarza, czy Ferę, jego robota z zasady opiera się na powyginaniu jakiegoś metalu. Równocześnie jasnym staje się, dlaczego nieśmiały, niepewny chłopak nie wycofał się z nielegalnego biznesu póki miał okazję: tak długo, jak jego moc go uspokaja i pozwala mu normalnie myśleć, tak długo Rasko będzie pracował dla Szczurów. Chociaż nie wygląda, ta robota jest dla niego po prostu idealna.
Zarys przeszłości: Mały Ilja zawsze marudził (w duchu, oczywiście), że jego życie nigdy się nie zmieni. Codziennie będzie się budził w tym samym pokoju, w tym samym sierocińcu, będzie się uczył, jadł, pił, bawił się i z powrotem zasypiał. Różnić będą się jedynie jego lokatorzy, bo inne dzieci z jakiegoś powodu zawsze ostatecznie znajdowały jakiś dom. Przy piątej nowej osobie zajmującej górną część piętrowego łóżka, Ilja porzucił już zamysł zaprzyjaźniania się z kimkolwiek. Wiedział, że prędzej czy później znowu zostanie tutaj sam. A im był starszy, tym robiło się gorzej. Inne dzieci jakby wyczuwały, że chudy, blady brunet jest stałym lokatorem przytułka. Młodsze oraz podobni mu wychowankowie sierocińca trzymały się od niego z daleka. Natomiast starsze, przyprowadzone przez opiekę społeczoną, próbowały od niego dowiedzieć się czegokolwiek, jakby wiedział dlaczego zabrano ich od ich rodziców, co się stało z mamą, tatą, dziadkami, czy kimkolwiek innym. Czasami szybko go to irytowało. Innym razem wykazywał się nieco większą wyrozumiałością i potrafił coś wydukać. Pewnym było, że ta rozmowa była pierwszą i ostatnią, jaką można było z nim nawiązać.
Starsze dzieciaki miały jeszcze inny zasadniczy problem: młodsze były chętniej adoptowane. Ilja próbował dociec, co skłania dorosłych akurat do wybrania takiego, a nie innego dziecka. Nawet opracował sobie w głowie schemat, którego obecnie niestety nie potrafi sobie przypomnieć. Wiedział tylko, że dziwaki jego pokroju do niego nie pasowały w żaden sposób. Chłopak już mając jedenaście lat przestał się nawet starać zrobić dobre wrażenie - podczas wizyt nadal siedział w tym samym kącie lub pod płotem na podwórku, pilnując kątem oka czy nikt nie widzi, jak wygina monety siłą woli. Ale raz ktoś to zobaczył: wysoki mężczyzna z garbatym nosem. Obiecał speszonemu Ilji, że nikomu nie powie, pod warunkiem, że będzie mógł się tej sztuczki nauczyć. Chłopiec jednak tylko pokręcił głową, wyjaśniając z pełną powagą, że mutantem trzeba się urodzić. Tak przynajmniej przeczytał w jednej książce, którą sobie zażyczył na święta. Facet wybuchł śmiechem i nazwał bruneta mądralą. Tak samo nazywał go przez następne dziesięć lat, mówiąc to tym samym pobłażliwym tonem.
Piotr Raskolnikow przykładem ojca nie był, ale przynajmniej dopilnował, by jego podopieczny poradził sobie w życiu. Oboje, niewypowiedzianą nigdy umową, nie traktowali się jak bliskich krewnych, głównie przez upartość Ilji, stale powtarzającego Piotrowi, że nie jest jego ojcem i nigdy nie będzie. Nie mówił tego w złej wierze - po prostu stwierdzał fakty. Starszy Raskolnikow szybko się do wszystkich tych dziwactw przyzwyczaił, tak samo jak młodszy szybko uczył się zasad rządzących życiem jego opiekuna. A nie było to normalne życie.
Młody mutant nigdy nie dowiedział się, na co Piotrowi był dzieciak, jeśli pracował nielegalnie między raczej niebezpiecznymi ludźmi. Po części domyślał się, że trafił pod jego opiekię tylko przez swoje nienaturalne zdolności. Był natomiast pewien, że to dzięki nim żaden z jego zmieniających się szefów nie uważał go za zbędny balast. Piotr pilnował, by dzieciak systematycznie ćwiczył, a dorosły już Ilja musiał mu za to podziękować - w rosyjskim przestępczym półświatku bezużyteczny mutant był gorszy od bezużytecznego człowieka.
Miał dwadzieścia dwa lata, gdy jakiś obcy powiadomił go, że Piotr zniknął bez śladu. Przyjął to spokojnie, ale nie bez ukłucia gniewu. Został sam, młokos wśród gangsterów. Na jego szczęście nie musiał zadawać sobie pytania ,,Co ja teraz zrobię?”, bo jego nowy przełożony - Jurij Siemienowicz Gawaryłow, w Megalopolis znany jako ,,Kuglarz” - natychmiastowo rozplanował dla niego następne kilka lat. Nazwał je ,,kontraktem”, który ogólnie polegał na tym, że Raskolnikow będzie robił to, co robił dotychczas, ale tylko dla niego i nikogo innego. Oczywiście w grę wchodziła także stała wypłata. Poza brakiem Piotra, nic się więc w życiu Ilji nie zmieniło. Przeprowadził się do Czterech Miast, dostał małe, eleganckie mieszkanie na własność, ale nadal nie miał absolutnie żadnej władzy nad swoim życiem. Sierociniec, Piotr, Kuglarz Gawaryłow - lista robiła się tylko coraz dłuższa. A Raskolnikow robił, co mu kazano, bo co innego miał do wyboru? Nigdy nie sprawiał nikomu problemów i nikt nie zwracał na niego większej uwagi. Gdy go wołano, opuszczał swój kąt i wracał do niego zaraz po skończonej robocie, do swoich książek i własnych myśli.
Wszystko przybrało ciekawszy obrót, gdy Kuglarz dogadał się ze Strzygą, przywódczynią Szczurów. Gang Gawaryłowa tracił na wartości. Ludzie zaczynali bardziej obawiać się konkurencji, a wpływy ograniczyły się do Edenu. Aż Fera Rosa przekroczyła próg gabinetu, jak gdyby nigdy nic, wymierzyła palec w Ilję i powiedziała:
- Żywy magnes idzie ze mną.
Oficjalnie: Ilja Raskolnikow jest na tyle szarą postacią, że jego sąsiedzi nigdy nie zastanawiali się, co robi ze swoim życiem. Ma szczęście mieszkać w rosyjskiej dzielnicy Edenu, gdzie od razu potraktowano go jak swojego. Dopóki tylko uśmiecha się do starszych sąsiadek i uchyla czoła sąsiadom, nikt nie zwraca na niego większej uwagi. Ot, kolejny miły chłopak, sądząc po wyglądzie student. Nic dziwnego, że całymi dniami gdzieś się włóczy.
Rola w gangu: Tak właściwie, to jest swego rodzaju kartą przetargową między gangami Jurija Siemienowicza Gawaryłowa i Fery Rosy. Kuglarz potrzebował podbudować swoją pozycję, więc zdobył wsparcie Szczurów, między innymi proponując Strzydze swoich ludzi. A wśród nich znalazła Raskolnikowa, który doskonale pasował do jej grupy awanturników, najemników i mutantów. Tym sposobem Ilja pracuje na dwie zmiany: jest równocześnie członkiem Szczurów i osobistym ,,otwieraczem do puszek” Gawaryłowa.
Umiejętności: Mówiąc o mutacji Rasko w wielkim skrócie, mężczyzna potrafi manipulować wszelkimi metalami. Z reguły jego wkład w jakiekolwiek akcje ogranicza się do otwierania przejść (a czasem zamykania ich tak, by nie dało się z powrotem otworzyć), czyli niszczenia pancernych zamków. I faktycznie, po prostu wyginając metal można załatwić sprawę szybko i mieć spokój, ale niewielu poza samym Ilją wie, że mutant potrafi więcej. W końcu po co uszkodzić zamek trwale, gdy można go otworzyć, a potem zamknąć z powrotem bez uszczerbku, by zrobić właścicielowi większy mętlik w głowie? Już w sierocińcu z nudów uczył się granic swoich możliwości, a pod okiem Piotra wymyślał nowe sztuczki, którymi mógłby kupić następnego pracodawcę. Odkrył też swoje ograniczenia. Szybko zorientował się, że nie jest w stanie podnieść i utrzymać w powietrzu każdy kawał metalu jaki zechce. Nadal jest w stanie unosić większe ciężary, niż gdyby robił to własnymi rękoma, ale Rasko równocześnie wyraźnie ten ciężar czuje. Żeby działać długo i efektywnie, stosuje się prostych zasad fizyki: jeśli coś jest od niego cięższe, rozsądniej jest tym nie rzucać. Siła, z jaką Ilja może podnosić przedmioty, jest mniej więcej równa sile, z jaką robi się to normalnie. Główna różnica między nim, a normalnym człowiekiem podnoszącym ciężary jest taka, że Raskolnikow jest mutantem i mimo pozorów jest w stanie przewrócić samochód. Ale ogółem nie przechodząc przez granicę własnej wagi, może używać mocy prawie bez wysiłku. Zresztą nie zawsze musi dźwigać coś niesamowicie ciężkiego - nawet monety, spinacze i sztućce (poza aluminiowymi) można użyć jako broni, i to skuteczniejszej od czegoś większego. Jednak to właśnie słynna technika włamania Rasko go rozsławiła. Ironicznie, to czasem cięższe od wyrywania barierek z betonu. Cała sztuka polega na wyczuciu metalu, którego się nie widzi. Odpowiednio skupiony, Raskolnikow może wyczuwać i manipulować przedmiotami nawet zza ścian. To w swoich zdolnościach lubi najbardziej: finezję. Zdecydowanie trudniejsze od bezmyślnego miotania. Dzięki wieloletnim ćwiczeniom jego ,,wyczucie” stało się na tyle silne, że mężczyzna radzi sobie z zamkniętymi oczami. Metal jest wszędzie - każde z czterech miast Megalopolis zbudowane jest na jego gigantycznych ilościach. Każdy nosi przy sobie coś metalowego, a im więcej tego czegoś ma, tym łatwiej stwierdzić, że jest uzbrojony i zaczekać aż sam do ciebie przyjdzie. W towarzystwie Ilji broń palna nie będzie ci straszna - nie tylko wykryje ją na czas, ale będzie też w stanie wyszarpnąć ją z rąk przeciwnikowi. Nawet jeśli nie zdąży, potrafi na czas odepchnąć kule na bok... a potem, jeśli naprawdę się zirytuje, wykorzystać ich pozostałości przeciwko strzelającemu.
Przyjaciele: Rasko nie czuje żadnej potrzeby nawiązywania z kimkolwiek znajomości. Jeśli już jakieś ma, to tylko dlatego, że to ktoś inny uważa go za przyjaciela.
Wrogowie: Tego mu jeszcze brakowało...
Autor: Red Riding Hood