wtorek, 17 stycznia 2017

No pain, No gain, Never stand out, made your own way, Never going slow, we pick up the pace, This is what we wanted from a young age

Nyan Cat (chałwa ci za to! *^*)
Imię: Felix. Co prawda imię pochodzenia czysto skandynawskiego, ale za to jakie adekwatne do charakteru. W końcu oznacza ,,szczęśliwy", a Fel jest nie tylko wyjątkowo wesołym człowiekiem, ale także i niesamowitym szczęściarzem.
Nazwisko: Brak. Albo faktycznie nie figuruje nigdzie w spisach ludności, albo chłopak po prostu nie kwapi się nikomu go przedstawiać. W każdym razie nikt ze znajomych o to nie pyta. Ten jeden jedyny Felix wydaje się na tyle specyficzną osobistością, że chyba nie trzeba precyzować go nazwiskiem by znaleźć go wśród innych Feliksów... no chyba, że jesteś dronem policyjnym. Tylko one się przy tym gubią. Trudniej gubią niego samego, ale hej, przecież z jakiegoś powodu rzadko opuszcza kryjówkę...
Pseudonim: Przyjęło się (mało oryginalne i dość oczywiste) Ćwiek, od... no cóż, od ilości rzeczonego żelastwa w jego stroju. Wszyscy doskonale wiedzą o kogo chodzi, gdy kieruje się ich do Ćwieka, nawet jeśli nigdy w życiu wcześniej go nie widzieli. Poza tym specjalnych przydomków nie ma, poza sylvainową ,,Kolczatką". Ale Sylve ma specjalny monopol na nowe przezwiska i nikt inny mu ich nie zabiera.
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 21 lat
Rasa: Człowiek. Może czasem tylko wydaje się, że odrobinę zbyt długo nic nie jadł ani nie pił, ale pod większością względów jest normalnym gościem. Nie marudzi na braki czegokolwiek, a zapytany tylko kręci głową i wraca do roboty nucąc pod nosem (I am machine, I never sleep, I keep my eeeyes wiiide ooopeeen...).
Narodowość: Australia
Obywatelstwo: Nie figuruje w żadnym z katalogów. Podał jedynie fałszywe nazwisko ,,Brad Rowe" w Edenie. Mimo to stanowczą większość czasu spędza w głównej bazie w Edenie, skąd nadzoruje działalność pozostałych. Doświadczenie nauczyło go, że nie powinien długo plątać się po strasznym świecie samotnie. To po prostu zawsze kończy się zbędnymi nerwami.
Rodzina: Zostali w Melbourne. Są przekonani, że ich kochany Felix jest informatykiem i przez nawał pracy nie ma jak się z nimi skontaktować... w sumie jakby się uprzeć, to wcale tak bardzo się nie mylą. A przynajmniej w sprawie nawału pracy przy komputerze.
Miłość: Jak każdy normalny facet lubi ładne dziewczyny, ale ciągnie go raczej do związków. Za dużo niepotrzebnych nieporozumień. Poza tym, z jakiegoś powodu stanowcza większość kobiet z miejsca traktuje go jak dobrego kumpla i na takim stopniu pozostaje. Wychodzi na to, że chłopak jest skazany na wieczne trwanie w mitycznej krainie Friendzone, z której podobno żaden facet się nie wydostaje.
Aparycja: Felix jest średniego wzrostu. Chociaż na pierwszy rzut oka wydaje się raczej chuderlawy, ma przeciętną posturę typowego zdrowego dwudziestolatka. Co do wyglądu, to ma swój własny, specyficzny styl, od którego zresztą wzięło się jego przezwisko. Na ciemnoszarą lub czarną bluzę z kapturem zawsze narzuca charakterystyczną skórzaną kamizelkę nabijaną ćwiekami. Ażeby dopełnić swojego kolczastego wizerunku, na lewej ręce często nosi także skórzane bransoletki, z czego przynajmniej jedną ze wspomnianymi ozdobami. Do tego proste jeansy i wychodzone czerwone trampki (i nawet nie próbuj go przekonywać do kupna nowych butów). Przedramiona pokryte ma całą serią drobnych tatuaży, wyglądających jak wyrysowane długopisem bazgroły prosto ze szkolnej ławki. Niektórzy są nawet pod wrażeniem, że istnieją tatuażyści zdolni do zrobienia czegoś takiego, ale chłopak nigdy się nie pochwalił, kto jest autorem. Do niedawna główną rozpoznawalną cechą Feliksa była niepowtarzalna elektroniczna maska, pod którą chłopak krył się już sporą część swojej nielegalnej kariery, ale wskutek... wydarzeń, na które nie miał wpływu, jedno z dzieł jego życia trafił szlag. Musiał jakoś przeboleć fakt, że od tamtej pory wszyscy będą wiedzieć jak wygląda. A krył się z wyjątkowo głupiego powodu. Gdyby jeszcze chodziło o anonimowość, to nikt by się nie zdziwił, ale Fel tak naprawdę... wstydził się swojej twarzy. Wszystko przez drobne blizny świadczące o dosyć paskudnym przebiegu trądziku, od policzków aż po skronie. Poza tym szczegółem, wygląda raczej jak przeciętny dwudziestolatek. Ma szczupłą twarz z lekko zarysowaną szczęką i prostym nosem. Przez bladą cerę wory pod błękitnymi oczami jeszcze bardziej rzucają się w oczy, ale - wbrew temu - chłopak nigdy nie wygląda na zmęczonego. Blond włosy są na tyle długie, by móc je spokojnie spinać w kucyk. Nie ma najmniejszego zamiaru ich ścinać w najbliższej przyszłości i przed każdą osobą grożącą mu nożyczkami zasłania się egzorcyzmami. Unikalny wizerunek Ćwieka podkreśla jeszcze jego głos - w żaden sposób męski, ale nie sposób pomylić go z kobietą. Najbliższe skojarzenie jakie może przyjść na myśl, to postać z kreskówki. Kto wie? Może i zrobiłby karierę w dubbingu...
Charakter: Imię może być doskonałym odzwierciedleniem charakteru. ,,Felix", znaczące tyle co ,,szczęśliwy", opisuje chłopaka idealnie. Ćwiek przez cały czas brzmi jakby się czegoś nawdychał. Jego naturalny ton głosu chyba po prostu nie nadaje się do wyrażania negatywnych emocji. Optymizm widać w całej jego osobie i sposobie bycia. Jak na introwertyka przyzwyczajającego się do życia bez maski, jest niesamowicie otwarty na innych. Łamie wszelkie stereotypy cichego, pracującego w jakiejś piwnicy aspołecznego hakera. Owszem, pracuje w piwnicach, ale na pewno jest przeciwieństwem słów ,,cisza" i ,,aspołeczność". Na przykład lubi się przytulać, do wszystkich, niezależnie od płci i wieku (może tylko do niektórych członków ekipy wolałby się nie zbliżać). Stanowi to pewną ironię co do jego upodobania do ćwieków. Kieruje się dewizą carpe diem, ale nie w aż tak przeinaczonym tego słowa pojmowaniu - ,,YOLO" i prawdziwe carpe diem to nie to samo, a Felix jest nawet w stanie zrobić ci cały wykład humanistyczny o różnicach między tymi dwoma mottami. I tu pojawia się niezwykła skrajność osobowości: chłopak w jednej chwili może wydawać się, jakby opuścił gdzieś połowę liceum, a w następnej z czystej złośliwości wytknie ci wszystkie błędy językowe i merytoryczne jakie popełniłeś w ostatnich wypowiedziach. To doprawdy niezwykłe, ale Ćwiek ma niesamowite zacięcie do filozofii, objawiające się w przeróżnych momentach. Jedno jest pewne: w życiu nie był na żadnych ukierunkowanych studiach i wszelkie mądre gadki jakie zdarza mu się produkować pochodzą z czystej improwizacji, bez najmniejszego zastanowienia. Po prostu mówi to co myśli, mało przejmując się faktem, że marnuje się w posadzie hakera, bo jest to oczywistą bzdurą. Nigdy w życiu nie naszły go wątpliwości, czy aby na pewno idzie w dobrym kierunku. Jest święcie przekonany, że to co robi od zawsze było mu pisane, nawet jeśli nie jest tak wielkim głąbem za jakiego się uważa i poradziłby sobie na studiach. Czuje, że spełnia się w swojej roli. Swoją pracę uznaje za sztukę - świetnie opracowane oprogramowanie jest dla niego niczym wspaniały akt i jak każdy artysta ma swoje magnum opus (tak, używa na co dzień takich słów). Czasem wydaje się nieco zbyt ekscentryczny i żywiołowy. Trzeba wyjątkowo uważać, gdy się obok niego przechodzi, a akurat jest czymś zajęty - chłopak w momencie przełomu może po prostu przypadkiem ci przywalić ręką (albo ćwiekową bransoletą. Au). Jest nakręcony jak po czterech kawach. Bardzo szybko mówi i czasem nie idzie go w ogóle zrozumieć, jeśli nie gadasz w języku zwariowanych geniuszy. Lubi ryzyko i igranie z przedstawicielami miejskiej policji, co często idzie w parze. Zawsze pracuje z muzyką. Ubóstwia zwłaszcza hip-hop, rock każdego rodzaju, niektóre electro i gatunki hybrydowe. Często siedzi więc w słuchawkach od telefonu, albo po prostu puszcza muzykę na pełny regulator, dopóki ktoś nie przyjdzie się skarżyć. Przy tym zdarza mu się wystukiwać palcami lub ołówkami rytm jak na perkusji. Kocha robić zamieszanie, im większe tym lepiej. Jego dzieła muszą być jednym wielkim show. Jeszcze lepiej, gdy ma nad tym chaosem zupełną kontrolę. Manipulacja jest dla niego kolejnym odłamem hakerskiej sztuki, wymagającym niesamowitej precyzji i finezji, których - wbrew pozorom - chłopakowi nie brakuje. Programowanie nauczyło go cierpliwości oraz dokładności. Jak każdy informatyk zdaje sobie sprawę, że czasem jeden drobny błąd, nie ta litera, kropka zamiast przecinka, inny nawias doprowadza do tego, że program nie wypali, a ty musisz grzebać w tysiącach znaków w tę i z powrotem szukając tej jednej, upierdliwej usterki. Równocześnie Felix uznaje siebie i innych członków Szczurów za właśnie takie usterki - niewłaściwe znaki w jednym wielkim programie, nie pozwalające mu funkcjonować - i stara się wykonywać to zadanie jak najlepiej.
Song theme: Revolution - Wolfgang Black & Robin Loxley // We Are Here For Fun - Happy Republic
Zarys przeszłości: System Megalopolis na całym świecie ma krystalicznie czystą opinię bezbłędnego i doskonałego. Automatycznie prowadzi perfekcyjne spisy obywateli dokładnie co tydzień we wtorki o godzinie piątej nad ranem. Kieruje całą organizacją policyjną we wszystkich miastach naraz. Kataloguje każdy transport, wykroczenie, choćby i kichnięcie. Wszyscy są przekonani, że jest nieomylny i nie istnieje człowiek zdolny go obejść.
  Ale tacy ludzie jednak istnieją. Po prostu nie lubią się chwalić swoimi umiejętnościami, wiedząc, co owy system by z nimi zrobił gdyby ich odkrył. Tacy ludzie są dla systemu jak każda inna usterka, a usterki i błędy najpierw się poprawia, a ostatecznie usuwa. Dlatego tacy ludzie zwykle chowają się po piwnicach, załatwiając wszelkie sprawy na odległość za pomocą komputera i sieci.
  Aż tu nagle w mieście pojawia się młody, żądny wrażeń Australijczyk z Melbourne, zarejestrowany pod nazwiskiem Bradley Rowe. Nic dziwnego, że przy takim natłoku przyjezdnych nikt nie powiązał blondyna z największym zapisanym w dziejach Edenu blackoutem, czyli odcięciem od prądu i wszelkiej łączności, który objął ponad połowę miasta. Po około dziesięciu minutach bezskutecznych prób przywrócenia zasilania, nieznanego pochodzenia blokada została samoistnie zdjęta. Mimo krótkiego czasu trwania zdołało to doprowadzić do sporej paniki i poruszenia w mediach. Osiągnęło także swój najważniejszy cel: zasianie wątpliwości w idealizm systemu Megalopolis.
  Blackouty zdarzały się częściej. Początkowo uznawano to za najzwyklejsze awarie, zdarzające się przecież w każdym normalnie funkcjonującym mieście. W końcu jednak ktoś doszedł do założenia, że gdyby były to zwykłe przypadki, pracownicy byliby je w stanie naprawić. A tymczasem za każdym razem, jak podczas pierwszego blackoutu, podczas prób naprawy trafiano po prostu na ścianę nie do przebicia. Jedynym lekarstwem była cierpliwość - bariera zawsze znikała po jakimś określonym czasie, zdjęta przez kogoś kto ją postawił. Gdy powiązano awarie z działalnością Szczurów, sprawą zajęła się policja. Jednakże każdy podejmowany przez nich trop prowadził jedynie do ślepego zaułka, opatrzonego złośliwą notką - Better luck next time :), See you soon! albo najczęściej powtarzające się H4CK TH3 PL4N3T. Ten ostatni komunikat uznano za nawet bardziej niż niepokojący. Sprawę oczywiście zatuszowano najlepiej jak się dało, a wszelkie blackouty bagatelizowano przed mediami. Odpowiedzialność za nie policja oficjalnie przyznała jakiemuś terroryście.
  Teraz wyobraźcie sobie Ćwieka z poprzednich pól. Wesołek z bazgrołami na rękach, brzmiący czasem lepiej niż jakikolwiek profesor filozofii, wykładający swoje przemyślenia tym niepoważnym głosem w trakcie tworzenia street artu, tak bardzo odbiegającego od definicji słowa ,,wandalizm". Czy ktoś taki może być terrorystą?
  Oczywiście, że tak.
Oficjalnie: Pracuje co kilka dni w sklepie muzycznym w Edenie. Czasem jak ktoś jest chętny, to udziela podczas roboty lekcji gry na perkusji. Zajmuje się też hobbistycznie street artem i trzeba przyznać, że ma do tego pewien talent. Jednakże na pełnym etacie po prostu znika pod ziemią do kryjówki. Żaden jego znajomy spoza gangu nie ma pojęcia, co robi i chyba się nad tym nie zastanawia.
Rola w gangu: Popularnie na człowieka o jego zdolnościach mówi się haker, ale Felix jakoś nie lubi tego słowa. Woli określenie ,,nieograniczany przez przepisy informatyk"... informatyk posiadający dostęp do właściwie każdego miejsca w Megalopolis, odpowiedzialny za największe zanotowane przerwy w dostawach prądu i kilka nieokreślonego pochodzenia awarii sieciowych.
Umiejętności: Jak na profesjonalnego ,,informatyka" przystało, Ćwiek ma niesamowity talent do urządzeń zawierających jakiekolwiek systemy operacyjne. Terminale, monitoring, bankomaty, jak się postara to nawet i telefony komórkowe, o zwykłych komputerach nie wspominając - wszystko może działać na jego korzyść. Chłopak zapytany o ograniczenia jego możliwości odpowiada, że byłby w stanie wykonać całkowity blackout w Edenie za pomocą zwykłego laptopa z dostępem do sieci. Ciężko stwierdzić, czy aby na pewno nie zmyśla, ale pewnym jest, że odkąd zaczął działać dla Szczurów już kilka razy się zdarzyło, że cała dzielnica nagle pozostawała bez łączności i monitoringu, i to akurat przed poważnym napadem. Oczywiście takowe akcje zawsze wymagają od niego przynajmniej kilku godzin przygotowań, ale efekty na pewno będą zadowalające. Odkąd grzebanie w komputerach zaczęło Ćwieka nudzić, haker zaczął bawić się w konstruowanie zagłuszaczy radiowych i telefonicznych. Urządzenia o kształcie i rozmiarze krążka do hokeja mogą być umieszczone w każdym miejscu i odpalone zdalnie przez smartfon. Sam telefon Brada wydaje się być jedną wielką zagadką. Z pozoru niczym się nie odróżnia od innych, ale gdyby bliżej przyjrzeć się oprogramowaniu można dostrzec, że chłopak stworzył od zera własny system operacyjny, pozwalający mu poprzez urządzenie włamywać się do sieci miejskiej. Bezimienny, własnoręcznie opracowany system jest perłą w jego osiągnięciach. Poza tym wszystkim potrafi dobrze grać na perkusji, a co za tym idzie ma świetne wyczucie rytmu. Ze śpiewaniem jest gorzej, ale wcale go to nie powstrzymuje przed próbami - w życiu nie odmówił udziału w karaoke.
Przyjaciele: Na pierwszym miejscu zdecydowanie ląduje Sylve, a zaraz za nim Kasumi - najlepsi przyjaciele Australijczyka. Do tej małej porąbanej rodzinki dołączyła także Cup, której po prostu nie sposób nie pokochać. Trzyma też dobre kontakty z Ferą i Danielem, a od jakiegoś czasu Strzyga nawet wydaje się traktować Feliksa jak swojego drugiego zastępcę. Takiego zastępcę zastępcy. Co do reszty, to jednak ciężko tego głąba nie lubić i koniec końców większość poznanych przez niego osób trafia na tą listę.
Wrogowie: Koreańczycy, odpowie ci ze śmiertelną powagą w głosie. Cały ich żółty rząd spiskuje jak mnie dorwać. Lepiej chyba nie pytać o którą Koreę chodzi i czemu wszyscy Koreańczycy mieliby chcieć mu coś zrobić. Póki co jedynym Koreańczykiem w ekipie jest Ghan i za każdym razem gdy pojawia się w bazie Ćwiek uparcie śledzi go wzrokiem, jakby próbował przewidzieć jego niecne plany.
Autor: Red Riding Hood

Od Daniela (CD Chris) - Dlatego nie odwiedzam klubów nocnych...

        Celine Dion jakoś nigdy nie podchodziła pod gust Daniela. Zawsze wydawała mu się smętnie wyć niż faktycznie śpiewać. Ale szczerze, to nie pamiętał już kiedy ostatnio przyszło mu się bić przy jakimkolwiek akompaniamencie.
  Podrywająca Ferę kobieta zniknęła w tłumie, jakby chciała dorwać wszystkie drony policyjne przed resztą. Sama Strzyga zdążyła już chwycić za pistolet i strzelić kilka razy w sufit, by rozpędzić panikujących ludzi.
  - Dzieci, zasłonić oczy! - wydarła się z typową sobie satysfakcją. - Widok będzie nieprzyjemny!
  - Dobrała się jedna z drugą... - rzucił na wpół do siebie cyborg, wyciągając katanę.
  - Co proszę? - szefowa zwróciła głowę w jego stronę.
  - Dogadałybyście się - wzruszył ramionami. - Może to nie taki głupi pomysł, Różyczko?
  Dziewczyna posłała mu swoje firmowe spojrzenie, zdolne uśmiercić każdego niewinnego szczeniaka w obrębie kilkunastu metrów. Po chwili jednak na jej twarzy zagościł niepokojący uśmiech. Postukała się palcem w policzek w namyśle.
  - Może i masz rację - powiedziała niewinnym głosikiem, psutym przez białe kły. - Czemu by nie skorzystać z bliższego towarzystwa...
  Po tych słowach wślizgnęła się między uciekających z klubu, kierując się na pięterko za Virus.
  - Oj, wystawiła cię - dorzucił Leviathan ze złośliwym uśmiechem. - Trzeba czegoś więcej niż płynny francuski, by trzymać przy sobie kobiety.
  Zanim Dan zdążył się odgryźć, walczące z tłumem roboty policyjne w końcu zdołały się przedostać bliżej. Te nie miały już przy sobie taserów - próbowały wycelować w ich stronę glockami. Daniel nabrał przeczucia, że stwierdzenie wirusa, iż są tu po niego, faktycznie może mieć w sobie trochę racji. Zwłaszcza, że osoba francuza ściągała nieco więcej uwagi.
  - Proszę nie oponować... - mechaniczne głosy ledwo przebijały się przez dźwięki paniki. Z galeryjki spadło jakieś krzesło.
  - Pewnie pozbycie się ich będzie dla ciebie pestką... - stwierdził Leviathan, grzebiąc za czymś po kieszeniach.
  - Za dużo cywili... - mruknął z niezadowoleniem cyborg, niepewnie przebierając palcami na rękojeści miecza.
  - Przejmujesz się?
  - Dawanie mediom paszy to nie do końca moje ulubione zajęcie. Policja to jedno, ale na co nam tu potrzebna masakra wśród postronnych?
  - Oho, czyli mieczyk to jednak nie do mięsa? - mężczyzna spokojnie oglądał jakieś dwa okrągłe przedmioty, jak dla Dana identyczne.
  - O swój poślizg się nie boję - kiwnął głową w stronę robotów. - Gorzej, gdy oni zaczną walić na ślepo w tłumie.
  Co do tego miał już pewno nieprzyjemne doświadczenie, które wbrew woli na nowo odbiło mu się w pamięci.
  Sylvain jeszcze kilka sekund próbował doszukać się różnicy w kulistych przedmiotach. W końcu wzruszył ramionami, wcisnął jeden z nich i rzucił pomiędzy przeciskające się przez przerzedzony już tłum drony. Coś zapikało trzy razy i błysnęło błękitem w towarzystwie głuchej eksplozji. Jednak żadnemu z przypadkowych ludzi nic się nie stało. Jedynie roboty nagle jakby przywarły stopami do podłogi, nie mogąc się ruszyć, a ich ręce szarpały się spazmatycznie.
  - Hah! Tym razem trafiłem! - Leviathan uśmiechnął się tryumfalnie i rzucił w najbliższego zabranym zza baru nożem.
  Trafił go w głowę, nieco poniżej oka, ale na tyle celnie, by ostrze wbiło się w szparę między wizjerem a metalową płytą twarzy. W tym samym czasie cyborg błyskawicznie znalazł się obok drugiego, ścinając go ukosem z góry w bark, aż katana przerwała główne łączenie na miejscu kręgosłupa. Trzeciemu ściął nogę i wbił broń w plecy gdy się pochylił, dla pewności jeszcze rozcinając robota w stronę łba.
  Z piętra docierały głuche odgłosy uderzeń, co jakiś czas strzały. Nie był jednak pewien, czy padały z pistoletów ludzkich gliniarzy, czy Fery. Ruszył w stronę schodów, zostawiając pozostałe drony pod pewną opieką Sylvaina. Na górę wspinał się akurat jeden z nich, ruszając najwyraźniej na pomoc towarzyszom, ale zauważając Daniela odwrócił się w jego stronę ponownie wygłaszając wgrane komendy. Mężczyzna jedynie chwycił go za czoło i wyrzucił za balustradę schodów. Pokonał ostatnie kilka stopni...a to co zobaczył na górze zamieniło go w słup soli.
  Ramię niedawno podrywającej jego szefową kobiety było wydłużone przez podejrzanie wyglądającą, ciemnoczerwoną substancję. Ta z nieludzką satysfakcją chwytała oślizgłymi palcami kolejnych funkcjonariuszy, miotając nimi po lokalu. Obok skakała szczerze uradowana Fera, strzelając do latających celów.
  - To ma być wyzwanie?! - rzuciła najwyraźniej do Virus. - Szybciej trochę!
  - Jak tylko sobie życzysz! - niemal zapiała radośnie brunetka, chwytając jedynego ostałego robota i ciskając nim przez barierkę. Strzyga z przyspieszoną reakcją trafiła go w korpus. Skrzywiła się niezadowolona.
  - Eh, mogło być lepiej - rzuciła. - Dawaj następnych!
  Jednak homoś jedynie wzruszył ramionami, nie mając już pod ręką żadnych żywych czy poprawnie działających policjantów. Strzyga fuknęła z frustracją. Wtedy w końcu dostrzegła zszokowanego Daniela.
  - BIERZEMY JĄ! - zadeklarowała pewnie, na co Virus (już z normalną ręką) przylgnęła do niej z tryumfalnym uśmiechem.
  Tia, pomyślał Giguere. Zdecydowanie się ze sobą dobrały.
  - Leviathan też idzie? - zapytała liderka gangu.
  - Wychodzi na to, że tak - wydusił w końcu Dan. Po chwili wskazał ręką z niedowierzaniem na leżących policjantów. - Co to do cholery było?!
  - Nie wiem, ale było ZA-JE-BIS-TE - Fera z radości cmoknęła dziewczynę w czoło.
  - Ej, a niżej? - poprosiła brunetka tonem przedszkolaka.
  - Może później - odparła różowa z tym samym niepokojącym uśmiechem co wcześniej. - Na razie stawiam wszystkim kolejkę w... - urwała nagle, gwałtownie gasząc przy tym zadowolony wyraz twarzy.
  Wszyscy wsłuchali się w ciszę. Klub zupełnie opustoszał, nawet muzyka w którymś momencie podczas zamieszania przestała grać, nikt nie zauważył kiedy. Jednak nie było zupełnie cicho. Po minucie do reszty awanturników również dotarło rytmiczne pikanie. Przy oderwanym łbie jednego z robotów błyskała dioda.
  - Puta madre! - zaklęła Strzyga i ruszyła biegiem do schodów równo z resztą.
  - Język - przypomniał jej cyborg.
  - Cierra la boca!
  Zbiegli na dół. Przy drzwiach wyjściowych już czekał mało przejęty sytuacją Sylvain. Opierał się o ścianę, bawiąc się czymś w rękach.
  - Chyba wzywają wsparcie - rzucił znudzenie.
  - No co ty nie powiesz?! - Fera mijając go pociągnęła mężczyznę za sobą za kołnierz. Nawet jeśli oficjalnie nie potwierdzał jeszcze swojej przynależności do Szczurów, ona chyba zrobiła to za niego.

I jak tam? Czas odwiedzić kryjówkę w Elizjum :P

sobota, 14 stycznia 2017

In the land of gods and monsters I was an angel, living in the garden of evil.

The Art Project: Collage by Saidge42

Imię: Carmilla, a właściwie Mircalla Countess, choć minęło już sporo czasu, od kiedy ostatni raz użyła prawdziwego imienia. Jednym z warunków jej egzystencji jest posługiwanie się różnymi mianami. Całe szczęście, może zmieniać je co kilkadziesiąt lat, nie narażając się na żadne komplikacje ze strony otoczenia (ludzie przecież w końcu kiedyś umrą, pomimo swojego błędnego przekonania o wiecznej egzystencji poprzez wspomnienia, lub życiu po śmierci), a jeśli kiedykolwiek natkniesz się w starszych podaniach na imiona Mirallca, Millarca, albo już przeze mnie wspomniane Mircalla, nie wierz w datę, ani miejsce śmierci zapisaną tuż przy nazwisku. Jakby nikt nigdy nie słyszał o anagramach…
Nazwisko: Karnstein
Pseudonim: Nie ma nic przeciwko zdrobnieniu Carm, z którego ludzie częściej korzystają niż z niepoprawnego (ich zdaniem) imienia Carmilla, notorycznie przez nich przekręcanego na Camillę (czego akurat dziewczyna szczerze nie znosi). Poza tym zyskała przydomek Persefona, z którego jest niezwykle zadowolona. Bądź co bądź, odrobina ironii w miastach, które swoje nazwy zapożyczyły od mitycznych krain szczęścia zawsze jest mile widziana.
Płeć: Kobieta. Co poniektórzy ryzykują użycie określenia samica, choć mimo licznych przesądów, ze wszystkich znanych gatunków (albo takich, których istnienia nie uważa się za mit, lub bajkę, opowiadaną przez rodziców, którzy skutecznie próbują zniechęcić dzieciaki do nocnych spacerów po mieście), najbliżej jej do człowieka.
Wiek: Cóż, to za maniery! Dam nie pyta się o wiek! Nie żeby Carmilla kiedykolwiek uważała się za damę, choć korzysta z owego przywileju za każdym razem, gdy tylko jest jej on na rękę. Wygląda na nie więcej, niż dwudziestokilkuletnią kobietę, aczkolwiek po następnych punktach trudno się nie domyślić, iż ma na koncie znacznie więcej wiosen. Mimo wszystko, nigdy nikomu nie podała ile tak naprawdę ma lat, co pozostanie zagadką nawet dla pozostałych Szczurów.
Rasa: Wampir… co chyba tłumaczy poruszaną wcześniej kwestię wieku.
Narodowość: Austria, a konkretniej Styria.
Obywatelstwo: Papiery wskazują na Elizjum, choć w każdym z czterech miast przebywała nader często, by miejsce pobytu przestało mieć dla niej większe znaczenie.
Rodzina: Może gdzieś jeszcze kręcą się nowe pokolenia, o których istnieniu nie słyszała. I vice versa. Pewne jest to, że rodzina, z którą miała wspólne przynajmniej więzy krwi, opuściła ten świat bardzo dawno temu.
Miłość: Nigdy nie zastanawiała się ani nad swoją definicją miłości, ani nad swoimi preferencjami, wymaganiami, czy orientacją, choć niewątpliwie na każde z nich miała naprawdę sporo czasu. W ogóle nie przejmuje się etykietami i uważa, że nikogo nie powinno obchodzić kto z kim (ani z jakiego powodu) sypia.
Aparycja: "Mamo, mamo, widziałem tam kogoś! O tam, widzisz, zaraz za rogiem! Piękna, nieznajoma pani, wyglądała, jak lalka. Tak, stała tuż pod latarnią, w tym samym miejscu, w którym unosi się ta dziwna, czarna mgła... nie prawda! Może już sobie poszła. Przecież machała do mnie, nie mogło mi się przewidzieć. Miała taki śliczny uśmiech... czemu mi nie wierzysz? Mamo, mówię prawdę! Wiesz co, wydaje mi się, że mogła być elfem. Takim samym, jaki jest na okładce książki, którą dostałem od Danny'ego. Miała szpiczaste uszy i była naprawdę wysoka. Szkoda mi jej trochę. Wiesz, mamo, że miała ranę na twarzy? Ale spokojnie, krew ociekała jej tylko z ust, więc pewnie już się goiła... nie mów do mnie, jak do dziecka! Nie jestem już małym chłopcem i dobrze wiem, co widziałem! A poza tym... hm? Co? A tak, chodzi o tą starą książkę. Nie, nie pamiętam autora, Danny nie mówił, gdzie ją kupił. Tak, to ten bestiariusz... mamo, co się stało? Ałłł, nie ciągnij mnie tak za rękę, to boli! Mamo, czemu biegniesz!? Przed kim uciekamy? Ale przecież sama mówiłaś, że one nie istnieją! Mamooo...!" Nie był to może dokładny opis, ale przytoczone słowa z grubsza zwróciły uwagę na najważniejsze cechy Carmilli. To dość wysoka kobieta, o smukłej, atletycznej sylwetce. Właściwie to "smukłej" nie jest odpowiednim słowem- wygląda, jakby głodziła się od miesięcy, a ponieważ nikt nigdy nie widział, aby cokolwiek jadła, każdy szuka usprawiedliwienia jej dziwnej diety w jadłowstręcie, nazywając dziewczynę anorektyczną (co, oczywiście, jest sprzeczne z prawdą). Charakterystyczną cechą Persefony są jej oczy, a właściwie oko- lewe, czarne, jak węgiel, otoczone ogromną, okrągłą blizną, której nawet czas nie potrafi się pozbyć. Kobieta ma długie, sięgające za pas i częściowo wygolone włosy, których ciemne i blond pasemka przeplatają się ze sobą. Skóra jej pleców pokryta jest licznymi tatuażami, które po wielu wizytach w salonie, zaczęły przypominać jeden, chaotyczny wzór. Wspomnę tu przy okazji, że śmiertelna bladość przypisywana upiorom to tylko melodramatyczne zmyślenie. Zarówno w grobie, jak i wśród ludzi, wampiry posiadają wszelkie pozory zdrowia i życia, choć ich puls jest bez wątpienia zdecydowanie wolniejszy i słabszy, niż u przeciętnego człowieka. Nie da się ukryć, że Carmilla posiada ciekawą (niestety, przez bliznę, szpecącą połowę twarzy- może dość nieoczywistą) urodę, choć trudno powiedzieć, czy to przez wampiryzm jednocześnie odpycha i przyciąga nią innych.
Charakter: Carmilla jest doskonałym przykładem tego, jak złe jest ocenianie książki po okładce. Albo, w jej wypadku, po długich i ostrych, niczym szpilki kłach. Kobieta żyje jednak na tym świecie zbyt długo, by przejmować się opinią innych, zwłaszcza nieznajomych, nie wspominając już o tym, że branie cudzego zdania pod uwagę (oczywiście, jeśli było sprzeczne z jej poglądami) nigdy nie należało do jej nawyków. Nie próbuję przez to powiedzieć, że Carm jest zapatrzoną w siebie egoistką, choć według ludzkich stereotypów każdy wampir to narcystyczny krwiopijca, nadający się jedynie do przebicia kołkiem. 
  Myślę, że nazwanie Persefony istną oazą spokoju byłoby niezwykle trafnym określeniem. Kobieta bardzo rzadko się denerwuje, bardzo trudno wytrącić ją z równowagi, a doprowadzenie jej do wściekłości jest czynem, który bez wątpienia zasługuje na medal (z trumną w zestawie. Bądź co bądź, Carmilla może i w wielu wypadkach zaprzecza naturze swej rasy, jednak mimo wszystko pozostaje wampirem, a zdenerwowany potwór to zdecydowanie mniej sympatyczny potwór, nie zależnie od tego, jak łagodnie zachowywałby się na co dzień). Sprawia wrażenie opanowanej osoby, która zawsze ma wszystko pod kontrolom. W istocie, nawet jeśli przypadkiem pominie kilka szczegółów, lub zdarzy jej się o czymś zapomnieć, w dalszym ciągu będzie skutecznie udawać najbardziej doinformowaną osobę w pomieszczeniu. Co za tym idzie, jest świetną aktorką, choć w jej przypadku wykorzystywanie umiejętnej manipulacji zazwyczaj ogranicza się do łatwego zdobywania zaufania. Być może ma to coś wspólnego z drapieżną naturą wampirów, które, niczym wilki w owczej skórze, wyglądem i manierami przyciągały do siebie niczego nieświadomych ludzi, manipulując nimi i przekonując o swej niewinności, nim ofiara spostrzegła w jak niebezpieczną pułapkę tak naprawdę się wpakowała. Carmilla używa jednak swojego daru do zdecydowanie mniej krwawych zadań. Zdążyła zasłynąć z tego, że potrafi zdobyć każdą informację o kimkolwiek zechce i być może to właśnie zmuszanie ludzi do mówienia, bez jakiejkolwiek potrzeby używania siły sprawiło, że jest tak kompetentną researcherką. Kobieta jest szalenie ambitna i potrafi bezgranicznie poświęcić się obranym celom. Przerażający może być jedynie jej własny kodeks moralny, który przez wielu nazywany jest po prostu brakiem zahamowań, oraz to, iż dziewczyna wydaje się zupełnie nieświadoma swojej ciemniejszej strony. Zachowuje się jak niewiniątko, a trzeba przyznać, że łagodny uśmiech i przyjazne spojrzenie, jakie rzuca każdej napotkanej osobie sprawiają, że ludzie dookoła w przeciągu kilku sekund zapominają z kim mają do czynienia, zaś w przeciągu kilku minut, Carmilla już zostaje ich zaufaną przyjaciółką. Myślę jednak, że pomimo jej talentu aktorskiego, nie należy uważać jej zachowań za przebiegłą grę. To naprawdę życzliwa osóbka, a jedynie jej pochodzenie sprawia, że ludzie zaczynają patrzeć na wszystkie jej ruchy, jak na podstępne zagrywki manipulatora. 
  Chyba każdy, kto kiedykolwiek miał z Carm styczność, może potwierdzić, że kobieta jest jak małe, prywatne słońce, bez przerwy emanujące pozytywną energią. Trzeba przyznać, że Persefona wygląda bardzo niepozornie i nie mówię teraz o jej nie-wampirzym usposobieniu. Być może jest to kwestia przeżytych wieków, nocnego trybu życia, albo po prostu mocno ograniczonych godzin snu, które w większości przeznacza na malowanie, ale przy każdym spotkaniu Carmilla sprawia wrażenie bardzo sennej i rozmarzonej. Jakby całe życie spędziła z głową w chmurach, zamknięta we własnym, prywatnym świecie, do którego dostęp uzyskać można jedynie poprzez jej osobliwe malowidła. Nie czyni to z niej jednak osoby aspołecznej. Nic z tych rzeczy! Może z początku nie sprawia takiego wrażenia, ale kobieta wprost uwielbia przebywać w towarzystwie, niezależnie od tego, czy jest to niewielkie grono przyjaciół, czy ogromny kręg zupełnie obcych ludzi (i niezależnie od tego, czy bez przerwy zabiera głos, czy w ciszy przysłuchuje się rozmowie). Poza tym, jak już wcześniej wspomniałam, z dziecinną łatwością zdobywa zaufanie innych, a posiadanie własnego świata, jak i częste odpływanie w jego zakamarki jest nierozłącznym elementem charakteru dziewczyny, do którego niejedni zdążyli się już przyzwyczaić, a nawet patrzeć na to przychylnym okiem, uśmiechając się jedynie pod nosem i chowając wszystkie złośliwe komentarze (które pewnie wykrzyknęliby pod adresem każdej innej osoby) dla siebie. Należy jednak wspomnieć, że mimo codziennych "odpływów", które zyskały już opinię jej życiowej rutyny, podczas malowania sprawia wrażenie zupełnie innej osoby. Zupełnie, jakby za sprawą pierwszych ruchów pędzla, uwalniała się cała energia dziewczyny, a także specyficzny rodzaj żywotności, który nie pozwala jej tworzyć obrazów bez zmuszania jej do nieustannych wędrówek po pokoju. Zdarza jej się nawet warknąć na pechowca, który nieświadomie przeszkodził jej w malowaniu, co z resztą stanowi główny powód, dla którego Carmilla tworzy swoją sztukę w odosobnieniu. Jednak poza tymi wyjątkowymi i rzadko spotykanymi momentami, podczas których zachowuje się, jak aktywny wulkan, to naprawdę spokojna  i nieco dziecinna dziewczyna. Oczywiście, mimo wszystko w dalszym ciągu pozostanie wampirem, co oznacza, że żadne słowa, gesty, ani niewinnie dziecinne zachowanie nie przysłonią całkowicie otaczającej jej aury tajemniczości. 
 Z drugiej strony, jakim cudem ktoś, kto rodził się dwa razy i przeżył tyle epok miałby nie przypominać chodzącej zagadki?
Zarys przeszłości: Nie da się ukryć, że opowiadając całą jej historię, a nawet tworząc zaledwie zarys, musiałabym się naprawdę rozpisać. Bądź co bądź, historia kogoś, kto przeżył kilka wieków nie należy do najkrótszych. Poza tym, mówiąc wam o wszystkim, pozbawiłabym Carmillę aury tajemniczości, której posiadanie zdaje się być obowiązkiem każdego, szanującego się wampira. Mimo wszystko, coś przecież muszę o niej napisać, w końcu po to powstał ten podpunkt.
Urodziła się w 1680 roku, pod imieniem Mircalla Countess, jako córka, pochodząca z jednego z najznakomitszych, szlacheckich rodów Austrii. Żyła pełnią swego zamożnego, uprzywilejowanego życia, do momentu, aż w wieku osiemnastu lat została uprowadzona, a następnie zamordowana podczas jednego z przyjęć. Nikt tak naprawdę nie wie, w jakich okolicznościach rodzą się wampiry, bo chociaż powstało na ten temat wiele teorii i powieści, każdą z nich napisał człowiek, podający za jedyne źródło wiedzy swoją wyobraźnię.  W każdym bądź razie, z młodą hrabianką stało się to, co się stało, a czymkolwiek owe "coś" nie było, sprawiło, że dziewczyna po śmierci zyskała kolejne życie. Owym życiem (jeśli dwoistą, pośmiertną egzystencję martwego ciała można w taki sposób określić) żyje po dziś dzień. I chociaż świat dookoła zdążył się nie raz zmienić, Persefonie za każdym razem udaje się do niego przystosować, nawet, jeśli ona sama, od chwili swej śmierci, nie zmieniła się ani odrobinę.
Oficjalnie: Poza ciężką i niezwykle wyczerpującą pracą lokalnego krwiopijcy? Jest malarką, która (choć zazwyczaj na jej obrazach dominuje surrealizm, lub akty, dla których dość ciężko znaleźć odpowiednią nazwę) uważa się za osobę niepodlegającej konkretnej dziedzinie malarstwa. Jak sama mówi "Mogę malować co tylko zechcę" i na tym poprzestańmy.
Rola w gangu: Nazywa siebie osobą od wywiadu środowiskowego, co z grubsza oznacza zbieranie informacji na temat kogokolwiek. Uwierzcie, lub nie, ale Carm potrafi znaleźć gorszą stronę, a co za tym idzie, brudne sekrety nawet (zdawałoby się) najnudniejszej i najczystszej osoby w całym Megalopolis. A zapytana o swoje metody, za każdym razem powołuje się na tajemnicę zawodu i, póki co, niech tak pozostanie.
Umiejętności: Tak naprawdę, poza oczywistymi umiejętnościami, jakie jest w stanie zaoferować wysportowana postawa, nie posiada zbyt wielu nadnaturalnych talentów. Owszem, umie korzystać z broni palnej, białej, a także z farb, oraz pędzli. I chociaż druga umiejętność może faktycznie nie jest bardzo powszechna, to w dzisiejszych czasach, a szczególnie wśród gangów, pierwsza nie jest niczym wyjątkowym. Odstawmy na chwilę wszystkie mity o wampirach. Zapomnijmy o zbyt dużej wrażliwości na słońce, czosnek i święconą wodę, a także możliwości zmieniania się w nietoperza. Aczkolwiek, jeśli kiedyś nocą natkniecie się na dużego, czarnego kota, nie jestem w stanie wam zagwarantować, że był to zwykły czworonóg. 
Przyjaciele: Brak konkretnych, a przynajmniej na razie.
Wrogowie: "A to ktoś taki miałby mieć wrogów?"- Cóż, jest to bardziej prawdopodobne, niż mogłoby się wydawać. Miano jej wrogów bardzo często zyskują osoby, które na różne sposoby dowiadują się o tym, że ktoś niezwykle dokładnie grzebał w ich życiorysie. Całe szczęście, Carmilla wykonuje każdy research anonimowo, dzięki czemu jej "ofiary" nawet nie wiedzą pod czyim adresem ciskać przekleństwa. Całe szczęście...
Autor: Earl Blue

piątek, 13 stycznia 2017

Od Chris c.d. Fery - Tytanic

Homoś uśmiechnął się w duchu (i nie tylko) widząc na kogo padł wybór Leviego, bo jej samej dziewczyna wpadła w oko. Pewnie wstała od baru i ruszyła w stronę tak bardzo rzucającej się dziewczyny i jej towarzysza. Cyborg~! Robot, jak ja je kocham, może go później troszeczkę przerobię? Ale najpierw CYCKI~! Mechaniczny przyjaciel jej przyszłej kochanki odszedł, co było jej nawet na rękę, nie będzie jakiś głupi facet zabierał jej kobiety! Różowo-włosa usiadła przy stoliku pod ścianą, tak by obserwować całe pomieszczenie i nie rzucać się w oczy. Tylko czy to było możliwe? Chris przysiadła się do niej, siadając na przeciwko i podpierając brodę na łokciach. Nieznajoma zamrugała zdziwiona, po czym zmarszczyła brwi mordując ją wzrokiem. Pewnie każdy normalny zrezygnowałby z podrywania kogoś takiego, ale nie Chris, o nie, to ją zbyt kręciło.
 -Czego?- Warknęła widząc, że sam jej wzrok nie działa miała nadzieje że choć słowem przepędzi natręta.
 -Hai gli occhi belli...- Westchnęła głęboko, jeszcze bardziej przysuwając się do wytatuowanej twarzy, co sprawiło że nieznajoma poczuła się chyba nieco nieswojo. -To znaczy, że masz piękne oczy.
 -Fajnie wiedzieć, ale na razie sp*erdalaj.- Warknęła przerywając kontakt wzrokowy. Virus jednak nie miała najmniejszego zamiaru odpuścić. Chwyciła dłoń dziewczyny którą trzymała na stole.
 -Masz bardzo szybki puls, czy coś nie tak?- Posłała jej uwodzicielski uśmiech. Różowa syknęła wściekle wyrywając rękę i wstając z miejsca. Christina podskoczyła i nim jej cel zdążył zrobić choć krok, ta oplotła jej brzuch ramionami i przytuliła się do jej pleców.
 -Czego nie rozumiesz cholerny pojebie? Spierdalaj, albo...- Wytatuowana sięgała już po pistolet, ale nienaturalnie silna dłoń napastniczki zatrzymała ją.
 -Jesteś słodka gdy tak się denerwujesz...- Wyszeptała jej do ucha, niemal je liżąc. -I wiem kim jesteś Szczurku, nie musisz mnie straszyć. Ale przyznam, że ogromnie chciałabym poznać cię bliżej...- Mruknęła chrypliwie, a jej ton zmienił się, z uwodzicielskiego i nieco słodkiego jakiego do tych czas używała w rozmowie z dziewczyną, a trochę bardziej przerażający. Chris przytuliła ją jeszcze mocniej i cmoknęła w policzek.
 -No zak*rwię teraz!- Zawyła wyrywając się i przykładając lufę między oczy szatynki, ta jednak nie przejęła się śmiertelnym zagrożeniem i dalej parła na przód, wprost na swoją ofiarę.
 -A więc to lubisz najbardziej w łóżku? Zabawę w BDSM?- Wyszczerzyła się od ucha do ucha.
 -Kim ty do diabla, jesteś?
 -Och, wybacz moje maniery piękna. Zwą mnie Virus, ale w nocy możesz krzyczeć Chris.- Kończąc zdanie rozpoczęte przesadnym ukłonem niemal rzuciła się do ust różowo-włosej, jednak ku jej niezadowoleniu została powstrzymana na centymetr przed swoim celem.
 -Ja jestem, Fera i jeśli wiesz co to znaczy
 -Ale oczywiście że wiem moja dzika różyczko.- Christina wykonała piruet z promienistym uśmiechem.
 -Raczej chodziło mi o konsekwencje jakie będziesz mogła ponieść za zadzieranie ze mną
 -Zadzieranie?- Virus zatrzymała się w pół obrotu i nagle przyjęła postawę dziecka któremu zabrano lizaka. -Ale... ja nie chce z tobą zadzierać, ja chce się tylko zaprzyjaźnić.- Mówiąc to niemal łkała co mocno kontrastowało z jej głosem palacza. Nagła zmiana zachowania zaciekawiła Ferę bo przysunęła się o krok, na co Chris tylko czekała.
 -Najlepiej przyjaźnią tak bliską że nawet ubrania będą nam przeszkadzać.- Wyszczerzyła się nagle rzucając na szyję szczurzycy, zupełnie zmieniając wyraz twarzy.
 -Ty cholerny...- Warknęła Fera na wiszącą na niej dziewczynę która bez skrupułów tuliła policzek do jej biustu, mrucząc przy tym z zadowoleniem. -Wywlekę cię na lewą stronę...- Warknęła przyjmując wyraz twarzy tak groźny że stojący tłum rozstąpił się.
 -Mówiłam już że jesteś słodka jak się denerwujesz?- Chris uszczypnęła policzek Fery która wyglądała jakby miała zaraz wybuchnąć.
 -Jeśli zaraz mnie nie puścisz odstrzelę Ci łeb amigo...- Spróbowała jeszcze raz zastraszyć szatynkę, ale bezskutecznie.
 -O zobacz! Nasi przyjaciele też się zakolegowali. Może też będą parą homosiów ja my?- Zmieniła nagle temat pokazując palcem na siedzącego przy barze cyborga i Sylviana. Różowo-włosa minęła ją i ruszyła w ich kierunku. Ledwie Virus została za jej plecami, poczuła na pośladkach zaciskającą się dłoń natręta. Liderka szczurów błyskawicznie chwyciła za pistolet i wycelowała w miejsce gdzie powinna być Chris... no właśnie "powinna", bo jej nie było. Zdezorientowana Fera rozejrzała się w tłumie ale nigdzie nie było śladu dziwnej włoszki.
 -Masz temperament Różyczko.- Na drodze różowej pojawiła się wyszczerzona morda pijaczyny. -Och, przecież wiesz że się droczę. Tak uroczo się złościsz...- Pochyliła się prezentując obfity biust, następnie potarła swoim nosem o nos wytatuowanej.
 -Nie odczepisz się?- Westchnęła z rezygnacją, a w odpowiedzi uzyskała tylko szeroki uśmiech. -W takim razie chodź.- Zmieniła nagle nastawienie. Propozycja bardzo spodobała się Christinie, która aż podskoczyła by stanąć obok swojego celu i przywarć do jej ramienia. I razem ta ruszyły w stronę swoich męskich towarzyszy. Bardzo nie spodobało, jej się że Leviathan przystawiał się do JEJ kobiety i w złości postanowiła zepsuć mu zabawę w francuzika.
 - Hej! To bez sensu! Ze mną rozmawiał normalnie...- Perfekcyjnie udała idiotkę, co zepsuło zabawę chłopakowi i postawiło go jako nieprzyjaciela przed cyborgiem.
 - Co?! Chcesz mi powiedzieć, że bez problemu mogliśmy sobie darować tą szopkę z francuskim?
 - Jak najbardziej. Ale gdzie w tym byłaby zabawa? Masz genialny kanadyjski akcent! – klasnął w dłonie szczerze uradowany, a potem jak gdyby nigdy nic zwrócił się do brązowowłosej. – I jak Wirusku? Udało ci się podołać wyzwaniu?
 -Owszem, Różyczka jak widzisz bardzo mnie polubiła.- Mówiąc to przytuliła się jeszcze mocniej do dziewczyny, wywołując na jej twarzy ledwie widzialny wkurzony wyraz twarzy. A na hasło "Różyczka" cyborg parsknął śmiechem, za co został zgromiony spojrzeniem szczurzycy.
 -Ach więc Różyczka tak? No niech ci będzie Zarazo.- Uśmiechnął się zwracając do szatynki, jednak jego wzrok był utkwiony w Ferze.
 -Tak więc już mi jej nie podrywaj, jak chcesz zajmij się swoim cyborgiem. Mogę ci go nawet przerobić jak chcesz. Jaki preferujesz rozmiar miseczki?
 -Słucham?- Zaciekawił, albo ruszczej zdziwił się Daniel. Tę miłą pogawędkę przerwało nagłe wtargnięcie policyjnych dornów w towarzystwie kilku funkcjonariuszy.
 -To chyba po ciebie Levi.- Chris wyszczerzyła się złowieszczo do mężczyzny, ten domyślając się co ona kombinuje spróbował zatkać jej usta ale nie zdążył. -Panie władzo~!- Wspięła się na palce i zaczęła machać. -PANIE WŁADZ...- Sylvian tym razem zdołał zatkać jej usta, ale cóż... policjanci już zwrócili na nich uwagę. Muzyka nagle ucichła a ludzie odsunęli się pod ściany.
 -Stać!- Odezwał się mechaniczny głos drona.
 -Podać swoje dane.- Virus sparodiowała głos robota co wyjątkowo jej się udawało z tym zachrypniętym głosem.
 -Podać swoje dane.- Powtórzył a gdy nie uzyskał odpowiedzi zrobił zdjęcie całej czwórki.
 -Szukam w bazie danych
 -Szukam w bazie danych.- Virus ponownie udało się przewidzieć słowa drona.
 -Jesteście zatrzymani!- Jeden z policjantów wyszedł przed robota celując do nich. Wszyscy czterej popatrzyli po sobie porozumiewawczo. Każde dyskretnie zaczęło sięgać po broń. Zanim jednak cokolwiek zrobili tuż przed policjanta wybiegła spanikowana Chris.
 -Policja! Błagam pomóżcie...- Zawyła kładąc się na policjancie. A pozostała trójka zdziwiona zamarła. Chris zanosząc się głośnym szlochem zaczęła pokładać się na policjancie.
 -Co pani robi? O co chodzi?- Funkcjonariusz postarał się ją odsunąć, a w międzyczasie podeszła do nich reszta policji.
 -Potrzebuje pomocy...- Zanów zawyła. -Co zrobić jak prawiczek ma już trzydzieści lat?- Zmieniła nagle ton, prostując się i uśmiechając.
 -Co?- Zdziwił się, a dziewczyna nagle uderzyła go prawym sierpowym pozbawiając przytomności.
 -Gramy!- Krzyknęła a z głośników popłynęła muzyka z tytanica. Od wejścia do baru Virus przejęła tutejszą elektronikę zaraz po przekroczeniu progu klubu. -To dla ciebie księżniczko.- Puściła oczko do Fery i zaczęła tańczyć walca z wyimaginowaną partnerką, unikając przy tym pocisków z policyjnych pistoletów. Reszty grupy nie trzeba było zachęcać do zabawy sami chwycili za broń i ruszyli do ataku w akompaniamencie "My heart will go on" oraz krzyków wybiegających gości klubu.

<Kto chętny opisać walkę? I jakby co ja wcale z tobą nie skończyłam Fera ;) >

Teorie i zasady nie są ani prawdziwe, ani fałszywe. Są jedynie mniej lub bardziej przydatne.

Oskar Woinski
Imię: Kasumi. Nie przeszkadza jej zdrabnianie do Kas, o ile nie robisz tego złośliwie.
Nazwisko: Zila, po matce - przestała używać ojcowskiego, by zmylić posyłanych za nią szpiegów. Nie brzmi zbyt azjatycko i nic dziwnego: jej matka była połowicznie austriaczką, co by wyjaśniało drobne ślady zachodnich genów w jej wyglądzie.
Pseudonim: W klanie została ochrzczona imieniem Fuchicho. To chyba jedyna pamiątka po rodzinie, która jej się podoba. Korzysta zarówno z japońskiego oryginału, jak i tłumaczonego przezwiska - Feniks. Często szukając jakiegoś fałszywego imienia przedstawia się jako Cho.
Płeć: Kobieta
Wiek: 29 lat
Rasa: Od dziecka jej wmawiano, że jest którymś tam wcieleniem Amaterasu, bogini słońca i światła. Całe to teologicznie pieprzenie nigdy nie miało dla niej sensu, a wstręt do niego nabrała jeszcze większy gdy poznała zachodnie określenie na takich jak ona: mutant.
Narodowość: Japonia
Obywatelstwo: Shangri-La
Rodzina: Wedle tradycji jej rodziną był cały klan Orochi, ale sama Kas wzdryga się na myśl, że mogłaby być spokrewniona z niektórymi jego członkami. Za swoją prawdziwą rodzinę uznaje zmarłą dziesięć lat wstecz matkę, Kamiko. No i jest jeszcze ojciec, przez którego kobieta czuła się traktowana bardziej przedmiotowo niż jako córkę.
Miłość: W klanie byłaby już uznawana za ,,starą pannę". Co mogła z tym niby zrobić? Większość adoratorów albo sama spławiła (słowem czy czynem), a reszta po prostu nie chciała się ożenić z mądrzejszą od siebie kobietą. Pozostaje jej szukać szczęścia u mężczyzn z innych kręgów kulturowych, chociaż dalej wątpi czy męska duma byłaby w stanie znieść jej charakter. A co do kobiet...wszystko się okaże.
Aparycja: Kasumi ze swoimi 170 centymetrami wzrostu była w rodzinie uznawana za zbyt wysoką jak na kobietę (kolejna ujma przy próbach wydania córki za mąż). Figurę ma bardziej ,,zachodnią", a przynajmniej porównując do innych japonek z jej otoczenia. Chcąc przypodobać się ojcu - wielce zawiedzionemu z braku syna - spędzała sporo czasu ćwicząc, by móc dorównać męskim członkom yakuzy, co dało jej sylwetkę lekkoatletki z długimi nogami i typowo kobieco wyrzeźbionym brzuchem. Wszystko na jej twarzy wydaje się być zaznaczone subtelnie, jakby ręką artysty, od ust po brązowe oczy w kształcie migdałów. Kasumi, mimo chłopskiego wychowania, lubi czuć się atrakcyjna. Korzysta z delikatnego makijażu dla podkreślenia urody. Długie włosy przez mutację zaczęły gdzieniegdzie przedwcześnie siwieć - na tle niemal czarnych pasm stopniowo ciemniejące rzadkie pasemka wydają się wręcz białe. Zawsze spina je w niechlujny kucyk, z którego prędzej czy później ucieka grzywka. Mutacja z jakiegoś powodu narzuca Feniksowi noszenie konkretnego typu odzieży. Z nieznanego powodu jej moce gorzej działają gdy ma na sobie grubsze ubrania, a nawet i bez tego kobieta czułaby się strasznie ograniczona w zwykłym stroju. Dlatego zwykle nie nosi podkoszulka, zarzucając luźną kurtkę na szeroki sportowy stanik. Rzadko ją zapina i mało się tym przejmuje. Ze spodni preferuje dresy, najlepiej kończące się nieco poniżej kolana i buty do biegania. Dłonie osłania rękawiczkami bez palców - nie ma gorszego wroga niż własna, obtarta skóra. Na prawej ręce, jeśli zadanie tego wymaga, nosi zawinięty na przegubie czarny łańcuch (lepiej, byś nie musiał się przekonywać na własnej skórze po co).
Charakter: Kas dba przede wszystkim o własną niezależność. Nienawidzi zasad i brzydzi się surowymi tradycjami. Owszem, wykona rozkaz wyżej postawionej osoby, ale tylko pod warunkiem, że ma wolne pole do popisu. O efekt nie trzeba się martwić - kobieta, chociaż nie trzyma się schematów, zawsze dopilnowuje czy wszystko idzie po jej myśli i natychmiastowo koryguje błędy. Gorzej, gdy są to błędy cudze. Kasumi nie lubi pracować w grupie, jeśli jest to jednoznaczne z wleczeniem za sobą kogoś innego, mającego dokładnie to samo zadanie co ty. Powiedzmy, że ma pewne problemy z zaufaniem. Ba, ogółem wiary w ludzkość zostało jej tyle, że przechodząc przez jednokierunkową patrzy w obie strony. Gardzi zbędnym towarzystwem, zwłaszcza jeśli cudza obecność nie ma czegoś konkretnego na celu. Jeszcze gorzej gdy próbujesz z nią gadać o niczym. Jedynym sposobem na zatrzymanie jej na rozmowę jest znalezienie dobrego tematu. A Feniks jako wyjątkowo inteligentna kobieta ma czasem zbyt wysokie standardy co do innych. Często musi sobie przypominać, że nie wszyscy są na tym samym poziomie intelektualnym. Stąd jej pogłębiające się z każdym rokiem życia przekonanie, że świat zamieszkują sami debile. W towarzystwie osoby o równie skomplikowanym umyśle czuje się jak dziecko, które po raz pierwszy w życiu znalazło czterolistną koniczynę. Wśród Szczurów zawarła już kilka nietypowych i dosyć zaskakujących znajomości. Ludzie znający Kas sprzed jej ucieczki od rodziny raczej w życiu nie podejrzewaliby, że mogłaby zaprzyjaźnić się z bandą mutantów, wariatów, hakerów i złodziei, na pierwszy rzut oka wyglądających na dokładny opis człowieka, którym Feniks otwarcie gardzi. Prawda jest taka, że wbrew dawanemu wrażeniu Zila nie spisuje kogoś na straty z samego początku. Może być wredna i sceptyczna, ale potrafi dostrzec geniusz pod płaszczem szaleństwa. Nie da się jednak ukryć, że ma spore problemy z nawiązywaniem trwałych znajomości. Za wielką wagę kładzie na budzenie w innych szacunku niż sympatii. Koniec końców większość ludzi uznaje ją po prostu za na równi błyskotliwą kobietę co arogancką i pyskatą babę. Ciężko nie przyznać im racji: pod tym względem Kasumi bywa po prostu nieznośna. Jeśli nie jesteś dla niej nikim ważnym to raczej nie będzie zwracać na ciebie większej uwagi, nie wspominając o słuchaniu jakichkolwiek próśb. Sama nigdy nie prosi o pomoc. Woli samodzielnie zajmować się swoimi problemami, jakiekolwiek by one nie były. Oczywiście jeśli już jest ktoś mogący uznać, że ją zna, to będzie doskonale wiedział, że nie powinien czekać na pozwolenie by pomóc Kas. O ile Fuchicho ma w zwyczaju rzucać dość chamskimi tekstami, to jednak równocześnie cały czas stosuje się do wpajanych jej od dziecka zasad szacunku dla drugiego człowieka. Gdy mówi do kogoś po imieniu, prawie zawsze dodaje do niego odpowiedni przyrostek (-kun do młodszych przyjaciół, -chan przeważnie do kobiet, a najczęściej po prostu -san) w zależności od tego w jakich jest z tą osobą relacjach. Jest bardzo ambitną osobą. Cały czas powtarza sobie, że nic nie wychodzi jej idealnie i powinna się poprawić, uparcie dążąc do perfekcji, której po prostu nie da się osiągnąć. Co najciekawsze, Feniks doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Wie też, że dzięki temu daje sobie jakiś cel. Może i nieosiągalny, ale istniejący.
Song theme: Reckless - Jaxson Gamble
Zarys przeszłości: Życie według ściśle przylegającej do rodziny tradycji jest ciężkie. Zwłaszcza jeśli jesteś pierworodnym dzieckiem, które nie jest płci męskiej. Kobiety w yakuzach zawsze mają przesrane jeśli chodzi o szacunek, a jeszcze gorzej te, które powinny być w założeniu mężczyznami. Kasumi wypominano to długi czas, jakby jej płeć była tylko i wyłącznie jej winą, a nie chromosomów. Wielki Mistrz Orochi czuł się zhańbiony tym, że miałby przekazać cały klan pod władzę kobiety i zawsze traktował córkę tak, jakby jej nie było. Niestety nie mógł mieć syna - jego żona, Kamiko, miała problemy już podczas jednej ciąży. Stanowczo też odmawiała zastąpienia jednego dziecka drugim przez stereotypy. Kochała Kasumi tak jak rodzic powinien, powtarzając jej by nigdy nie przejmowała się zdaniem zadufanych w sobie facetów. Od samego początku uczyła dziewczynkę sztuki perswazji, udowadniając, że za każdym potężnym mężczyzną stoi równie potężna kobieta, która na dodatek ma wpływ na każdą jego decyzję. Ale Kas to nie wystarczało. Chciała za wszelką cenę pokazać ojcu, że nie jest do niczego. Ćwiczyła tak, jakby faktycznie była następcą tytułu Wielkiego Mistrza, często wplątując się na męskie treningi. Wmawiała sobie, że chodzi jej tylko o namacalny dowód słów Kamiko, ale gdy patrzy na to teraz z perspektywy czasu zdaje sobie sprawę czego tak naprawdę chciała: akceptacji i odrobiny uwagi.
  Cóż, dostała to. Nie w ten sposób jaki chciała, ale koniec końców się jej udało. A wystarczyło tylko podejść pewnego wieczoru do jedzących kolację rodziców i narysować w powietrzu świetliste wzorki.
  Dziewczyna miała 14 lat gdy to wszystko się zaczęło. Ojciec jakby nagle przypomniał sobie, że ma potencjalnego dziedzica i robił wszystko, by córka mimo seksistowskich stereotypów cieszyła się jak największym szacunkiem. Niepotrzebnie jednak zaczął tą całą szopkę z religią shinto. Wmówił całemu klanowi, że Kasumi jest wcieleniem Amaterasu, bogini-słońce. Kamiko krzywiła się niemal z odrazą na  podobne bzdury, pilnując, by Kas w to nie uwierzyła. Ale nawet mimo faktu, że dziewczyna miała wszelkie teorie w głębokim poważaniu, dawała się wciągać w gierki ojca. Udało mu się rozwinąć jej umiejętności z ładnych wzorków do zabójczej broni. Była traktowana niemal jak księżniczka...do której wszyscy odnosili się z szacunkiem wywołanym niemal strachem. Jakimś cudem tego nie widziała. Oprzytomniała dopiero, gdy jej matka zmarła w wyniku choroby. Zdała sobie sprawę na czym zbudowana była ta cała ,,cześć" wokół niej i uświadomiła sobie nagle, że wcale nie tego chciała. Miała wokół siebie za dużo kontroli, zbyt wiele oczekiwań. Zdała sobie też sprawę z jednej, istotnej rzeczy: skoro według połowy klanu była niemal boską istotą, czemu słuchała się ojca?
  Jej decyzja była wyjątkowo spontaniczna. A oficjalne zrzeczenie się przynależności do yakuzy - wyjątkowo huczne. Od tamtej pory po Kasumi Orochi wszelki słuch zaginął, chociaż wysyłano za nią coraz to bardziej upartych szpiegów i detektywów. Jedynym co świadczyło o obecności dziewczyny w mieście były białe, błyszczące w mroku neonowe wzory, często towarzyszące zwłokom mniej lub bardziej wpływowego członka klanu Orochi.
Oficjalnie: Pod nazwiskiem Orochi jest poszukiwana listem gończym za działalność w yakuzie oraz ścigana przez ludzi swojego ojca za przeszkadzanie klanowi w działalności. Kasumi Zila za to jest po prostu bezrobotnym włóczęgą plątającym się po miastach, od czasu do czasu zostawiając za sobą neonowy street art.
Rola w gangu: Świetnie sprawdza się jako infiltrator. Przenikanie do wewnątrz nawet najlepiej strzeżonych placówek nie stanowi dla niej problemu. Jest też dobrym szpiegiem, nawet bez korzystania z mocy. Czasem może się też przydać jeśli trzeba wyeliminować kogoś konkretnego tak, by wiedziało o tym całe miasto.
Umiejętności: Ślady działalności Kasumi kładą się po miastach...neonowym światłem. Naprawdę. Mutacja Fuchicho umożliwia jej tkanie neonowych linii. Kobieta potrafi wykorzystywać swoją umiejętność na przeróżne sposoby. Umie tworzyć krótkotrwałe wzory z białego światła w powietrzu, lub trwałe ozdoby na ścianach. Często się w ten sposób ,,podpisuje", malując palcami symbol feniksa w różnych miejscach w mieście. Jej zdolność potrafi być także zabójcza - światło przy odpowiednim skupieniu staje się laserem. Kas często łączy to ze łańcuchem owiniętym wokół przegubu, tworząc szybko uderzającą broń zdolną rozciąć metal. Jednak największym plusem mutacji jest zdolność przemienienia całego ciała w ,,płynne" światło. Kobieta staje się po prostu neonową smugą, mogącą wspinać się po każdej ścianie, poruszając się przy tym z niebywałą prędkością i zostawiając błyszczącą mgiełkę. Pod tą postacią nie ima się jej żadna amunicja, ale na ziemi może przebywać pod nią tylko kilka sekund. Poza łańcuchem nie nosi przy sobie żadnej broni, ale nie oznacza to, że nie potrafi z niczego korzystać. W razie potrzeby po prostu zgarnia najbliżej leżącą,  nieważne, czy to nóż czy pistolet. Najczęściej tłucze jednak własnymi pięściami, w połączeniu z świetlistymi przeskokami między przeciwnikami.
Przyjaciele: Ciężki termin jak na sytuację Kasumi. Musi wyjątkowo uważać komu ufa. Ale jak było wcześniej wspomniane, ma na tej liście kilka osób. W pierwszej kolejności wypadałoby wymienić Sylvaina i Felixa, dzięki którym tu trafiła. Ma też raczej pozytywne relacje z Rashą, graniczące z przyjacielską rywalizacją.
Wrogowie: Połowa yakuzy w Shangri-La dała się przekupić, by ją pojmać i zaprowadzić ojcu. No i jest jeszcze Ichiro. Niby tak naprawdę nie ma powodu, by go nienawidzić, ale nie zamierza też pozwolić, by facet czuł, że jest mu cokolwiek winna.
Autor: Nyan Cat