czwartek, 18 listopada 2021

Chien Duong

I'll be alright. I just need some time to learn how to feel okay with myself again.


Podstawowe informacje

Imię/Imiona: Chien
    O drugim imieniu, jeżeli jakiekolwiek w ogóle ma, a patrząc na pochodzenie powinien mieć, nie wiadomo niczego. Nie ma go w żadnych bazach danych. Poza tym Chien przedstawia się bardziej zachodnio – najpierw podając imię, a później nazwisko. 
Nazwisko: Duong
Znane pseudonimy: Legion
    To bardziej pseudonim operacyjny, który nadano mu za czasów służby w T-20. Chien nie miał na niego żadnego wpływu, ale też nie czuje potrzeby, by się z tym kłócić.
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 25 lat
Aparycja: Lata służby wojskowej zawsze pozostawiają na człowieku jakiś ślad. Legion, twierdząc, że urodził się na froncie, zdaje się pod tym jedynie podpisywać. Nie trzeba być wyjątkowo spostrzegawczym, by zauważyć, że jest mężczyzną w pewien trudny do wytłumaczenia sposób niebezpiecznym. Być może to pewna surowość i czujność, które biją od jego postaci. Być może paskudne spojrzenie, którym uraczy cię, kiedy tylko przekroczysz próg pomieszczenia – paskudność polega w tym wypadku na dziwnym uczuciu bycia na raz ocenianym i ostrzeganym. A może po prostu chodzi o fakt, że Chien jest wysoki, cholernie dobrze zbudowany i doskonale świadomy tego, jak wykorzystywać obie te cechy na raz. 
    Mężczyzna ma śniadą karnację, ponad 180 cm wzrostu i sylwetkę, która jednoznacznie wskazuje na to, że nie oszukiwał podczas lat treningów. Przy czym był to naprawdę przemyślany proces – Duong poza tym, że wygląda strasznie, jest też wręcz  z b y t  szybki i zwinny jak na człowieka swojej postury. Ma też imponującą kolekcję większych i mniejszych blizn pokrywających jego ciało. Nic dziwnego, Legion przez większość swojego życia przebywał albo w centrum jakiegoś konfliktu, albo laboratorium – miał gdzie zdobyć swoje blizny. Najgorsza z nich znajduje się pomiędzy jego łopatkami i jest pamiątką po nadajniku lokalizującym, który mężczyzna wyciął sobie samodzielnie z drobną pomocą bardzo ostrego noża i dwóch lusterek. Wtedy też przez chwilę zastanawiał się nad wycięciem tatuażu. Ostatecznie jednak zdecydował się go zostawić tam, gdzie jest. Dlatego na karku ma dwie linijki tekstu. Prostego, niemalże technicznego i jednolicie czarnego. W górnej linijce napisano T-20, w dolnej – Legion.
    Twarz mężczyzny jest nieco prostokątna, ale poza tym pozbawiona naprawdę ostrych krawędzi. Chien ma delikatną jak na mężczyznę urodę – wciąż męską, ale jednak łagodną. Na pewno nie jest to twarz zbrodniarza wojennego czy osoby, która widziałaby aż tyle śmierci i ludzkich tragedii. Oczy Duonga są na to stanowczo zbyt spokojne i chłodne (skupione?). A przy tym mają niespotykany u Azjatów stalowoszary kolor, który najpewniej jest skutkiem tej czy innej ingerencji w DNA. Prawdopodobnie z powodu tej nienaturalnej barwy skośne oczy Legiona sprawiają często wrażenie podejrzliwie zmrużonych. Nos Duonga jest prosty i drobny, ale lekko garbaty w jednym miejscu. Wyraźne zgrubienie jest śladem po złamaniu. Chien ma na twarzy jedną, charakterystyczną bliznę. Taką w kształcie litery "X", długą na kilka centymetrów i znajdującą się nad linią żuchwy, tuż przy prawym uchu.
    Włosy Chiena są jedną z charakterystycznych dla niego cech. Kruczoczarne, niesamowicie gęste i po prostu sztywne. Legion, goląc głowę maszynką niemal do zera przez całe swoje życie, jakoś nigdy wcześniej nie zwrócił na to uwagi. Gdy włosy trochę odrosły okazały się sterczeć pionowo do góry i dopiero przemoczone pozwalają się położyć z powrotem na krótką chwilę. Inną cechą Duonga jest jego bez wątpienia łatwy do zapamiętania głos – nieco szorstki, a jednocześnie donośny, jakby mężczyzna nie był stworzony do długich rozmów. Duong najczęściej nie musi go nawet specjalnie podnosić, żeby skupić na sobie uwagę ludzi dookoła. To głos człowieka, który wydaje rozkazy.
    Legion z sentymentu zachował swój mundur. Czarny, z pasem, chroniącym brzuch i co ważniejsze organy, z kuloodpornymi naramiennikami i całą resztą wyposażenia. I chociaż bardzo chciałby nadal go nosić, stara się tego już nie robić. Mundur jest już wyraźnie znoszony i zniszczony. A poza tym przyciąga tylko niepotrzebną uwagę, bo nigdy nie miał wyglądać jak coś, co pochodziłoby z regularnej formacji wojskowej. Do codziennego użytku przeszły więc tylko ciężkie, wojskowe buty i wzmocnione rękawice. I nieśmiertelniki, które nosi pod ubraniem chyba z czystego przyzwyczajenia. Życie w kwaterze gangu przekonało go do bardziej cywilnych ubrań. Takich jak na przykład bojówki czy najzwyklejsze, proste koszulki (z rękawem lub bez – żadnej różnicy pod warunkiem, że są po prostu jednolitego koloru). Albo golfy. Akurat te drugie zostały Chienowi przedstawione ręką pewnego francuskiego wariata i okazało się, że doskonale mu pasują. Duong jest jednak tym typem człowieka, który w cywilnym ubraniu wygląda jakoś niewłaściwie, więc i tak często nosi się po wojskowemu.
Narodowość: Wietnam
Rodzina: Brak danych
Zameldowanie: To skomplikowane, bo Legiona absolutnie nic nie łączy z Megalopolis. Początkowo był zameldowany tymczasowo w bazie wojskowej w Shangri-La, ale chyba nigdy nie został stamtąd oficjalnie wyrejestrowany. Dopisano natomiast przykrą notatkę o jego dezercji, a kamery miejskie zgłaszają jego obecność najbliższemu posterunkowi policji za każdym razem, kiedy go wypatrzą. Przez jakiś czas nielegalnie mieszkał w pustym mieszkaniu w Taprobanie. Kiedy w końcu znalazł drogę do Szczurów nawet się nie zastanawiał i po prostu pewnego dnia zjawił się z torbą swoich rzeczy w bazie gangu w Shangri-La, gdzie został na stałe.
Zawód: Były żołnierz | Najemnik
    Jednostka specjalna T-20 "Niepokonani" – międzynarodowa jednostka badawczo-militarna zajmująca się innowacyjną inżynierią genetyczną. Projekt, w którym brał udział Duong miał na celu stworzenie oddziału złożonego z 20 (teraz już 18) żołnierzy doskonałych, posiadających idealne cechy i doświadczenie, a przy tym wyjątkowo wytrzymałych i żywotnych. Projekt Niepokonani w założeniach miał rewolucjonizować współczesny front i z przyjemnością wystawiany był na targach zbrojeń. Oddział ma makabryczny dorobek, zakładający udział w każdym większym konflikcie zbrojnym ostatnich 70 lat i znany jest z paskudnych, bezlitosnych działań za wszelką cenę przy stosunkowo niewielkich stratach własnych.

Działalność

Przynależność: Szczury
    Ekipa: Penthouse [Shangri-La]
Przełożony: Kasumi Zila
Rola: Legion nie jest ani pierwszym, ani jedynym wojskowym w szeregach Szczurów. Jest natomiast jedynym, który służył pod sztandarem Niepokonanych. Oznacza to, że w zamyśle ktoś usiłował zrobić z niego żołnierza idealnego. Co sprawia, że pomimo młodego wyglądu jest jedną z najbardziej doświadczonych w kwestii wojskowości osób chodzących po ulicach Megalopolis. I to włączając w to czynny udział w misjach na całym świecie. Chien ma etykietkę osoby niezawodnej. Takiej, która spełni  k a ż d y  rozkaz przełożonego niezależnie od tego jak bardzo kłóciłoby się to ze zdrowym sumieniem i nie będzie się wahać ani niepotrzebnie zastanawiać. Jest świetnym najemnikiem, który potrafi poradzić sobie z niemalże każdym zadaniem (o ile nie wymaga ono rozwiniętych umiejętności społecznych). Potrafi działać szybko, precyzyjnie i dyskretnie, jeśli tego się od niego wymaga. Jeśli wymaga się udziału w otwartej strzelaninie – Legion również okaże się dobrym wyborem.

Zdolności specjalne

Mutacje: Tak
    Szczegóły: Legion nie jest mutantem w klasycznym tego słowa znaczeniu. Przede wszystkim dlatego, że urodził się jako człowiek bez żadnych predyspozycji do mutacji. Takich jak on międzynarodowe armie określają etykietką superżołnierz lub właśnie Niepokonany. Wszystkie jego nienaturalne zdolności zostały na nim wymuszone sztucznie z pomocą naukowców. Jest więc niesamowitym dowodem na to jak bardzo rozwinęła się w tych czasach inżynieria genetyczna pozwalająca na korygowanie dowolnych genów w już istniejącym łańcuchu DNA. I to nie tylko genów wadliwych. W swojej naturalnej wersji Chien bez wątpienia byłby po prostu mniejszy i prawdopodobnie wciąż nie odczułby jakiejś drastycznej różnicy. A tak kości bolały go tylko ciut dłużej, bo rósł nieco zbyt szybko. Jednak poza drobną wizualną poprawką jego ogólnej postury (i wpadce z zupełnie nieplanowanym kolorem tęczówek) Duong otrzymał też zestaw specjalnych cech, które jak najbardziej coś w jego życiu zmieniają. Poprawiono mu ogólną wydolność organizmu. Jest silniejszy i szybszy od zwykłego człowieka, może też skakać wyżej i biec dalej – do poziomu konkurencyjności z mutantami, a nawet niektórymi mało doświadczonymi cyborgami. Ma też wyraźnie skrócony czas reakcji. Bo chociaż Legion jest wszystkim tym, o czym zwykle marzą ludzie pozbawieni mutacji, czynnika regenerującego nie udało się skopiować. Więc przy całej swojej wyjątkowej wytrzymałości i żywotności wciąż krwawi jak człowiek – po prostu o wiele rzadziej mu się to przytrafia.
Modyfikacje mechaniczne: Brak
Pozostałe umiejętności: Chien niewiele się w życiu uczył, bo nie musiał. Ale uczono się na nim. Głównie tego jak sprawić, by włożyć komuś do głowy całą potrzebną wiedzę i doświadczenie. I co tu dużo mówić: udało się. Szybko przerzucono mu do świadomości całą niezbędną mu teoretyczną wiedzę i doświadczenia zebrane od dobrowolnie zgłoszonych weteranów. O tym jak wygląda front, jakie wypadki czasem się zdarzają, co może na niego czekać, jak używać takiej czy innej broni palnej, co to za pojazd i do czego jest zdolny. Zupełnie tak, jakby oglądał setki filmów na raz, a potem ktoś bardzo precyzyjnie posegregował je na kategorie, żeby Legion się w tym wszystkim nie pogubił. Dlatego właśnie Chien wydaje się wiedzieć więcej niż powinien.
    Legion miał jednak okazję skonfrontować suchą teorię z praktyką i nie raz udowodnił, że wszystko, czego go nauczono, rzeczywiście przekłada się na jego umiejętności. Jest ekspertem od infiltrowania obszarów o wysokim ryzyku. Skupiony umysł, nerwy ze stali i umiejętność dostosowania się do zmian – Duong ma to wszystko w pakiecie, co czyni go absolutnie nie do powstrzymania, dopóki sytuacja nie jest naprawdę beznadziejna. Ćwiczył z wieloma jednostkami antyterrorystycznymi i specjalnymi na świecie (m.in. SAT, SWAT, BOPE, FBI, SAS), dzięki czemu posiada tę rzadką, niesamowicie pożądaną elastyczność taktyczną.
    Nieważne czy zależy ci na tym, by ktoś dyskretnie przyprowadził ci konkretną osobę bez wywoływania zamieszania na pół miasta, czy chcesz kogoś po cichu załatwić z drobną pomocą snajperskiej kuli, Chien mógłby się w tym sprawdzić. Mimo wszystko najlepiej nadaje się do otwartej walki: strzelaniny, walki na noże, a nawet zwykłej bijatyki na pięści. Nie tylko w chwili, gdy jesteś atakującym. Chien fantastycznie broni ludzi i obiektów. Wykazując przy tym wcale nie najgorsze – jak na kogoś bez inteligencji emocjonalnej i umiejętności społecznych – zdolności przywódcze.
    Twierdzi także, że w jego przeszkoleniu znalazła się podstawowa pirotechnika, która pozwoliłaby mu rozbroić ładunek lub uzbroić własny. Wyraźnie zaznaczył jednak, że nigdy nie był w sytuacji, w której okazałoby się to istotne, bo zawsze w pobliżu był ktoś wykwalifikowany do takiej pracy. Można zatem przypuszczać, że nigdy nie był saperem. Za to nie raz miał okazję sprawdzić się w pierwszej pomocy. Oraz jako kierowca transportera opancerzonego, bo prawdziwego kierowcę szlag trafił chwilę wcześniej. Twierdzi, że mógłby poprowadzić też czołg. I że ma międzynarodowe prawo jazdy w kilku kategoriach pozwalających mu kierować większością rzeczy od motocykli do ciężarówek.
    Podobno zna też kilka języków. W tym płynnie te, którymi mówi najwięcej ludzi na świecie: angielski, który jest jego pierwszym językiem, chiński mandaryński i hiszpański. Dobrze zna też arabski, hindi, francuski, rosyjski, perski i koreański. Spytany o to jakim cudem udało mu się tego dokonać odpowiada jedynie, że żadnego z tych języków się nie uczył. One od zawsze były w jego głowie. Uczy się natomiast jednego języka całkowicie samodzielnie i idzie mu to raczej mozolnie. Chien próbuje nauczyć się wietnamskiego.

Osobowość

Charakter: Z Niepokonanymi zawsze jest pewien problem. Chodzi o to, że nie wiadomo w co wierzyć. Wszystko, co działo się za murami jednostki jest – oczywiście – ściśle tajne. A przy takiej ilości plotek i legend zakrawających na teorie spiskowe nie sposób oddzielić prawdy od kłamstw. Bo gdyby tak się zastanowić: Niepokonani powstali dobre 70 lat temu i od tego czasu raczej nie zmienili składu oryginalnej dwudziestki (może ich tam klonują?). Od co najmniej 50 lat w ogólnoświatowych mediach pojawiają się te czy inne wzmianki o ich działaniach. Więc tu pojawia się pytanie: Dlaczego Chien wygląda tak młodo, a w metryce ma tylko dwadzieścia pięć lat? Przecież twierdzi, że nie miał pozwolenia, by wziąć udział w jakiejkolwiek misji zanim skończył osiemnasty rok życia. Czy to nie oznacza, że w tym roku miałby co najmniej... osiemdziesiąt osiem lat? Czego jeszcze Duong nam nie powiedział? Jak to wszystko wyjaśnić? Prawdopodobnie nigdy się nie dowiemy.
    Wiemy natomiast, że Legion był pierwszym Niepokonanym, który kiedykolwiek powstał i nie jest to żaden zaszczyt. Kiedy mówimy o projekcie, który bezpośrednio zakłada eksperymenty na ludziach, oznacza to, że Duong przez długi czas był po prostu bardzo samotną ofiarą wielu testów. W przypadku projektu Niepokonani oznacza to także, że Chien został uznany za wystarczający sukces, by nie ingerować więcej w jego zdolności. Tylko dzięki temu jest najmniej zmodyfikowanym Niepokonanym ze wszystkich, bo każdy kolejny tworzony na jego wzór otrzymał też dodatkowe, mniej naturalne mutacje. Życie Chiena w dużej mierze upłynęło na walce. Nie tylko w konfliktach, które go nie dotyczyły, a które wymagały interwencji z zewnątrz. Chien walczył przede wszystkim o to, by w grupie pełnej innych,  l e p s z y c h  od niego żołnierzy nikt nigdy nie zwątpił w jego przydatność. I zrobił to cholernie dobrze, szybko stając się wzorem. Prototypem idealnym.
    Chien często sprawia wrażenie wypranego z emocji czy wręcz pustego w środku. Nawet wtedy, gdy opowiada o tym, co mu się przytrafiło w życiu, bo chociaż niewiele pamięta, a luki w pamięci czasami naprawdę mu przeszkadzają, mówi bez wahania. Jakby nie do końca zdawał sobie sprawę z tego, jak bardzo go tam skrzywdzono... albo jakby już dawno się z tym faktem pogodził. Prawdą jest, że nie wie o sobie niczego. Przed przyjazdem do Megalopolis nawet nie wiedział co lubi, a czego nie. Dlatego nieco gubi się w normalnym świecie. Jest dla niego po prostu obcy i niezrozumiały. Jednak firmowa powściągliwość Legiona fenomenalnie ten fakt maskuje. Za cenę absolutnego braku poczucia humoru, co przy całej sztywnej oziębłości Duonga i tak jest niewielką stratą. Mężczyzna po prostu nie jest osobą, która nadaje się na duszę towarzystwa. Ba, nawet nie stara się nią być. Wbrew pozorom ma też kilka mniej lub bardziej przydatnych cech. Jedną z nich jest niesamowita doza samokontroli i skupienia. Legion nie musi z nikim rozmawiać, by być częścią drużyny. Potrafi istnieć całkiem na uboczu, nie zdradzając się z niczym i pilnując każdego gestu. Wystarczy jednak, że zada sobie trud wysłuchania cię i zapamiętania tego, co było dla ciebie ważne. A zada sobie takowy trud na pewno, jeżeli należysz do jego ekipy. Chien Duong jest lojalny – całkowicie i absolutnie bez żadnych zastrzeżeń. Bo lojalność względem swojego oddziału ma po prostu wyrytą w świadomości grubym dłutem i w życiu się jej nie pozbędzie. A że teraz jego domem jest siedziba Szczurów, nietrudno odgadnąć za kogo Chien byłby gotów walczyć i zginąć.
    Nie oznacza to bynajmniej, że Legion jest dobrym człowiekiem. Może wydawać się świetnym towarzyszem: niewiele mówi i rzadko wyraża jakikolwiek sprzeciw. Do tego potrafi w miarę sprawnie odratować całą sytuację, jeśli zacznie wymykać się spod kontroli, bo prawdopodobnie nigdy nie traci zimnej krwi i stalowych nerwów. Zresztą nie żeby działanie pod presją i w stresie robiło na nim jakiekolwiek wrażenie, bo Legion wydaje się być ponad tym. To chodząca oaza spokoju, która tylko czasami potrafi się na coś uprzeć tak bardzo, że nie ma nadziei na nic innego. Jest niesamowicie dokładny w tym co robi i obowiązkowy. Zawsze wywiąże się z tego, czego się od niego wymaga. A przy tym dopilnuje całej reszty rzeczy, żeby wszystko na pewno się udało. Tytanowa dyscyplina i niezawodność Chiena są niemalże legendarne. Tak samo jak fakt, że bezczynność prawdopodobnie by go zabiła i nie cierpi nie mieć niczego do roboty. Z takim człowiekiem bardzo łatwo się współpracuje i bardzo trudno przyjaźni. 
    Bo Legion wciąż jest tym, do czego go stworzono – żołnierzem idealnym. Przy czym warto sobie uświadomić, że nigdy nie chodziło tu o bohaterstwo. Każdy kto widział oddział Niepokonanych w akcji wie, że zdecydowanie bliżej im do piekielnych ogarów, które wycofają się dopiero na komendę myśliwego niż faktycznych aniołów. Chien jest żołnierzem doskonałym, czyli takim, który nie kwestionuje swoich rozkazów i nie zadaje zbędnych pytań, bo niemal fanatycznie wierzy w ich słuszność. Nie ma przy tym ani sumienia, ani skrupułów, bo obie te kwestie tylko niepotrzebnie by mu przeszkadzały. A wojen nie wygrywa się ani litością, ani sprawiedliwością. Wojny nie wygrywają ci dobrzy, tylko ci, którzy posunęli się dalej. Naprawdę nie ma w tym miejsca na poprawnie działający kompas moralny. Dlatego Chiena należy pilnować, jeśli nie ma się ochoty na brutalne, acz skuteczne rozwiązanie problemów. Nie zawahałby się strzelić komuś w plecy, gdyby tylko dostał takie polecenie.
     Obecnie, umysł Chiena wydaje się funkcjonować w bardzo dziwnym stanie przejściowym między normalnością, a normalnością. Świadomość Chiena była wielokrotnie modyfikowana i resetowana, a potem ustawiana na nowo. Nazywa to kalibracją i wszystko wskazuje na to, że tylko dzięki niej Niepokonani funkcjonują bez żadnych skutków ubocznych. Regularne resety zapobiegały powracającym wspomnieniom, które teraz uderzają w niego bez żadnego ostrzeżenia. I nie są to tylko jego własne wspomnienia, a całego systemu ludzi, którzy udzielili mu swojego doświadczenia. Urywki wspomnień, rozmowy, głosy. Uporczywa tęsknota i paląca potrzeba powrotu do jednostki, by poddać się kalibracji na nowo. Chien walczy z tym wszystkim w milczeniu, twierdząc, że poradzi sobie ze wszystkim sam, jeżeli będzie dość silny i uparty. Cóż, nawet jeśli go to dręczy i tak nie wpływa to na zdolności bojowe mężczyzny.
Relacje z innymi: Legion zasadniczo nie wzbudza większej sympatii ani za pierwszym razem, ani przy bliższym poznaniu. Raczej budzi szacunek, w niektórych przypadkach może niepewność czy strach, ale na pewno nie sprawia wrażenia osoby, z którą łatwo się zaprzyjaźnić. Wydaje się zimny i bardzo odległy od reszty świata. Przede wszystkim nie brzmi jak ktoś, kto byłby fanem złożonych relacji międzyludzkich, bo nawet jeżeli spróbujesz z nim porozmawiać o pogodzie, drobnych głupotkach czy po prostu o niczym, prawdopodobnie nie podejmie tematu. Rozmawiając z Chienem bardzo często odnosisz wrażenie, że mówisz o wiele za dużo, mimo że nigdy nie powie ci tego wprost. Bo i generalnie niewiele ci powie. Dlatego tak wielu ludzi zostawia go w spokoju po jednej czy dwóch próbach znalezienia wspólnego języka. Tak czy siak dopiero się uczy o co chodzi w normalności i życiu z ludźmi, którzy zawsze mieli nieco więcej swobody i własne myśli. Można mu wybaczyć większość niezręczności i tę sztywną nienaturalność, kiedy jednak próbuje podtrzymać jakąkolwiek rozmowę.
    Pozytywne: Chien nie musi znać osoby, która jest jego przełożonym, bądź przełożoną. Ba, nie musi nawet z nią rozmawiać czy rzeczywiście się lubić. Jednak tak długo jak długo jest jego bezpośrednim szefem (w tym przypadku szefową), będzie zwracał się do niej z pełnym szacunkiem i autentycznie współpracował w każdej kwestii. Tak jak się to ma w przypadku Kasumi.
    Negatywne: Nie mógłby umyślnie narobić sobie wrogów w gangu, bo to się kłóci z jego ideą współpracy. Nie było czegoś takiego jak wrogowie w jednym oddziale, nie ma czegoś takiego także u Szczurów. Chien po prostu wie, że to nie działa na dłuższą metę, a ma na tyle rozsądku, by nie szukać kłopotu wśród swoich.
    Z drugiej strony jest policja i wojsko. Oba te organy zostały dokładnie poinformowane co do tego kim jest Chien Duong pseudonimem Legion i do czego zdolny – wyolbrzymiając nieco fakty, zważywszy na to, że wcale nie biega po mieście i nie morduje wszystkiego jak oszalała, rządna krwi zepsuta zabawka wojska. Jest jednak brzydką plamą na nieskazitelnym wizerunku jednostki, bo świadczy o tym, że jednak istnieje ryzyko utraty kontroli nad oddziałem Niepokonanych. Władze miasta dostały najprawdopodobniej rozkaz zamordowania go na miejscu, a część patroli strzela do niego wręcz bez ostrzeżenia. Dodatkowo zdają się wcale nie liczyć ze stratami w cywilach czy niszczeniem miejskiego mienia (w tej kwestii wydaje się wręcz, że Duong martwi się o Megalopolis bardziej niż oni). Zupełnie jakby rozkazy zakładały wyeliminowanie go za wszelką cenę. Jakież to bardzo w stylu Niepokonanych…

PlaylistaBorn Ready - Zayde Wolf | Warriors - Imagine Dragons | Invincible – All Good Things


Załączniki


środa, 17 listopada 2021

Sylvain Berthier

Nie ma geniuszu bez ziarna szaleństwa
Podstawowe informacje


Imię/Imiona: Sylvain, ale równie często ludzie mówią po prostu Sylve (rzadziej Sylv).
Nazwisko: Berthier
Znane pseudonimy: Leviathan, skracane do Levi. Twierdzi, że ksywkę wymyślił sobie sam, bo potrzebował takiej, która dobrze brzmi i szybko zapada w pamięć, żeby móc podpisywać swoje akcje na terenie Megalopolis. Policja zbyt długo nie mogła uwierzyć w fakt, że tyle zniszczenia powoduje tylko jeden człowiek, a nie cała organizacja.  
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 32 lata
Aparycja: Sylvain Berthier z pewnością jest fascynującą osobistością. Tym bardziej, że to jak wygląda całkowicie nie pasuje do tego, co sądzi o nim opinia publiczna. Kiedy Leviathan uchodzi za barwną, absolutnie wyróżniającą się z tłumu zwykłych śmiertelników osobę, Sylvain tymczasem jest chyba najbardziej zwyczajnym Europejczykiem jakiego można sobie wyobrazić. I właśnie ta zwyczajność jest jego największym atutem, bo nikt na pierwszy rzut oka nie pomyślałby, że ten Francuz – z wyraźnym akcentem i wiecznie obecnymi w rozmowie francuskimi wtrąceniami jest równocześnie jednym z najpopularniejszych w Miastach terrorystów. Mężczyzna jest dość niepozorny. Taki, który nie budzi raczej respektu na ulicach, bo nawet gdyby chciał, nie ma fizycznie czym straszyć innych ludzi. Jest średniego wzrostu, przeciętnej postury ciała i z całą pewnością nie może pochwalić się imponującą masą mięśniową, gdyż takowej nie posiada. <Ale będzie nad tym pracował – Sylve> 
    Twarz Sylvaina również nie uchodzi za wybitnie skupiającą wzrok. Owszem, jest męska i może się nawet niektórym podobać, ale z pewnością nie należy do aktora czy modela. Sylvain twarz ma owalną i raczej pozbawioną tej wyraźnie zarysowanej struktury kości, która jest tak pożądana we współczesnym świecie. Ma natomiast wysokie czoło, na którym wspaniale prezentują się dwie skazy – skośna blizna po lewej, która jest pamiątką po udanym samobójstwie i niewielkie wgłębienie na środku tuż pod linią włosów, które jest śladem po postrzale. Ma też bardzo wesołe, głęboko osadzone oczy z tym błyskiem szaleństwa, o przyjemniej orzechowej barwie. W kącikach robią mu się kurze łapki od śmiania się często i chętnie. Poza firmowym uśmiechem ma także nie mniej firmową czuprynę. Włosy Leviathana są ciemnobrązowe i zwykle roztrzepane na każdą stronę. Podobno lekko kręcą się pod wpływem wilgoci. Sylvain zwykle ma też na twarzy kilkudniowy zarost. Dla ścisłości: nie pełną brodę, a krótką, szorstką szczecinę.
    Berthier zwykle nie przywiązuje zbytniej uwagi co do swojego wyglądu. Ubiera się głównie wygodnie i mało rzucająco się w oczy. Jedynym warunkiem przy wyborze stroju są dla niego tylko duże, pojemne kieszenie, w których może nosić na raz tyle rzeczy, ile pomieściłaby chyba jedynie stereotypowa damska torebka. Dlatego jego garderoba składa się głównie z kolorowych T-shirtów z nadrukami i wytartych już jeansów, które czasem ustępują miejsca jednej czy dwóm parom bojówek. W kwestii obuwia Sylve także zdaje się nie mieć większych preferencji. Dba tylko o to, by jego buty były wygodne i względnie utrzymywały kostkę w dobrym miejscu – stąd najczęściej nosi takie, które chociaż przypominają wojskowe czy trekkingowe.
    Są jednak dwie rzeczy, które zdają się nie zmieniać, a które stanowią o wizerunku Leviathana. Pierwszą z nich jest jego ulubiona kurtka. Skórzana i odpowiednio większa, by nie krępowała żadnych ruchów mężczyzny, a przy tym wyraźnie podniszczona. Najwyraźniej wiele już w towarzystwie Sylvaina widziała. Ba, Sylve własnoręcznie ją zmodyfikował, bo w swojej podstawowej wersji miała o połowę mniej kieszeni (w tym żadnych wewnętrznych) i nie miała materiałowego, czarnego kaptura.
    Drugą z charakterystycznych dla Leviathana części garderoby jest sztywna maska, która z całej twarzy odsłania tylko czoło. Jest wyjątkowa – Sylvain złożył ją sam i zadecydował, że powinna być w pełni elektroniczna. Oznacza to, że nie nadaje się do używania, kiedy jest wyłączona albo zepsuta, bo wtedy cały widok ogranicza się do sześciu niewielkich, okrągłych otworów. Włączona natomiast świeci zielonym światłem. Oferuje ona swojemu właścicielowi trzy podstawowe bonusy. Może wyświetlać obraz podstawowy, ale równie dobrze Sylve może przełączyć widok na noktowizję lub termowizję. Trzecim bajerem jest filtr powietrza. który pozwala oddychać niezależnie od stopnia zanieczyszczenia czy temperatury powietrza.
Narodowość: Francja
Rodzina: Została we Francji. Ojciec Sylvaina  Laurent Berthier nie żyje, bo przegrał walkę z nowotworem. O Yvonne Berthier nie wiadomo zbyt wiele poza tym, że ma trójkę dzieci: Sylvaina, który jest uznany za zaginionego we Francji, Margot i Fabiena. Margot prowadzi sieć kawiarni w Levallois-Perret i Paryżu, a Fabien studiuje filozofię antyczną.
Zameldowanie: Agartha, Eden
    Wprowadził się na stałe do bazy głównej w La Ciudad Blanca, Elizjum
Zawód: Martwy według baz danych | Terrorysta według opinii publicznej

Działalność

Przynależność: Szczury
    Ekipa: Baza Główna [Elizjum]
Przełożony: Fera Rosa
Rola: Łatwiej byłoby chyba powiedzieć, czego Sylve dla gangu nie robi. Nie mając innych zobowiązań i życia poza działalnością Szczurów uchodzi po prostu za człowieka od wszystkich zadań specjalnych. <Bo gdzie miałbym sobie pójść? – Sylve> Tak więc jego dni upływają wesoło: najczęściej na planowaniu akcji dość głośnych i chaotycznych, by trafiły do wieczornych wiadomości. To artysta zamieszania, który z przyjemnością narobi w Miastach takiego hałasu, żeby czyjaś inna, znacznie bardziej cicha akcja przeszła niezauważona. Bądź, co bądź opinia publiczna i tak uważa go za terrorystę. Poza tym czasami, jeśli akurat ma po drodze, zajmuje się rekrutacją nowych twarzy, chociaż uważa, że akurat do tego się nie nadaje. Po prostu nie boi się żadnej pracy, nieważne jak karkołomna by nie była. Czasami pomaga informatykom, jeżeli robią coś, przy czym potrzeba każdej pary dodatkowych, średnio wykwalifikowanych rąk. Prawdopodobnie przejął jedną trzecią warsztatu <I ogłosił jego niepodległość! – Sylve>, żeby mieć miejsce na swoje graty i szalone pomysły. A poza tym jest też sercem i duszą głównej ekipy. Dość powiedzieć, że bez niego główna baza Szczurów byłaby o wiele cichszym, spokojniejszym i o wiele mniej przytulnym miejscem.

Zdolności specjalne

Mutacje: Tak
    Szczegóły: Sylvain Berthier nie jest w stanie umrzeć. A przynajmniej nie na długo, bo do tej pory przytrafiło mu się to osiem razy. Ma w genach wyjątkowo zmutowany czynnik regenerujący. Nie wiadomo natomiast jak się tam znalazł ani czy zawsze tam był. Faktem pozostaje, że regeneracja Sylvaina zachodzi beztlenowo, czyli inaczej niż w przypadku większości mutantów tego typu. Mówiąc wprost: musi najpierw umrzeć, żeby móc się wyleczyć i zmartwychwstać ponownie. Tak długo jak bije serce, wszystko będzie goić się swoim normalnym, zwykłym tempem. Przy czym warto wspomnieć o tym, że im cięższe urazy spowodowały śmierć, tym dłużej trwa pośmiertna regeneracja. Otrucie również z jakiegoś powodu regeneruje się bardzo długo. Samo budzenie się z powrotem do życia sieje w organizmie mężczyzny prawdziwe spustoszenie. Przede wszystkim jest cholernie bolesne i towarzyszy mu uczucie osłabienia i rozbicia na miliardy malutkich kawałeczków. Oraz halucynacje. Dlatego Sylvain, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że zmartwychwstawanie musi odchorować, a  zajmie mu to od kilku do kilkunastu godzin, zwykle decyduje się przespać jak największą część tego nieprzyjemnego procesu.
Modyfikacje mechaniczne: Brak
Pozostałe umiejętności: To człowiek wielu <naprawdę wielu> zainteresowań i talentów. Jego największym hobby jest majsterkowanie. Uwielbia przy czymś dłubać, coś poprawiać, ulepszać czy budować. I chociaż nowi członkowie gangu czasem poddają w wątpliwość zdolności Sylve do stworzenia czegokolwiek użytecznego, starsze stażem Szczury wiedzą, że Sylve mimo wszystko ma głowę na karku i wie, co robi. Przy tym ma świadomość, że on prawdopodobnie mógłby przeżyć porażenie prądem czy wybuch niewielkiego ładunku w bazie, ale większość pozostałych Szczurów niekoniecznie. Zna się odrobinę na pirotechnice i czasami pobawi się w małego hakera – w obu przypadkach jednak chętnie uczy się od lepszych od siebie, bo jego wiedza i zdolności są naprawdę podstawowe. Jest też kierowcą bez prawa jazdy, bo stracił je całe lata temu (co zupełnie go nie powstrzymuje) i jakimś cudem zdobył legalną licencję na pilotowanie śmigłowców i awionetek. Potrafi też się obronić w razie czego, chociaż rzadko miewa ku temu okazję. Tak czy siak jest mistrzem walki niekonwencjonalnej. Potrafi też używać noży i strzelać z krótkiej broni palnej, ale jakoś niespecjalnie się tym chwali. 

Osobowość

Charakter: Sylvain Berthier jest osobowością wprost nieprzeciętną i jedyną w swoim rodzaju. Przede wszystkim dlatego, że wydaje się być swego rodzaju celebrytą w gangu. Do Szczurów dołączył w momencie, w którym jego poprzednie działania wyniosły go do rangi legendy miejskiej w Antilli, Taprobanie, Xibalbie, Aztlanie i Irkalli. Pod sztandarem Szczurów jego głośne, bardzo medialne akcje nabrały nowego rozpędu i skupiły nawet więcej uwagi wokół jego osoby i tego, dla kogo pracuje najsłynniejszy terrorysta w miastach. Chcąc nie chcąc, Sylve jest też jednym z pierwszych Szczurów zrekrutowanych w wielkim planie Fery – obok Dana i Felixa, bo tylko ta dwójka jest tu dłużej od niego. Oznacza to, że nawet jeśli Sylvain nie jest w stanie pochwalić się w gangu reputacją, która pasowałaby do jego dokonań, wciąż zna lub chociaż kojarzy większość elity gangu.
    Mężczyzna jest raczej nieszkodliwy. Znaczy owszem, może zagadać cię na śmierć, ale poza tym wiele więcej krzywdy ci nie zrobi. Zwłaszcza, że tak naprawdę krzywdzenie innych ludzi, zwłaszcza jeśli sobie na to nie zasłużyli, nie bawi go ani trochę. Uważa się za artystę zamieszania i wizjonera z misją. Otaczają go światła i eksplozje. Jest stałym elementem wieczornych wiadomości. Ale nie jest znany z tego, że zabija. Jego akcje, chociaż trzęsą miastem w posadach, zwykle nie zostawiają po sobie trupów. Czasem tylko lekko rannych pechowców, którzy przypadkiem znaleźli się tylko ciut za blisko. Sylvain Berthier zna się na śmierci jak nikt inny i dlatego postanowił sobie, że nie będzie jej rozdawać na prawo i lewo bez naprawdę <NAPRAWDĘ> dobrego powodu. A takie naprawdę dobre powody raczej nie przydarzają mu się zbyt często.
    Trudno nie odnieść wrażenia, że w gangu Sylvain przyjaźni się ze wszystkimi. Nawet jeżeli otacza go czysty chaos, Sylve jest osobą, którą zwykle określa się jako taką, której trudno nie lubić. To naprawdę miły gość. Co prawda o dość dziwnym, czasem czarnym i pełnym drobnych złośliwości poczuciu humoru, ale nie można mieć przecież wszystkiego. Jest niesamowicie otwarty na innych ludzi – ciężko powiedzieć czy jest w ogóle ktoś, kto pojawił się w bazie, a z kim Sylve nie próbowałby znaleźć wspólnego języka. Nie oznacza to bynajmniej, że zawsze mu to wychodzi. Są ludzie, których jego głośna, chaotyczna energia najzwyczajniej w świecie przeraża i nie chcą mieć z nim wiele wspólnego dłużej niż to konieczne. Większości jednak udziela się zbiorowe szaleństwo, a Sylvain Berthier jest znanym na całą kwaterę główną organizatorem spontanicznych zabaw karaoke.
    Sam Sylvain określa siebie jako kreatywnego indywidualistę. Mało tego uważa nudę za swojego najgorszego wroga, którego przysiągł tępić wszystkimi możliwymi sposobami. I prawdopodobnie te dwie deklaracje doprowadziły do tego, że Leviathan ma całkiem słusznie uzasadnioną opinię wariata. Gdyby chciał mógłby z łatwością ukrywać swoje szaleństwo. Wciąż pamięta jaki był jeszcze przed swoją pierwszą śmiercią, która doprowadziła go do obecnego stanu. Problem polega na tym, że Sylve nie chce być normalny. Ba, usłyszał o swoim wariactwie tyle razy, że sam zaczął to powtarzać i bardzo mu się ten fakt podoba. 
    Czy jest przy tym ekscentryczny? Tylko trochę. Bo jeżeli Sylvain wyróżnia się czymkolwiek w szarym tłumie, to z pewnością jest to jego charakter. Skrajnie chaotyczny i nieprzewidywalny charakter – nie znasz dnia ani godziny, gdy Sylve poderwie się z kanapy w połowie zdania i wybiegnie z pomieszczenia, krzycząc coś o wielkim pomyśle i telewizji. Tak właśnie działa umysł Leviathana: nikt nie wie, którymi ścieżkami chodzi, ani co wymyśli za chwilę. A jednak trudno odmówić mu pewnej błyskotliwości. 
    Co by nie mówić o Sylvainie z pewnością jest w stanie nie tylko wymyślić coś wielkiego, ale także przeprowadzić całą akcję z iście chirurgiczną precyzją. Bo nawet jeśli cokolwiek pójdzie nie tak, nie ma powodów do obaw. Leviathan może i jest zdrowo stuknięty. Może i gestykuluje za dużo, mówi za głośno i ma skłonności do wpadania w ekscytację w najdziwniejszych momentach. Jednak w sytuacji, gdy coś idzie źle, cały ten chaos i niewyczerpane pokłady energii potrafią ukierunkować się w jedno, bardzo konkretne miejsce, czyniąc z mężczyzny niekwestionowanego mistrza szybkiej improwizacji.
Relacje z innymi: Sylve nawiązuje relacje z innymi ludźmi chętnie i często. W zasadzie to wręcz czysto hobbystycznie i zwłaszcza z tymi, którzy jeszcze się na nim nie poznali. Mimo wszystko są to głównie pozytywne relacje, bo Sylvain nie jest człowiekiem, który miałby talent do robienia sobie wrogów. Owszem, czuje pewną niechęć do grup ludzi, którzy pośrednio i bezpośrednio przyczynili się do jego śmierci, ale poza tym? Nikt mu raczej nie szkodzi na dłuższą metę. Po prostu do jego obecności trzeba w taki czy inny sposób przywyknąć i można nazywać się jego przyjacielem.
    Pozytywne: Na samym początku wypadałoby wspomnieć o tym, że jakkolwiek trudno by nie było w to uwierzyć, Sylvain Berthier znalazł w gangu dziewczynę. Mało tego, zarówno on, jak i Pandora wydają się nie mieć o tym pojęcia. Nie wiadomo kiedy zaczęli ze sobą chodzić. Nie wiadomo czy oficjalnie są razem czy nie. Wszystko stało się tak jakoś samo z siebie. Sylvain po prostu sobie był i robił swoje, Pandora słyszała o nim kilka historii. Poznali się dopiero w gangu i szybko znaleźli płaszczyznę porozumienia. Ba, Erro została nawet partnerką w zbrodni Leviathana, bo ich obu ciężko wyeliminować tak na stałe, więc doskonale się dobrali. Erro została nawet sylvaniową ślicznotką, co świadczy o tym jak bardzo Sylvain ma gdzieś wygląd zewnętrzny innych ludzi <bez obrazy mon cheri, masz piękne wnętrze <3 – Sylve>  Z drugiej strony czy aseksualny facet i kobieta uchodząca za żywego trupa mogliby stworzyć związek w jego klasycznym i tradycyjnym rozumieniu?
    Sylve ma też dwójkę najlepszych na świecie przyjaciół. Te jakże szlachetne tytuły należą się po równo Kasumi i Felixowi. Pierwsza dorobiła się ekskluzywnego pseudonimu w postaci kwiatuszka, drugi Kolczatki i oboje nie mieli niczego do gadania w tej kwestii. Sylvain nie nadaje w końcu swoich pseudonimów byle komu. A nawet jeżeli nie brzmią poważnie, raczej trudno się gniewać. Sylvain, nawet nazywając kogoś kwiatkiem czy małym zwierzątkiem, potrafi zrobić to z szacunkiem. Tak czy inaczej ta trójka odpowiada za większość wściekle neonowych akcji na terenie Megalopolis. Wszędzie tam, gdzie talent i umiejętności Kasumi spotykają się z geniuszem Felixa i chaotyczną wizją Sylvaina z pewnością wydarzy się coś, co spędzi sen z powiek połowie lokalnych funkcjonariuszy policji.
    Za swoich przyjaciół uznaje też samą Ferę Rosę i Daniela. Ferze nie przeszkadza nazywanie jej Różyczką, Danny natomiast nie jest zachwycony byciem ulubioną konserwą, więc Sylve dla własnego bezpieczeństwa używa tej dumnej ksywki wręcz od święta. Nawet pomimo tego jak wiele go łączy z Sylvainem – w końcu oboje mówią po francusku! Oboje dostali od Sylve chusteczki przyjaźni (Kasumi i Felix także mają swoje, ale to nie podlegało dyskusji), więc są uznanymi przyjaciółmi swojego ulubionego francuskiego wariata.
    Jest jeszcze malutki, bardzo wesoły robocik, którego Sylvain własnoręcznie adoptował na Szczura. Cup w bazie głównej zdecydowanie się odnalazła, a Sylve jest przekonany, że jest jej nawet lepiej niż u Osoku. 
    Najnowszym przyjacielem Sylve jest natomiast ktoś jeszcze inny. Niesamowity, jedyny w swoim rodzaju Echo – wspaniałe błękitne światło, zdolne rzucać ludźmi nad dwupiętrowymi murami. Jak tu nie lubić kogoś, kto może przykleić cię do sufitu? Echo poszerzył Sylvainowi wiele perspektyw i czy tego chce czy nie, zostanie częścią przynajmniej niektórych z jego wielkich planów.
    Negatywne: Sylvain raczej nie miewa zbyt wielu wrogów. Na jego czarnej liście znajdują się głównie ludzie, którzy mniej lub bardziej go skrzywdzili. W tym przede wszystkim ci, którzy pozbawili go życia. Nie ma czego ukrywać: ostatnia śmierć Leviathana doprowadziła do tego, że przynajmniej na razie czuje on dogłębną niechęć do Rosjan. Ciężko powiedzieć ile będzie się na nich dąsał, ale ma jak najbardziej logiczne powody, by żywić urazę (a przynajmniej do tego jednego konkretnego Rosjanina, który przywitał go łopatą, a potem strzelił w czoło). Na szczęście Died Maroz na zawsze zniknął z życia Sylvaina i nie musi już dłużej go znosić.
    Poza tym jest zazdrosny o hipstera z Edenu, rzekomego speca od terapii grupowych. Do tej pory był jednym przyjacielem wszystkich w gangu i wciąż nie jest pewien czy w szeregach Szczurów jest miejsce na dwóch takich. I chociaż Alkai Underwood niczego mu tak wprost nie zrobił, istnieje. I to wystarczający powód, by być złośliwym. Po prostu Sylve stara się omijać The Lookout Cafe szerokim łukiem, żeby go nie kusiło za bardzo wrzucenie przez drzwi granatu dymnego.
PlaylistaCrash – Days Gone Black | Man in the Mask – All Good Things

Załączniki
[Tu o neonowym skrzyżowaniu w Shangri-La]
[Tu o fajerwerkach i Leviathan & Erro Company]
[To be continued]

środa, 10 listopada 2021

Alkai Underwood

Nie interesuje mnie jak zarabiasz na życie. Nie obchodzi mnie ile masz lat i czy wyniosłeś dzisiaj śmieci. Powiedz mi raczej: co jadasz zwykle na obiad? Jak spędzasz czas, gdy wracasz wieczorem do domu? O czym marzysz? Za czym tęsknisz? Powiedz mi o tych wszystkich małych i dużych rzeczach, które czynią cię człowiekiem. A puste frazesy zostaw dla tych, których nie obchodzi kim jesteś.

Podstawowe informacje

Imię/Imiona: Alkai William, ale wyraźnie preferuje to pierwsze.
    Twierdzi, że dwa imiona ma tylko dlatego, że rodzice nie mogli się między sobą dogadać. Mama chciała nazwać syna jakoś amerykańsko i nowocześnie – stąd Alkai. Ojciec natomiast upierał się przy tym, by pamiętał o swoich korzeniach i nazywał się brytyjsko i tradycyjnie – stąd William.
Nazwisko: Underwood
Znane pseudonimy: Jeżeli go szukasz Ten hipster z kawiarni wystarczy, żeby każdy zainteresowany wiedział o kogo pytasz. Poza tym chłopak raczej nie dorobił się żadnych znanych ksywek. A przynajmniej jeszcze nie.
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 26 lat
Aparycja: Alkai William Underwood zdecydowanie wyróżnia się z tłumu zwykłych ludzi i przyciąga ich wzrok. Nie da się o nim łatwo zapomnieć nawet wtedy, gdy widziało się go tylko przez krótką chwilę na ulicy. Przede wszystkim dlatego, że jest cholernie wręcz charakterystycznym młodym mężczyzną. Naprawdę wysokim – w końcu nie bez powodu znajomi żartobliwie przezywają go żyrafą – i proporcjonalnie zbudowanym, chociaż niezbyt umięśnionym. Jak na człowieka, który je jeden duży posiłek dziennie i bywa aż irracjonalnie wręcz zdyszanym po wspięciu się na cztery piętra schodów przystało. Do tego miewa tendencję, by lekko się garbić, szczególnie wtedy, gdy z kimś akurat rozmawia. Wspaniale współgra to z charakterystyczną dla niego aurą wiecznego zmęczenia. Czasem sprawia wrażenie, jakby nie spał od wielu tygodni. A czasem tak, jakby tylko dobre chęci wciąż trzymały go przy życiu. Alkai potrafi wyglądać na absolutnie wręcz wykończonego, nawet wtedy, gdy nie ma to wiele wspólnego ze stanem faktycznym. Ot, taka już jego uroda.
     Bynajmniej jednak nie brzmi jakby był już jedną nogą na tamtym świecie. Alkai ma całkiem przyjemny dla ucha głos – dotykający raczej wyższych rejestrów, a przy tym bardzo jasny i ciepły. Taki głos, który budzi zaufanie, bo nie może należeć do złej osoby. Taki, który dużo i głośno się śmieje. Oraz taki, któremu w lecie często towarzyszy wyraźnie zauważalna chrypka, bo przegrywa w starciu z klimatyzatorami i nikotynowym dymem. I gdyby nie to, Alkaia na pierwszy rzut oka bardzo trudno byłoby posądzić o palenie zwykłych, klasycznych papierosów. To jedna z jego niezaprzeczalnych, szeroko znanych wśród przyjaciół supermocy – fantastycznie unika bycia przesiąkniętym dymem. Bo chociaż subtelny aromat tytoniu raczej nigdy nie opuszcza go tak do końca, najczęściej miesza się z o wiele przyjemniejszym zapachem kawy, miętowej gumy do żucia czy najzwyklejszego żelu pod prysznic. A to czyni go nie tylko znośnym. To ważna część tego, kim Underwood jest w takim samym stopniu jak cienie pod oczami i szeroki uśmiech. 
     To, co bez wątpienia odróżnia go od innych na ulicy, to jego bielactwo. Alkai ma ciepłą, kremową karnację – taką, która szybko się opala – dość ciemną, by wyraźnie odcinały się na niej jego nieregularne, bielacze plamy. Pozbawione jakiegokolwiek pigmentu przebarwienia najłatwiej zauważalne są na jego twarzy: jedna z większych plam zajmuje sobie całą prawą skroń, kawałek czoła i zaczepia o oko; inna rozlewa mu się wzdłuż linii żuchwy po lewej i znika na szyi; kolejna tylko nieco wyżej na policzku trochę przypomina fasolę; jedna z poszarpanych na krawędziach kropek przebarwia mu lewą brew tuż przy nasadzie nosa; ma też kolekcję różnej wielkości plam i plamek rozrzuconych po czole i okolicy nosa. Trudne do przegapienia przebarwienia znalazły też sobie miejsce na palcach mężczyzny. Te w zasadzie są niemal całkowicie białe. Z pierwotnego koloru skóry zostały mu tam jedynie krzywe, trochę owalne punkty pomiędzy stawami, a i one prawdopodobnie szybciej czy później znikną. Z innych plam czasem widać te, które ma na nogach – jak chociażby tę na prawym kolanie; te kilka, które przypominają krzywą kocią łapkę na udzie nieco wyżej; czy ta na biodrze z tyłu po lewej. Większe i mniejsze plamy rozlewają mu się też pod oboma kolanami, na łydkach i stopach.
     Wszędzie tam, gdzie sięgają plamy rosną mu całkowicie naturalne, białe jak śnieg włosy. Bez żadnych wyjątków. Dwukolorowe są nie tylko ręce czy nogi. Alkai ma również biało-kasztanowe brwi, rzadkiego wąsa i krótko strzyżoną brodę. Mało tego, tam, gdzie jedna z plam sięgnęła oka rosną mu nawet białe rzęsy. Oznacza to również, że burza miękkich, kasztanowych fal, która wykręca się w każdą stronę, poprzetykana jest tu i ówdzie widowiskowymi, białymi pasmami – jedno z nich zaczyna się na skroni i nie ma absolutnie żadnej szansy, by tego nie zauważyć. Cała ta bez wątpienia urocza konstrukcja ma też paskudną tendencję do tego, by skręcać się w małe loczki pod wpływem wilgoci.
     Alkai Underwood uważa się za niekonwencjonalnie przystojnego człowieka. W końcu jego szczupła, lekko trójkątna twarz z wyraźnie zaznaczonymi łukami brwiowymi i wąskim podbródkiem może uchodzić za co najmniej proporcjonalną, jeżeli nie estetyczną. A ponieważ ludzkie oko ma skłonność do lubienia proporcji i harmonii, Alkai wielu ludziom najzwyczajniej w świecie się podoba. Nawet z tym jego lekko garbatym nosem i wąskimi wargami, które rozciągają się w nienaturalnie wręcz szeroki uśmiech. Alkai śmieje się naprawdę dużo i często. I zawsze mruży przy tym stale zmęczone, podkrążone od zbyt krótkich nocy oczy. Prawe oko Alkaia nieco różni się od lewego. Oba w większości są piwne, a w ich kącikach widać drobne zmarszczki i całkiem naturalne zasinienia. Jednak tam, gdzie sięgnęła bielacza plama tęczówka przebarwiła się na jasnoniebiesko.
     Alkai ma też całe mnóstwo tatuaży i nawet nie sili się na ukrywanie tego faktu. Byłoby to niesamowicie trudnym zadaniem, patrząc na to, że ma je też na twarzy. Te jednak są najbardziej subtelne ze wszystkich. Nad prawą brwią ma wykaligrafowany czarnym tuszem napis: „Runaway”  – na pamiątkę najlepszej decyzji, którą podjął w życiu. Pod lewym okiem natomiast znalazł sobie miejsce delikatny obrys klucza sześciu ptaków w locie. Reszta tatuaży jest już zdecydowanie ciekawsza. Wszystkie tworzone są ręką tego samego artysty, w tym samym, nawiązującym do oldschoolu stylu z wyraźnym czarnym konturem i jednolitym, kolorowym wypełnieniem. Wyglądają trochę jak dziecięca kolorowanka stworzona z oddzielnych wzorów oplatających cały tors Alkaia – od szyi i karku aż po grzbiety dłoni i biodra.
     Głównym motywem przewodnim większości jego tatuaży są rośliny i zwierzęta. Ale na jego ciele znalazły sobie miejsce także inne wzory. Jak chociażby kwiatowa, okolona ciemnymi liśćmi mandala znajdująca się na jego szyi. Nieco poniżej – tuż nad obojczykami – kazał sobie wytatuować kolejno „HELLO” oraz „I’M GOOD” w taki sposób, by dało się je odczytać razem. Idąc dalej, na środku piersi ma pięknego motyla – nieco podkolorowanego rusałkę admirała – w towarzystwie dwóch rysunkowych pszczół po prawej i jaskółki po lewej. Mniej więcej na sercu wytatuował sobie odcisk łapki Winniego, nieco niżej i bliżej środka także obrys serca wypełniony kwiatkami. Serce w połowie jest przerwane, by zrobić miejsce na napis „STAY WEIRD”. Jeszcze dalej na prawo znajduje sobie miejsce cukrowa czaszka – na pamiątkę dzieciństwa spędzonego w bliskim kontakcie z meksykańską kulturą. Pod czaszką – bardziej na boku i już na linii dolnych żeber – znalazła sobie miejsce udekorowana liśćmi klepsydra z przesypującym się piaskiem. Tuż obok towarzystwa dotrzymuje jej sansewieria w doniczce z motywem palm (Noah) oraz niewielka różowo-żółto-cyjanowa mandala. Lewy bok Alkaia udekorowany jest lecącą ważką (Sebastién) i trzema żółtymi różami, które kończą się już na plecach. Na brzuchu po lewej ma przebity sztyletem kawałek pizzy (Gianluca), po prawej błękitną filiżankę ze wstążką, na której napisano „Not everyone’s cup of coffee”. Całości dopełnia zakrzywiający się jak uśmiech napis „F O O K” tuż pod pępkiem– wynik wyjątkowo głupiego, ale zabawnego zakładu.
     Plecy Alkaia także pokrywają gęsto upakowane wzory. Na karku ma kompozycję z trzech kwiatów i liści układających się w kształt „V” i sięgających aż za uszy. Bardzo drobne – niemal przypominające piegi – rysunkowe kwiatki pokrywają też oba jego barki. Między łopatkami nieco poniżej kompozycji kazał sobie wytatuować kulę ziemską, którą od dołu półkoliście otaczają słowa „World Citizen”. Towarzystwa dotrzymują jej słońce z lewej strony i księżyc z prawej – oba te wzory mają kobiece twarze. Pod słońcem w okolicy lewej łopatki znalazł sobie miejsce plecak z mapą – wspomnienie autostopowych wojaży. Niedaleko plecaka bliżej środka pleców kazał sobie wytatuować kolorową muszelkę i wychylający się zza niej kwiat hibiskusa. Okolice prawej łopatki Alkaia zajmuje natomiast bardzo specjalny tatuaż – kaktus w kształcie wprost nawiązującym do wyciągniętego środkowego palca (Zeke). Pod doniczką kaktusa wytatuowany został piękny, stary sztylet skierowany ostrzem w stronę żółtych róż. Niemal dokładnie środek pleców Alkaia zajmuje kolejna mandala. Po lewej od mandali na boku Alkai ma kolorowego tukana siedzącego na gałązce. Na krzyżu natomiast posadził sobie tęczowego kameleona. Prawy bok pleców Ala u dołu zajmuje słój pełen świetlików.
     Absolutnie kolorowe, niedopasowane do siebie nawzajem wzory pokrywają też ręce Alkaia. Jak na przykład jasna, zielona ćma księżycowa ze wzorzystymi skrzydłami znajdująca się na jego lewym bicepsie od zewnętrznej strony. Tuż pod nią mieści się kaktus z sukulentem na tle czerwonego, arizońskiego zachodu słońca. Od wewnętrznej Alkai trzyma biało-czerwonego królika, który może nie wygląda, ale w głowie właściciela nawiązuje do Tu’er Shena (Ming). Pod królikiem jest jeszcze kawałek miejsca na serduszko zrobione z kawałka odpowiednio powyginanej, grubej liny. Oba łokcie Ala pokrywają dwie zupełnie od siebie różne mandale. Niżej na przedramieniu znalazł sobie miejsce prosty napis „PASSION THIRSTY” sugestywnie ciągnący się wzdłuż niewielkiego, wypełnionego czerwonym winem kieliszka. Bliżej nadgarstka leży już tylko czerwona róża i jej rozkładające się dookoła liście. Od zewnętrznej strony przedramienia ma wytatuowaną monsterę w doniczce w geometryczne wzorki i brzoskwinię. Grzbiet lewej dłoni wieńczy natomiast kompas. 
     Patrząc na prawą rękę – Alkai na bicepsie trzyma papugę udekorowaną dookoła kwiatami i ciemnego węża po drugiej stronie. Pod papugą znalazła sobie miejsce prosta filiżanka z kawą i podpisem „WORLD’S OKAYEST BARISTA”. Po wewnętrznej stronie prawego przedramienia ma bukiet kwiatów w słoiku i małego, śpiącego kotka, którego sierść poprzetykana jest tu i ówdzie pomarańczowymi kwiatuszkami. Zewnętrzną stronę przedramienia zdobi motyl – mieniak tęczowiec – oraz gałąź pełna jasnych, różowych kwiatów. Wierzch prawej dłoni zdobi już tylko owoc granatu. 
     Alkai nigdy nie uważał, by miał jakiś wyraźnie zdefiniowany styl ubioru. I nigdy nie śledził zbyt wyraźnie modowych trendów, bo zdecydowanie bardziej ceni sobie wygodę ponad elegancją i szykiem. Trudno jednak zaprzeczyć, że jego szafa bardzo dobrze komponuje się zarówno z boho kawalerką, jak i z hipsterską kawiarnią, której jest prawie-właścicielem. Dlatego nie ma na świecie siły, która mogłaby go zmusić do założenia na siebie swojego jednolicie czarnego fartucha w ciągu normalnego dnia w pracy. Zakłada go tylko na specjalne okazje – jeżeli ma na to ochotę, któryś znajomy grzecznie poprosi lub szykuje się na wieczorną zmianę i zamierza rzucać rzeczami dookoła.
     Szafę Alkaia w większości wypełniają kolorowe, wzorzyste T-shirty i wkładane przez głowę bluzy – ba, jego ulubiona jest pastelowo różowa, a napis na niej głosi dumnie: „PAN AND TIRED”. Ma też kilka koszul w kwiaty lub kratkę. I kilka par jeansów, z których połowa jest albo sprana, albo modnie dziurawa, albo obie te rzeczy na raz. Swoją drogą zawsze też wolał tenisówki od klasycznych trampków i nie może zrozumieć ludzi, którzy muszą wiązać sznurowadła za każdym razem, kiedy chcą założyć buty. Alkai lubi proste, niezbyt rzucające się w oczy dodatki. Dlatego stwierdził, że dobrym pomysłem byłoby przekłucie tylko lewego ucha (ale za to dwa razy) i nosi tam małe, złote kółeczka. Które pasują do równie gładkich obrączek czy zrobionych z łańcuszka bransoletek, które czasem zakłada. Jednakże siły wyższe brońcie go przed zegarkami – nienawidzi ich nosić. 
     A jeżeli wychodzi z domu wieczorami – całkowicie niezależnie od pory roku – bierze też ze sobą swoją ulubioną jasną, jeansową kurtkę. W czasie zimniejszych miesięcy absolutnie nie przeszkadza mu chodzenie po mieście w czapce, płaszczu czy szaliku, bo marznie nieprzyzwoicie wręcz szybko.
Narodowość: Stany Zjednoczone Ameryki
Rodzina: Thomas i Bethany Underwood – rodzice Alkaia – żyją. Mieszkają w Buckeye w Arizonie, ale oboje pochodzą z Anglii. Przeprowadzili się do Ameryki na krótko przed narodzinami Alkaia, co tłumaczy jakim cudem zachował resztki brytyjskiego akcentu, chociaż nigdy w Wielkiej Brytanii nie był. Alkai jest jedynakiem. Nie utrzymuje kontaktu z nikim z rodziny, bo nie chce, by go znaleziono. Uciekł z domu krótko po skończeniu szkoły średniej, bo jak sam mówi: Nie chciał zostać lekarzem.
Zameldowanie: Antillia, Eden Mieszka w mikrokawalerce nad The Lookout Cafe
Zawód: Barista | Barman  w zależności od potrzeb i pory dnia

Działalność

Przynależność: Szczury
    Ekipa: The Lookout [Eden]
Przełożony: Matthias Wölf Czy aby na pewno?
Rola: Alkai został podarowany Szczurom razem z The Lookout Cafe bez prawa do zwolnienia go pod żadnym pozorem. Prowadzi kawiarnię połączoną z barem, z której dochód częściowo finansuje potrzeby kryjówki Szczurów i zapewnia odpowiednią przykrywkę dla rotacji ludzi w okolicy. Poza tym ma oko na to, co dzieje się w Edenie i dba, by nikt nieproszony nie kręcił się w pobliżu kwater gangu.

Zdolności specjalne

Mutacje: Tak (Uwaga: NIKT pod ŻADNYM pozorem nie może się o tym dowiedzieć)
    Szczegóły: Alkai jest podręcznikowym wręcz przykładem wysoko funkcjonującego empaty. Rodzinna mutacja Underwoodów – dziedziczona zawsze w linii męskiej – klasyfikowana jest jako umiejętność dwóch kategorii: pasywnej i aktywnej. Alkai pasywnie wyczuwa uczucia i emocje istot znajdujących się w jego pobliżu. Odpowiada za to dodatkowy zmysł, którego nie da się po prostu wyłączyć – to tak, jakby chcieć czasowo ogłuchnąć czy oślepnąć na życzenie. Sam Alkai twierdzi, że jego umiejętność wystarcza w zupełności do tego, by panować nad całym The Lookout i na szczęście z ulicy docierają do niego tylko te najbardziej intensywne przypadki.
     Aktywnie potrafi w dowolny sposób manipulować stanem emocjonalnym każdej osoby w okolicy. Może zmieniać natężenie danych emocji, wyciszać konkretne uczucia, wzmacniać je, a nawet zastępować zupełnie innymi. Warto jednak odnotować, że efekt jego mutacji słabnie wraz ze wzrostem odległości („Jeśli ktoś jest 60 stóp ode mnie, zwykle wiem, że i s t n i e j e, a nie od razu, że ma kiepski humor czy coś.”) Wobec czego szacuje swój maksymalny zasięg wyczuwalności na jakieś 15-20m, a łatwej i skutecznej manipulacji na mniej więcej połowę tego dystansu. Poza tym każde użycie mutacji zawsze obarczone jest bezwarunkowym odruchem – minimalnym skurczem mięśni twarzy. Nie jest to bardzo widoczny odruch, dlatego trzeba się przyjrzeć, żeby powiązać niekontrolowane drgnięcie brwi Alkaia ze zmianą ogólnego nastroju okolicy. Absolutnie nad tym nie panuje.
     Underwood do opisywania swoich wyjątkowych zdolności i działania dodatkowego zmysłu używa skojarzeń i bardzo obrazowych, synestezyjnych wręcz opisów. Zwykle nie ma żadnego problemu z przełożeniem swojego odbierania świata na język, który zrozumieć może każdy. Najczęściej opisywane emocje odnosi do powszechnie znanych dźwięków, uniwersalnie odbieranych jako przyjemne bądź nie (np. wiercenia w ścianie, gry na harfie). Bardziej złożone emocje często określa, wzbogacając opis o własne odczucia (np. wibrujące, łaskoczące), konsystencje i wrażenia dotykowe (np. lepkie jak miód, aksamitne, śliskie), czy kolory. O wiele rzadziej odnosi coś do smaków i raczej nie zdarza mu się sięgać po zapachy.
     Ukrywa mutację i nie chce, by ktokolwiek o niej wiedział. To nie tak, że się jej wstydzi. Alkai kocha swój dar i gdyby ktoś pozbawił go możliwości korzystania z niego prawdopodobnie czułby się tak, jakby ktoś amputował mu ulubioną kończynę. Underwood po prostu wie, że ludzie nagle zaczęliby patrzeć na niego z nieufnością i unikaliby go. Zostałby odmieńcem w kółko oskarżanym o wszystko, co wydawałoby się podejrzane ludziom dookoła, a The Lookout Cafe najprawdopodobniej by upadło. O tym, że jest mutantem wie w Megalopolis dosłownie pięć osób: Dhaqan i Zeke Oqinile, Fera Rosa, Matthias Wölf i Felix (który, nie chwaląc się, samodzielnie odkopał tę informację o Underwoodach).
Modyfikacje mechaniczne: Brak
Pozostałe umiejętności: Alkai nie jest człowiekiem, któremu powinno się zlecać zadania w terenie. Owszem, trochę potrafi się bić, ale na tyle, żeby nie dać sobie zbyt mocno obić twarzy w bójce barowej. Nigdy nie trzymał w rękach żadnego typu broni palnej i wyraźnie zaznaczył, że wolałby, żeby tak zostało. Noży także używa głównie w kuchni czy za barem i chociaż ma wprawę w ich używaniu, krojenie limonek i lodu to jednak nie to samo, co walka na noże w ciasnym zaułku. Ale Underwood nie jest znowu tak całkowicie bezużyteczny. Ma inne, nie mniej ważne umiejętności. Alkai jest mistrzem budowania złożonych relacji międzyludzkich. Fantastycznie radzi sobie z nawiązywaniem kontaktu z innymi, bo prawdopodobnie z większością ludzi znalazłby chociażby nić porozumienia. Bardzo szybko przekonuje do siebie innych i potrafi utrzymywać z nimi pozytywne relacje. Jest uważnym słuchaczem, który szybko wyciąga wnioski. Potrafi też przyciągnąć uwagę na tyle, by zostać wysłuchanym i spróbować przekonać swojego rozmówcę do zmiany zdania. Fenomenalnie radzi sobie z pracą w zespole, chociaż nie cierpi być liderem, bo twierdzi, że to zbyt duża odpowiedzialność dla kogoś jego pokroju. Świetnie za to odnajduje się w roli prawej ręki lidera ze swoim talentem do negocjacji i rozwiązywania wewnętrznych konfliktów. Alkai potrafi przesłuchiwać ludzi w taki sposób, by nawet nie odczuli, że byli przesłuchiwani. Bardzo dobrze radzi sobie w przypadkach, gdy przesłuchiwana osoba jest zbyt młoda lub zbyt przerażona, by mówić w innych okolicznościach. Underwood samą rozmową potrafi zdobyć zaufanie i dowiedzieć się naprawdę interesujących rzeczy. Ma też na co dzień kontakt z wieloma młodymi ludźmi z wielu środowisk, więc mimochodem doskonale zdaje sobie sprawę z tego o czym mówi miasto. 
     Prawo jazdy zrobił już po przyjechaniu do Megalopolis (i wspomina to jako jedno z bardziej traumatycznych wydarzeń w jego życiu – „Widzieliście ile na ulicach jest samochodów? I każdy robi coś innego!”), co sprawia, że jego uprawnienia do jazdy traktowane są na równi z międzynarodowymi. Mimo tego, że wcale nie radzi sobie za kierownicą tak źle i nie stwarza zagrożenia w ruchu lądowym – w przeciwieństwie do innych wybitnych osobistości w gangu – rzadko robi z niego użytek, bo miasta są fantastycznie ze sobą skomunikowane, a transport miejski działa dla niego wystarczająco dobrze. Prawdopodobnie zdecydował się na prawo jazdy tylko dlatego, że ładnie wygląda w CV i czasami ułatwia mu życie, jeśli zdecyduje się wynająć samochód z wypożyczalni. Z umiejętności, które nie mają kluczowego znaczenia dla Szczurów: ukończył cykl kursów, które zrobiły z niego naprawdę dobrego baristę. Część ufundował mu Dhaqan, część Alkai opłacił z własnej kieszeni. Okazało się, że ma do tego serce i talent, więc jego kawa nie ma sobie równych w całej okolicy miasteczka studenckiego w Antilli. Z ciekawości dorzucił sobie do kompetencji kurs z miksologii, a potem spędził wiele godzin z Internetem, ucząc się sztuczek barowych. Ma naprawdę zręczne palce i koordynację ręka-oko. Dodatkowo tworzenie czegoś z niczego jest jedną z rzeczy, które uwielbia robić. Czy to odnowienie starego mebla czy stworzenie czegoś od podstaw – Alkai wierzy, że posiada wszystkie niezbędne kompetencje, by ukończyć każdy projekt, na którego realizację wpadnie. A jeśli czego nie umie to z przyjemnością nauczy się czegoś nowego. Stąd właśnie większość bieżących napraw w The Lookout potrafi zrobić sam i nie potrzebuje wzywać żadnych fachowców. Zresztą do twarzy mu z farbą na nosie i wkrętarką w ręce. 

Osobowość

Charakter: O ludziach takich jak Alkai Underwood mówi się wiele i bardzo różnie. Zwłaszcza w kontekście tego, że porzucił całe swoje życie po niecałych dwóch dekadach, zniknął bez żadnego śladu i rozpoczął je na nowo tysiące kilometrów od domu. Ci, którzy go podziwiają, nazywają go wolnym duchem. Człowiekiem pełnym pasji i niezależności, który wiedział czego chce i miał odwagę, by po to sięgnąć. Mówią, że jest osobą, która przeżyje swoje najlepsze życie w wiecznej pogoni za wolnością i swobodą, bo nie dała się zamknąć w ciasnej klatce cudzych oczekiwań. Natomiast ci, którzy mu zazdroszczą, zwykle mówią, że to nie odwaga, a zwykła głupota pchnęła go do odrzucenia wszystkiego, co do tej pory w życiu osiągnął. I że jest naiwnym idealistą, który wcześniej czy później się sparzy i wróci do domu z podkulonym ogonem. Alkai oczywiście przybija piątkę tym pierwszym i śmieje się z tych drugich. W końcu trudno oparzyć człowieka, który pierwsze 18 lat życia spędził pośród piasków pustyni Sonora. W rodzinnej Arizonie czekałyby go tylko studia medyczne, bo ojciec uważał, że byłby wspaniałym psychiatrą. Takim samym jak on. Tylko, że Alkai wcale nie chciał być psychiatrą ani nawet psychologiem. Chciał być tylko Alkaiem Underwoodem – dzieciakiem, którego nie raz i nie dwa okradli, gdy autostopem podróżował po Stanach. Czy w takim razie naprawdę stracił tak wiele? Nie wydaje mu się. 
     W końcu zawsze uważał, że to praca w krawacie unieszczęśliwiałaby go bardziej. Nie potrafił sobie wyobrazić sobie siebie w kitlu w szpitalu. Zawsze eleganckiego i profesjonalnego jak ojciec. Nie ciągnęło go do medycyny. I nie za bardzo miał ochotę zagłębiać się w tajniki psychiatrii. Nie miał pojęcia jakim cudem miałby ukończyć studia w dziedzinie, z którą nie chciał mieć zbyt wiele wspólnego. Owszem, możliwość pomagania ludziom przez resztę była kusząca i niewiele brakło, żeby wmówił sobie, że tego właśnie chciał. Ale to nie było jego życie. Bielacze plamy nie pasowały do tej wizji. Pasowały natomiast do otwartych dróg międzystanowych, ciężaru plecaka przewieszonego przez ramię, kilometrów pustkowi bez żywej duszy i przypadkowych spotkań w przydrożnych barach. Serce Alkaia nigdy nie biło dla życia, które zaplanowali dla niego rodzice. Ono zawsze rwało się przed siebie, byle dalej od znajomego, bezpiecznego domu. Prosto ku przygodzie czekającej gdzieś daleko na granicy z Nevadą. Albo i jeszcze dalej, ku zimnej północy czy zielonemu wschodowi. Do niepewności czy następny dzień przyniesie coś dobrego czy wprost przeciwnie. Do swobody i braku planu sięgającego dalej niż dwa dni na przód. Do spontanicznych zabaw z nieznajomymi na campingach. Do ludzkiej życzliwości zdolnej przenosić góry. Do notesu wypełnionego mapami, adresami i numerami telefonów. Do ludzi, którzy przychodzili i odchodzili, rzadko wracając do jego życia na dłuższą chwilę. To, co nastoletniego Alkaia pociągało najbardziej nigdy nie kryło się tuż za najbliższym rogiem. Potrzebował tej niewygody podróży. Potrzebował napiętego budżetu i strategicznych decyzji śniadaniowych. Potrzebował czasem nie zjeść niczego przez cały dzień czy raz na jakiś czas ominąć prysznic, by następne móc docenić bardziej niż kiedykolwiek. I potrzebował tej satysfakcji, gdy po długim, męczącym dniu marszu zrzucał plecak z ramion, by w pięknym miejscu spędzić kolejną noc pod gwiazdami.
    I to właśnie takie szalone historie, pełne ślepego optymizmu, dramatycznych zwrotów akcji i małych cudów doprowadziły go do miejsca, w którym znalazł się obecnie. Nie da się jednak ukryć, że żyje w swoim małym chaosie. Takim pełnym spontanicznych decyzji, kontrowersyjnych wyborów i wybuchów entuzjazmu. Najwyraźniej dobra organizacja nigdy nie była jednym z jego wielu talentów. Po jego małym, acz bardzo gustownie zagraconym mieszkaniu doskonale widać wszystko to, co zarzucali mu rodzice. A przyznać trzeba, że straszyli go często i nader chętnie mrożącymi krew w żyłach opowieściami o tym, gdzie skończy, jeśli się za siebie nie weźmie. Ojciec mógł mu zarzucać, że jest zbyt roztrzepany i wymaga przez to bezustannego nadzoru, bo niczego nie potrafi przypilnować. Mama mogła mu zarzucać, że pamięć ma dobrą, chociaż krótką i dzięki temu po raz kolejny zapomniał wyjąć naczyń ze zmywarki czy rozwiesić prania, a przecież wyraźnie go o to prosiła. Ba, mogli mu nawet zarzucać lenistwo, gdy przyłapywali go na graniu z kolegami, kiedy według ojca powinien się uczyć ("Bo nie dostaniesz się na medycynę"). Underwood może z całą pewnością powiedzieć, że rodzice mieli wtedy rację. Jest wszystkim tym, co sobie o nim myśleli. Tym zabawniejszy jest dla niego fakt, iż okazało się, że bycie okropnie roztargnionym leniem w zasadzie nie wyklucza funkcjonowania w społeczeństwie. 
     Ba, wbrew pozorom całkiem dobrze sobie radzi z życiem w grupie. Fantastycznie odnalazł się w swoim nowym, megalopolijskim życiu i z pewnością nie może narzekać na nudę czy samotność w obcej metropolii. Underwood ma w sobie coś takiego, że działa na ludzi jak magnes i podbija serca właściwie z marszu. I to z wielu powodów zresztą! Przede wszystkim dlatego, że nigdy nie pozbył się tej drobnej iskry szaleństwa, która sprawia, że wszystko jest piękniejsze i bardziej fascynujące, a on z przyjemnością wskaże ci palcem te wszystkie niedoceniane na co dzień drobne przyjemności. Z dziką wręcz rozkoszą, bo powiedzieć, że Alkai Underwood emanuje radością życia to jakby nic nie powiedzieć. Jest przy tym duszą towarzystwa i często bywa w centrum zainteresowania. Nie dlatego, że o to zabiega. Alkai prawdę powiedziawszy przy całej swojej pewności siebie i bezczelności nigdy nie szukał uwagi na siłę – czy tego chce czy nie to uwaga zwykle znajduje jego. Na szczęście jest cholernie towarzyskim ekstrawertykiem i chyba tylko dlatego nie bywa przytłoczony całym tym zainteresowaniem. Nie żeby był w stanie je wykorzystać do czegoś złego. Nie byłby w stanie się na to zdobyć.
     Underwood jest tym typem człowieka, którego zdaje się fascynować ludzkość w każdej formie i kształcie. Z całą swoją otwartością i nieskończonymi pokładami empatii daleki jest od oceniania kogokolwiek po pierwszym wrażeniu. W ogóle stara się unikać osądzania ludzi, jeśli nie jest to absolutnie konieczne, bo zwykle z góry zakłada, że ludzie są dobrzy i co najwyżej trafił na zły czas w ich życiu. Owszem, zdarza mu się przejechać na kimś od czasu do czasu, bo nie ma w nim zgody na poglądy, które krzywdzą innych ludzi. Ale to nie oznacza, że nie starał się zrozumieć tej drugiej osoby i historii, która się kryła za takimi przekonaniami. W końcu zawsze wierzył w szczerą i jasną komunikację, co bardzo dobrze widać – pomimo małej armii byłych partnerów z połową wciąż utrzymuje luźne kontakty, a druga połowa nie chce jego śmierci w męczarniach. Potrafi być naprawdę cierpliwym i uważnym słuchaczem, jeśli tego wymaga sytuacja. Takim pełnym szacunku, który nie będzie ci przerywał i w pierwszej kolejności spyta czy potrzebujesz tylko wysłuchania czy może jednak rady (a potem czy może cię dotknąć albo przytulić – zgodzisz się raz i przepadniesz, bo już nigdy nie zaznasz spokoju, jeśli nie odwołasz tej zgody). Dlatego wielu ludzi przychodzi do The Lookout Cafe głównie po to, by porozmawiać z Alkaiem, a kawa jest tylko smacznym dodatkiem do całego doświadczenia. Bo Underwood naprawdę chętnie pomaga innym, jeżeli tylko jest w stanie. A jeśli nie wymaga się jego ratunku też nic nie szkodzi. Jest na tyle kreatywnym człowiekiem, by z miejsca wymyślić odpowiednio wciągający temat do rozmowy. Bo bądźmy ze sobą szczerzy: banalne rozmowy o pogodzie już dawno przestały go bawić. Woli raczej spytać czy wierzysz w prawdziwą miłość albo dlaczego owady nie lecą do słońca, skoro tak bardzo kochają jasne światło. Ot, ciężko się nudzić rozmawiając z Alkaiem. Zwłaszcza, że najwyraźniej zdaje się nie mieć świadomości istnienia czegoś takiego jak tematy tabu. A nawet jeżeli ktoś go kiedyś uświadomił i tak ma to gdzieś.
Relacje z innymi: Tak naprawdę trudno znaleźć osobę, która miałaby za co Alkaia nienawidzić. To raczej typ człowieka, który dogada się z każdym i stara się nikomu nie szkodzić. Ma wielu znajomych, ale niewielu z nich uznaje za swoich prawdziwych przyjaciół. Zamiast tego Alkai żartobliwie nazywa siebie królem szczeniackich romansów. I zdaje się rzeczywiście czuć dobrze, flirtując z ludźmi przez chwilę i rozstając się. Nie miewa raczej złamanego serca i nie zostawia po sobie złamanych serc. O takich znajomościach raczej szybko się zapomina. A nawet jeśli trafi na kogoś, kto nie będzie w stanie zapomnieć tak łatwo, zwykle ta osoba wie, gdzie go szukać. Alkai chętnie na ten temat porozmawia i wszystko sobie wyjaśnią.
    Pozytywne: Co ciekawe, Alkai Underwood nie odpowiada wyłącznie przed jednym przełożonym. Pośrednio odpowiada przed Ferą Rosą, bezpośrednio przed szefem edeńskiej bazy Matthiasem Wölfem, który w dodatku traktuje go jak swojego niemalże następcę. Z oboma stara się utrzymywać raczej przyjazne relacje. Jednak najbardziej związany czuje się Jego Królewską Wysokością Dhaqanem Oqinile. Bo mówiąc zupełnie szczerze zawdzięcza mu najwięcej. To właśnie Dhaqan znalazł Alkaiowi pracę w The Lookout kilka lat temu i zadbał o to, by chłopak zadomowił się w mieście jak trzeba. Upewnił się nawet czy aby na pewno niczego mu nie brakowało na początku, chociaż mieli dość skrajne opinie co do akceptowalnego standardu mieszkania Alkaia (tak, chodzi między innymi o łóżko zrobione z materaca leżącego na paletach). Alkai już od dawna nie potrzebuje pomocy Likaona, by funkcjonować całkowicie niezależnie, ale i tak nie mógłby zrezygnować z tego kontaktu. Nie tylko dlatego, że naturalnie stał się oczami i uszami Dhaqana w Edenie. Przede wszystkim dlatego, że został najfajniejszym starszym bratem pewnego nastolatka, który lubi uciekać z domu i marudzić na cały ten koślawy świat dorosłych.
    Negatywne: Prawdopodobnie dokonał w tym miejscu niemożliwego. Mianowicie: wzbudził zazdrość pewnego francuskiego wariata, który do tej pory był jedynym przyjacielem wszystkich w gangu. To nie tak, że Alkai żywi do Sylvaina Berthiera jakiekolwiek negatywne uczucia. Zasadniczo Levi niczego mu nie zrobił. A jednak Leviathan z jakiegoś powodu nie może powstrzymać się od złośliwych docinek, ilekroć dostanie szansę.
Playlista: Sleep On The Floor – The Lumineers | Luck – American Authors | I'm Not A Saint – Billy Raffoul

Załączniki

niedziela, 7 listopada 2021

Semira Amsalu Mekbib

Wiem, że sądzicie, iż wiecie co przed chwilą powiedziałam, ale nie jestem pewna, czy zdajecie sobie sprawę z tego, że to, co do was dotarło nie jest tym, co myślę.


 Podstawowe informacje

Imię/Imiona: Semira Meraffe a właściwie Meriafife, bo imię jest uproszczone
    Jeśli decyduje się na podanie tylko jednego z imion częściej wybiera to pierwsze – całkowicie zmyślone zresztą. Niektórzy ludzie mają dość odwagi, by zwracać się do niej per Sem, ale to świadczy tylko o bardzo zażyłych relacjach, skończonej głupocie śmiałka albo oczywistych brakach w instynkcie samozachowawczym.
Nazwisko: Amsalu Mekbib
Znane pseudonimy: Ifryt | Isati
    Obecnie posługuje się dwoma bez wyraźnych preferencji co do jednego konkretnego. Cały nielegalny półświatek zna ją jako Ifryta, co zapewne wzięło się od szeregu nietypowych umiejętności, które przejawia. Dodatkowo zainteresowana sama zdaje się przychylać plotkom i twierdzi, że są całkowicie prawdziwe. Ci, którzy z jakiegoś powodu nie używają tego pseudonimu chętnie sięgają po drugi – Isati, który swoją drogą oznacza z amharskiego ogień. Dodatkowo w rozmowach o niej bardzo często usłyszeć można Królowa, ale sama Semira nie używa tego pseudonimu. Ci mniej przychylni czasem kąśliwie mówią o niej jako o smoczycy, ale motyw przewodni w gruncie rzeczy zostaje ten sam.
Płeć: Kobieta
Wiek: 28 lat
Aparycja: Semira jest kobietą równie piękną, co niebezpieczną. Nie bez powodu zresztą porównuje się ją do dumnej lwicy czy potężnej etiopskiej królowej. Patrząc na Semirę naprawdę trudno nie odnieść wrażenia, że patrzy się na kogoś bardzo ważnego i jednocześnie bardzo przerażającego. Trochę tak, jakby oglądało się pełnego gracji drapieżnika ze  z b y t  bliskiej odległości. Nawet pomimo tego, że jak na standardy Megalopolis, Sem ze swoim 170 cm uchodzi za kobietę raczej średniego wzrostu. Nie należy także do najszczuplejszych osób w mieście. Jest raczej mocnej budowy ciała i ma figurę klepsydry – bardzo proporcjonalną, z szerszymi ramionami i biodrami, widocznym wcięciem w talii i masywnymi udami. Semira należy do czarnej odmiany człowieka, ale jej cera ma wyjątkowy odcień. Nie jest ciemnobrązowa czy nawet rzeczywiście czarna, jak to się ma w przypadku tej grupy ludzi. Skóra Semiry pod odpowiednim kątem wydaje się bordowa i podobno – ale są to głównie plotki – jest nienaturalnie ciepła, a przy tym bardzo miła i miękka w dotyku.
    Jej twarz uchodzi za bardzo atrakcyjną wizualnie. Świetnie wpasowuje się w obecne kanony piękna – jest owalna, ale ma wyraźnie zarysowane kości policzkowe i linię żuchwy, a przy tym delikatnie zarysowany podbródek. Semira ma duże, lekko migdałowate oczy, okolone gęstym wachlarzem rzęs, które w zależności od światła wydają się czarne lub ciemnoczerwone, zawsze jednak skupiają na sobie uwagę. Natura obdarzyła ją naprawdę hojnie, więc pochwalić się może również kształtnym, lekko zadartym ku górze, chociaż mimo wszystko wyraźnie szerszym nosem i pełnymi wargami. Dolna warga jest jednak lekko zniekształcona, bo przecina ją pozioma, wypukła blizna. Semira nie tylko zdaje się nią wcale nie przejmować, co wręcz ją eksponować, by na pewno każdy mógł ją zauważyć. Włosy Królowej są natomiast czarne i gęste. W typie afro, chociaż Semira najczęściej prostuje je, żeby wydawały się mniej afrykańskie. W pełni wyprostowane, długie włosy sięgają jej do pasa.
    Ifryt ubiera się dokładnie tak, jak powinna ubierać się celebrytka i jedna z najbogatszych kobiet w mieście. Dlatego jej stroje zwykle są eleganckie i bardzo stylowe. Ubiera się drogo – część jej garderoby powstała na jej wyłączne życzenie i nigdy nie trafiła do sprzedaży komercyjnej. Semirę zwyczajnie stać na to, by znani projektanci szyli kreacje tylko dla niej. Równie często co widowiskowe kreacje ubiera dobrze skrojone damskie garnitury. Wszystko oczywiście podkreślone odpowiednimi dodatkami. Semira naprawdę lubi błyszczeć, chociaż zawsze wolała srebro od klasycznego złota. Twierdzi, że chłodne, białe odcienie komplementują ją o wiele lepiej niż te ciepłe i żółte. Poza tym naprawdę często sięga po obcasy, które nie dość, że dodają jej kilku centymetrów, to jeszcze wspaniale podkreślają jej prostą, dumną sylwetkę.
Narodowość: Etiopia – plemię Mursi
Rodzina: Nie wiadomo zbyt wiele na ten temat, bo sama Semira nie wspomina o swojej przeszłości prawie nigdy. Pewne jest tylko to, że pochodzi z małej, turystycznej wioski w rejonie w centrum dorzecza Omo. Oboje rodziców nadal żyje, ale prawdopodobnie zostali w Etiopii. Ma też liczne rodzeństwo – jeśli wierzyć w plotki, w rodzinie Mekbib urodziło się nawet dziewięcioro dzieci, a sama Semira jest jednym z trojaczków. Trudno stwierdzić na ile jest to prawdą, a na ile inwencją twórczą człowieka, który na siłę próbował udowodnić, że coś o Isati wie.
Zameldowanie: Messiah Union, Tian, Shangri-La
       Messiah Union to supernowoczesna twierdza ze stali i szkła. Ma rozległą sieć podziemi i własne przejście do systemu miejskich tuneli. Część wieżowca wynajmowana jest przez zewnętrzne firmy, co czyni budynek niezależnym finansowo. Na terenie MU znajduje się przestronne lobby, kawiarnie i restauracje, nowoczesne przestrzenie biurowe, strefy rekreacji, miniaturowy kompleks spa z sauną, siłownia, a nawet prywatne laboratorium, jak również dwupoziomowy apartament właścicielki na samym szczycie.
Zawód: Oficjalnie firma Semiry z siedzibą w Messiah Union zajmuje się rynkiem nieruchomości. Skupuje mieszkania od tych, którym się nie udało, by odnowić je i sprzedać tym, którzy liczą, że im się uda. Legalnie Imperium posiada też całe kompleksy mieszkań i lokali przeznaczonych pod wynajem zarówno osobom prywatnym, jak i małym oraz średnim biznesom. Semira prywatnie inwestuje pieniądze na giełdzie, dbając o swój wizerunek celebrytki i prawdopodobnie jednej z najbogatszych kobiet w mieście.

Działalność

Przynależność: Imperium
    Ekipa: Brak
Przełożony: Brak poprawka: w kwestiach związanych z działalnością Szczurów podlega Ferze.
Rola: Semira nie jest aktywnym członkiem gangu. W zasadzie nie wiadomo tak do końca czy w ogóle nim jest. Imperium natomiast, zgodnie z nazwą, z wolna przejmuje cały czarny rynek Megalopolis. To nie tyle narkotykowy kartel, co prawdziwa korporacja zajmująca się produkcją i handlem narkotyków oraz przemytem nielegalnych towarów z całego świata na teren Czterech Miast. Imperium wspiera działania Szczurów, udostępniając gangowi swoje środki i placówki. W zamian oczekuje jedynie przyjaznych stosunków i wsparcia w ochronie wspólnego interesu – w końcu im lepiej prosperuje Imperium, tym więcej zasobów Szczury mają do dyspozycji.

Zdolności specjalne

Mutacje: Tak (chyba)
    Szczegóły: Semira, chociaż zdecydowanie jest niewierząca, uważa się za muzułmańskiego demona – ifryta. To, czy rzeczywiście nim jest, czy jest po prostu mutantką, która zna się na kreowaniu wizerunku, zostaje chyba tylko kwestią wiary. Prawdą jest jednak, że posiada szereg specyficznych umiejętności. Za najbardziej specyficzną z nich wszystkich i w zasadzie jedyną, dzięki której plotka o byciu demonem ma jakikolwiek sens jest transformacja. Według relacji świadków skóra Semiry staje się wtedy jeszcze ciemniejsza niż zwykle, a pozbawione źrenic i tęczówek, czerwone oczy kobiety zaczynają płonąć. Mało tego po obu stronach jej głowy wyrastają zakręcone, czarne, masywne rogi, które trochę przypominają te baranie. Na jej ciele znikąd pojawiają się prawdziwe płomienie, za którymi autentycznie ciągnie się żar i dym. Zupełnie jakby kawałek piekła postanowił nagle pojawić się na świecie. I podobno robi to cholernie przerażające wrażenie. Poza tym Semira jest całkowicie ognioodporna i nawet w swojej podstawowej, ludzkiej wersji potrafi tworzyć ogień z niczego. Chociaż zdecydowanie mniej niż po transformacji. Tak jakby próbować porównywać zapalniczkę do pożaru lasu. Niebezpieczny jest także głos Semiry. Niski, głęboki i hipnotyzujący – taki, którego nie zapomnisz i za który możesz nawet zginąć, bo im dłużej jej słuchasz, tym chętniej oddasz jej swoje życie, duszę, serce i portfel. Na szczęście nie działa tak od razu i widując się z Isati sporadycznie raczej nie naraża się na uzależnienie od niej. Gorzej sprawa ma się z tymi, którzy widują ją codziennie. Połowa populacji Messiah Union sprzedałaby własne rodziny, byle tylko ich Królowa zwróciła na nich swoją uwagę i porozmawiała choć przez chwilę.
Modyfikacje mechaniczne: Brak
Pozostałe umiejętności: Zna przynajmniej 5 języków i są to: mursi, amharski, angielski, arabski i chiński mandaryński – z czego dwa pierwsze już do niczego jej się nie przydają, a dwa ostatnie tylko w mowie. Semira jest wspaniałą aktorką, bo chociaż nigdy oficjalnie nie szkoliła się w tej kwestii, doświadczenie zdobywała jako kurierka dla chińskiej organizacji przemytniczej i nie raz musiała ratować skórę wiarygodnie odegraną historyjką. To kobieta doskonale świadoma swoich atutów, co czyni z niej świetną negocjatorkę i manipulatorkę. Największą bronią Isati są słowa, a nie czyny, ale nawet ona nie jest taką zupełnie bezbronną ładną buzią i naprawdę nie boi się pobrudzić rąk i nowej sukienki, zwłaszcza na swoim terenie w zaciszu podziemi Messiah Union. Jeżeli czegoś chce, z pewnością to dostanie. Co najwyżej będzie musiała kogoś torturować. Albo zabić.
    Co prawda broni palnej nie używa – ma od tego ludzi, ale potrafi obronić się cudownym wynalazkiem afrykańskiej myśli technicznej jakim jest kpinga. Kpinga to zestaw trzech noży przymocowanych do siebie w naprawdę dziwaczny sposób. Można jej używać jako broni siecznej, kłującej lub nawet miotanej. I jeżeli myślisz, że noże są bardziej niebezpieczne, prawdopodobnie nie masz żadnego pojęcia o tym jak świetnie kpinga radzi sobie w sianiu spustoszenia w ciasnych zaułkach i zamkniętych pomieszczeniach. Semira jest też doskonale poinformowana na temat tego, co dzieje się w Miastach i chociaż nie jest to żadna umiejętność, lepiej było o tym wspomnieć. Informacje i kontakty to potężne waluty, a na usługach Semiry pracuje jedna z najlepszych informatorek w mieście i kilku szeroko znanych ze swojej roboty najemników.

Osobowość

Charakter: Wielu ludzi, spotykając Semirę po raz pierwszy popełnia bardzo podstawowy i najczęściej tragiczny w skutkach błąd. Mianowicie: sprowadza ją do roli ładnej, choć głupiej buzi, która ma za dużo sławy i pieniędzy, a przy tym żadnego mężczyzny, który mógłby powiedzieć jej na co wydawać swoją fortunę. Ewentualnie w drugim wariancie pojawia się postać mężczyzny – wysokiego, blond Norwega, który zawsze towarzyszy swojej Królowej, więc z pewnością to on na pewno rządzi Imperium, kiedy Semira po prostu stoi obok i ładnie wygląda. Oczywiście pierwsze wrażenie ma to do siebie, że zwykle jest całkowicie mylne. A Semira naprawdę nie potrzebuje mężczyzn, którzy mówiliby jej co ma robić i wie o tym każdy, kto chociaż otarł się o część Megalopolis, którą rządzą narkotyki.
    Reputacja Ifryt, mówiąc wprost, opiera się na czystym terrorze. Prawdopodobnie każdy czarnorynkowy handlarz wie doskonale, kim Isati jest, do czego jest zdolna i zdaje sobie sprawę z tego, że powinien trzymać się od niej z daleka. To kobieta, na którą zlecenia nie weźmie żaden ceniący swoje życie skrytobójca. Bo Isati jest  c h o l e r n i e  niebezpieczna i wszyscy o tym wiedzą. Przy tym jest też nieprzewidywalna, a plotki o tym, co dzieje się w podziemiach Messiah Union z tymi, którzy podpadli Królowej zdecydowanie nadają się na serię horrorów o najbardziej nawiedzonym lochu Megalopolis. Mówiąc wprost: Semira wie, że ludzie są przerażeni, kiedy jej pseudonim pada w rozmowie. Bo ona tak naprawdę chce, by ludzie o niej mówili i się jej bali. Z przyjemnością dba o swój wizerunek najprawdziwszego demona i dokłada wszelkich starań, by pogłoski na jej temat wręcz przewyższały faktyczne, choć nie mniej bestialskie dokonania. W końcu, cytując jej słowa: Gdy wszyscy uważają cię za potwora, nie musisz tracić czasu na popełnianie każdej potworności.
    Isati jest klasycznym przykładem femme fatale – kobiety fatalniej, egocentrycznej i nie dbającej o interesy niczyje, poza jej własnymi. Jest obłędnie piękną kobietą, w dodatku doskonale świadomą swojej kobiecości i wszystkich jej zalet. I nie waha się, by wykorzystywać wszystko co ma, by osiągnąć swoje cele. Jest także niesamowicie pewna siebie, inteligentna, absurdalnie bogata i już teraz ma władzę, o której większość mogłaby jedynie pomarzyć. Tylko… Królowej to wcale nie satysfakcjonuje. Semirze wcale nie chodzi o to, by być tylko kimś w półświatku i codziennie walczyć o wpływy i pozycję. Wolałaby raczej, by nikt nie odważył się w ogóle zakwestionować jej władzy. Bo Królowa wciąż chce więcej. Megalopolis kiedyś stanie się dla niej zbyt ciasne i przestanie być jakimkolwiek wyzwaniem, a wtedy jej chora ambicja sięgnie po to, co dzieje się poza Miastami.
    Trudno też mówić o Imperium bez wspominania o jego charyzmatycznej liderce. Czasami wręcz odnosi się wrażenie, że mówiąc o Semirze mówi się o jej organizacji, tak jakby Imperium nie mogło istnieć bez Ifryt. Jest w tym trochę prawdy – Imperium nie istniało przed Semirą i prawdopodobnie nie będzie istniało także po niej. Zbudowała je sobie sama z niczego. Semira jest głową potężnego smoka, a jak wiadomo bez głowy nie da się daleko zajść. Ta organizacja to pomnik wszystkiego, w co Isati wierzy i do czego dąży. Wystarczy spojrzeć na to, co dzieje się na ulicach. Imperium pożera żywcem wszystko, co stanie na drodze Isati ku absolutnej dominacji nad Miastami. Coraz trudniej o działający na rynku kartel, który nie byłby z nią powiązany lub nie należał do jej organizacji całkowicie. A jeżeli są, zwykle należą do innej megaorganizacji, która akurat jest przeciwna działaniom Isati. Jeżeli Semira jest płomieniem, który to wszystko zaczął, to Imperium jest pożarem, który ogarnia wszystkie Cztery Miasta, a którego nie da się ugasić. Można jedynie czekać z nadzieją, że kiedyś zgaśnie samoistnie. Z nadzieją… cóż, płonną.
    Ifryt zwykle musi być okrutną i wyrachowaną Królową czarnego rynku. Jak inaczej miałaby utrzymać w ryzach ogromną, nielegalną organizację pełną przestępców? Trudno znaleźć w niej autentyczne ciepło, kiedy przeważająca większość jej uśmiechów tak naprawdę zdaje się być zakamuflowanym ostrzeżeniem. Drapieżne uśmiechy Ifryt są już niemalże legendą, a sama jej parszywa reputacja wręcz wymusza pilnowanie każdego swojego słowa czy gestu w jej towarzystwie. Bo Ifryt słynie z tego, że od swojego otoczenia wymaga całkowitego oddania i lojalności, a każdą zdradę czy wątpliwość kara surowo. Nie ma w niej miejsca na współczucie czy skrupuły, a już zwłaszcza nie ma w niej litości dla zdrajców. Jest za to piekielnie uważną obserwatorką i mistrzynią wyciągania wniosków. Słowa i tajemnice są najgroźniejszą bronią Semiry. Cóż, doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że światem rządzi pieniądz i informacja. A ona dysponuje oboma tymi walutami i tylko od niej zależy, co z nimi zrobi. Co na to reszta świata? Niech klęczy i błaga o litość.
Relacje z innymi: Semirę zna zdecydowanie zbyt wiele osób. O wiele więcej niż Semira byłaby w stanie sobie przypomnieć (pewnie większości nawet nie spotkała osobiście). Nie mniej część tych osób uważa się wręcz za jej przyjaciół. To oczywiste plotki. Jeśli nie pracujesz w Imperium na wysokim stanowisku albo nie jesteś kimś naprawdę ważnym w półświatku, marne szanse, żeby Isati w ogóle zechciała na ciebie spojrzeć – o przyjaźni nie wspominając. Przyjaźń to biznes, który musi się jej opłacić.
    Co innego, jeśli próbujemy rozmawiać o relacjach romantycznych w przypadku Isati. Jej pierwszy i jedyny związek okazał się być niemożliwym wręcz błędem, dlatego nawet nie przyznaje się do faktu bycia wdową. Było to małżeństwo na tyle nieudane, że bardzo szybko obrzydziło ono Isati jakiekolwiek przyszłe próby związania się z kimś. Wobec tego kobieta jest sobie wierna i nie poszukuje nikogo na stałe, przekonana o tym, że lepiej poradzi sobie samodzielnie. Co wcale nie przeszkadza jej od czasu do czasu dopuszczać się flirtu na mężczyznach czy kobietach. W końcu to tylko niewinna zabawa, która nigdy nie przerodzi się w nic więcej.
    Pozytywne: Ku ogromnemu zaskoczeniu niektórych na pierwszym miejscu wypadałoby wspomnieć o Charon. Polka była w zasadzie pierwszą, z którą młoda Semira miała do czynienia w Megalopolis. Nic zresztą dziwnego, gdyż dziewiętnastoletnia wtedy dziewczyna pochodząca z biednej, etiopskiej wioski, która zaledwie kilka tygodni wcześniej zabiła na pustyni swojego męża i nie potrafiła mówić po angielsku nie miała nerwów, wiedzy ani pieniędzy, by dostać się do Megalopolis legalnie. Charon nie tylko przemyciła ją na wyspę. Zrobiła o wiele więcej, bo pomogła jej też zdobyć dokumenty na nieco inne niż w rzeczywistości dane i znalazła jej mieszkanie. Pracy nie musiała jej szukać – o to Ifryt zadbała własnoręcznie i została kurierką w Penglai (niewielki chiński kartel). Na ten moment Charon i Semira nie utrzymują już ze sobą żadnych relacji, ale Isati doskonale pamięta, kto był dla niej dobry. Pewnie tylko dlatego nigdy nie próbowała wyciągnąć ręki po Norę, chociaż część towarów Imperium i tak tamtędy przechodzi. Zwykła lojalność powstrzymuje ją przed próbami przejęcia tego interesu. Nie mogłaby zrobić tego Helenie O-niewymawialnym-nazwisku.
    Idąc dalej: jeżeli Semira na ten moment komukolwiek ufa naprawdę to z pewnością jest to jej prywatny asystent Espen Tellefsen. Dołączył do niej na samym początku, kiedy dopiero zaczynała realizować swój śmiały plan o posiadaniu własnej organizacji. Zasadniczo wierzył w nią od samego początku i pracował naprawdę ciężko, by mogła spełnić swoje marzenia. Espen to niezastąpiony, wierny jak pies, lojalny do ostatniej komórki ciała, zawsze obecny i gotowy do działania człowiek, który jeszcze nigdy jej nie zawiódł. I to prawdopodobnie najbardziej znany przykład działania jej głosu na ludzi – mężczyzna do życia potrzebuje Isati bardziej niż powietrza
    Matthias Wölf prawdopodobnie jest ulubionym najemnikiem Semiry, a z pewnością jednym z najchętniej przez nią wykorzystywanych. To w końcu on otworzył jej drzwi, które prowadziły prosto do przejęcia Messiah Union. Bez niego nie miałaby aż tak reprezentacyjnej twierdzy, chociaż lubi mimo wszystko przypominać mu, gdzie jego miejsce. Nie powinien myśleć, że jest niezastąpiony. Semira świetnie poradziłaby sobie i bez niego. Musi jednak przyznać, że jeśli ma komuś płacić za dobrze zrobioną pracę, woli by był to Matthias, a nie ktoś przypadkowy. Sem naprawdę ceni sobie tę niemiecką jakość.
    Wśród Szczurów na jakąkolwiek przychylność Isati liczyć może chyba wyłącznie Fera Rosa i jej prawa ręka Daniel Giguere. Reszty Szczurów nie zna i – gdyby przyszło o ścisłość – nie ma nawet ochoty poznawać, jeśli nie będzie to absolutnie konieczne. Ale i relację z tą dwójką raczej trudno nazwać przyjaźnią czy koleżeństwem – to czysta dyplomacja. Stabilny układ sił przywódców dwóch potężnych organizacji, które tak do końca sobie nie ufają, a które mogłyby nawzajem bardzo mocno sobie zaszkodzić. Dlatego dla wspólnego dobra zdecydowały się pozostawać w sojuszu.
    Jest jeszcze Joan Martin. Joan nie jest dla Semiry nikim nazbyt ważnym. Jest jej pracownikiem i to w dodatku takim, który nie ma jeszcze zbyt dużego stażu. Ba, Semira wręcz celowo trzyma ją z daleka od Messiah Union, by dziewczyna zdobyła bezcenne doświadczenie w branży narkotykowej i miała szansę poszerzyć sieć kontaktów. Dość powiedzieć, że Joan w oczach Semiry ma potencjał i przypomina Isati o niej samej, gdy zaczynała karierę. Dlatego, nawet jeśli czasem sprawia wrażenie zbyt surowej, nie robi tego z czystej złośliwości. Mimo wszystko chce dla Joe dobrze i dlatego postanowiła sobie, że nie będzie traktować swojej ulubionej informatorki ulgowo. Nie da się jednak zaprzeczyć istnieniu pewnego kredytu zaufania względem niej. Jakby nie patrzeć Martin dostała już nawet szansę, by pokazać się miastu na kilku wydarzeniach organizowanych przez Imperium bynajmniej nie jako agentka nieruchomości.
        NegatywneNiemalże naturalnym odruchem unika Muzułmanów. I wcale nie ukrywa, że akurat ta grupa ludzi ma dostęp maksymalnie do połowy wysokości Messiah Union (z daleka od jej pokojów). Podobno ifryta można zabić cytując wersy z Koranu, więc opór jest całkiem zrozumiały i logiczny. Wcale nie tak, że przypominają jej o tym okropnym człowieku, który wyciągnął ją z rodzinnej wioski, obiecując niestworzone rzeczy, a potem wziął z nią ślub i nic więcej z tego nie wyniknęło.
    Poza tym zapewne całe mnóstwo szefów mniejszych karteli jest na nią wściekłych za kontrolowanie rynku i ustalanie cen towarów. Jednakże nie stanowią żadnego zagrożenia ani dla jej bezpieczeństwa, ani tym bardziej pozycji. Zwyczajnie nikt o choćby odrobinie zdrowego rozsądku nie podejmowałby się samobójczej misji, a taką z pewnością jest grożenie samej Królowej. 
        Mimo to są ludzie, którzy jednak się zdecydowali. Większość tych szaleńców od dawna nie żyje... W przeciwieństwie do Erro. Mutantka zdaje się żywić do Semiry ogromną urazę, chociaż nigdy wcześniej się nie spotkały – Ifryt na pewno zapamiętałaby kogoś takiego. Nie mniej Erro postarała się, by dać Królowej dobry powód do wzajemnej nienawiści. A Semira skorzystała z niego. Poszło o interesy. Semira handlowała czymś, czym według Erro (krzyczącej coś o nieswoich genach) nie powinna. Czy Semira w jakikolwiek sposób odczuła fakt, że zgodziła się przestać handlować UNK32-1? Absolutnie nie. Czy zamierza wybaczać Erro jej kretyńską zuchwałość? Och, tym bardziej nie.

Załączniki
[Napad na bank]

piątek, 5 listopada 2021

Kasumi

 Teorie i zasady nie są ani prawdziwe, ani fałszywe. Są jedynie mniej lub bardziej przydatne.

Podstawowe informacje

Imię/Imiona: Kasumi
Nazwisko: Zila, po matce. Orochi, po ojcu.
Znane pseudonimy: Zgodnie z tradycją shangri-laskich rodzin, w dniu swojej inicjacji została ochrzczona klanowym imieniem: "Fuchicho", czyli "Feniks". Używa obu zamiennie, bez wyraźnych preferencji. Wśród Szczurów, zwłaszcza z głównej bazy, przyjęło się po prostu zdrabnianie jej imienia do Kas.
Płeć: Kobieta
Wiek: 29 lat
Aparycja: Kasumi ma ponad metr siedemdziesiąt wzrostu, co podobno wykluczało ją już z "kanonu piękna" w jej rodzinie. Nie żeby planowała się go trzymać - spędziła lata trenując, by móc dorównać sprawnością fizyczną każdemu z ochroniarzy ojca, dzięki czemu kobieta jest zbudowana jak lekkoatletka. Nie uważa się za specjalnie silną, ale zdaniem Fela już nawet dziewczyny zaczęły się za nią oglądać na ulicy gdy zdejmuje kurtkę <co, swoją drogą, peszy ją bardziej niż gdyby oglądali się za nią mężczyźni>. Nie da się ukryć, że jest wyjąt atrakcyjna. Wszystko na jej twarzy wydaje się być zaznaczone subtelnie, jakby ręką artysty, od ust po brązowe oczy w kształcie migdałów. Długie kruczoczarne włosy zawsze spina w niechlujny kucyk lub związuje w kok nisko nad karkiem, byleby się trzymały, ale nie ciągnęły za bardzo za skórę. Przez to - oraz fakt, że nie odwiedza fryzjerów, tylko korzysta z pomocy współlokatorów w Bazie przy ich obcinaniu - zawsze ostatecznie opada jej na twarz grzywka. Prawdopodobnie jako efekt uboczny mutacji, jej włosy noszą ślady przedwczesnej siwizny. Szczególnie widoczne jest jasnoszare pasemko ciągnące się od jej lewej skroni.
        Gdyby nie jej upór w treningach, prawdopodobnie byłaby tylko kolejną "ładną buzią" z potężnym nazwiskiem i bardzo ją cieszy, iż do tego nie doszło. Wśród Szczurów, gdzie sporo kobiet porzuciło typowe standardy piękna, czuje się o wiele pewniej ze swoim wyglądem. W końcu nie musi się już martwić, jak będzie się prezentowała w sukience, a nawet śmie sądzić, że wyszłoby to dobrze. Całe szczęście ubierać się też już może jak tylko zechce, dlatego porzuciła konwenanse na rzecz ubioru mającego na celu wyłącznie wygodę. Z zadowoleniem nosi szerokie sportowe staniki, czasem tylko równocześnie z krótkim podkoszulkiem (najwyraźniej zupełnie nie zdając sobie sprawy, że to właśnie przez takie osoby jak ona biseksualni ludzie mają poważne problemy ze skupieniem). Ma swoją ulubioną lekką czarną kurtkę z różowym nadrukiem w kanji na plecach. Nie nosi żadnych spodni poza dresowymi, z większością par sięgającą połowy łydki. Największy problem zawsze ma z obuwiem, a raczej z prędkością z jaką się zużywa. Kas straciła rachubę ile par już zniszczyła tylko odkąd dołączyła do Szczurów, pozostaje się jedynie cieszyć, że najwyraźniej nie obciąża rachunków Fery za bardzo gdy kupuje nowe. Często nosi ze sobą swój czarny łańcuch, zakończony z obu stron obciążnikami. Przy bliższym sprawdzeniu widać, że kolor wziął się od śladów spalenia, ale żadne ogniwo nie wygląda, jakby się stopiło. Feniks wiesza go u pasa i nigdy nie wygląda, jakby jej przeszkadzał w jakikolwiek sposób.
        <Notka dodatkowa: Kasumi ma tatuaż na plecach, o którym chyba sama zapomina - odwrócony pomarańczowy wachlarz w błękitne kwiaty, sięgający od jednej łopatki do drugiej. Nie pytajcie skąd to wiem.>
Narodowość: Japonia
Rodzina: Shangri-laskie klany nazywają siebie "rodzinami", ale biologicznych krewnych miała na wyspie jedynie dwóch. Matka, Kamiko Zila (połowicznie Austriaczka), zmarła dziesięć lat temu. Jedyną żyjącą rodziną Kasumi jest Ryunosuke Orochi, jedna z trzech głów Wschodniego Wiatru. <Felix wyraźnie kazał trzymać to w sekrecie, dopóki Kas sama nie zdecyduje o tym mówić.>
Zameldowanie: Taprobana, Shangri-la
Zawód: Przed dołączeniem do Szczurów pracowała dla ojca, w tej nielegalnej części rodzinnego biznesu, oczywiście. Obecnie większość jej czasu pochłania praca dla Fery, zanim jednak do tego doszło zdążyła wyrobić sobie sławę jako pogromczyni interesów Orochiego.

Działalność

Przynależność: Szczury
        Ekipa
Przełożony: Fera Rosa
Rola: Doskonały infiltrator oraz szpieg. Zgodnie z decyzją Strzygi objęła dowództwo nad shangri-laską ekipą do zadań specjalnych. Jej zdolności oraz kreatywność robią z niej idealną osobę do przygotowania i przeprowadzania najbardziej spektakularnych akcji.

Zdolności specjalne

Mutacje: Tak
        Szczegóły: Ślady działalności Kasumi kładą się po czterech miastach... neonowym światłem. Naprawdę. Mutacja Fuchicho umożliwia jej tkanie neonowych linii. Kobieta potrafi wykorzystywać swoją umiejętność na przeróżne sposoby. Umie tworzyć krótkotrwałe wzory z białego światła w powietrzu, lub trwałe ozdoby na ścianach. Często się w ten sposób "podpisuje", malując palcami symbol feniksa w różnych miejscach w mieście. Jej zdolność potrafi być także zabójcza - światło przy odpowiednim skupieniu staje się laserem. Kas często łączy to ze łańcuchem owiniętym wokół przegubu, tworząc szybko uderzającą broń zdolną rozciąć metal. Jednak największym plusem mutacji jest zdolność przemienienia całego ciała w "płynne" światło. Kobieta staje się po prostu neonową smugą, mogącą wspinać się po każdej ścianie, poruszając się przy tym z niebywałą prędkością i zostawiając błyszczącą mgiełkę. Pod tą postacią nie ima się jej żadna amunicja, ale jest dość wyczerpująca, zmuszając Kasumi do wykorzystywania jej w krótkich interwałach. Na szczęście, z jej znajomością własnych możliwości, kilka sekund to aż nadto czasu.
Modyfikacje mechaniczne: Brak
Pozostałe umiejętności: Jako jedyna możliwa następczyni klanu Orochi, spędziła dzieciństwo i młodość ucząc się walki wręcz oraz obsługi broni palnej. Korzystanie z tej drugiej jednak okazało się niepotrzebne, gdy objawiła się jej mutacja. Ze zdolności niezwiązanych z przemocą, jest nienajgorszą artystką. Nie porównywałaby się do mistrzów streetartu w Megalopolis, ale ma wrodzone wyczucie do kompozycji i kolorów. <no i żaden z nich nie jest w stanie malować światłem>

Osobowość

Charakter: Po pierwszym spotkaniu, Feniks może wydawać się dość... nieprzystępną osobą. Rozmowa będzie prawdopodobnie kręcić się wyłącznie wokół jej obecnych interesów - przygotowań do kolejnego szalonego planu Fery, aktywności yakuzy na terenie Szczurów, czy też rzeczy tak przyziemnych jak problemy zaopatrzeniowe bazy w Shangri-la. Próby zaprzyjaźnienia się mogą z początku wydawać się daremne, ale tak już jest z Kasumi. Gdybyś zapytał kogokolwiek z jej przyjaciół w Elizjum, prawdopodobnie opisaliby ci zupełnie inną osobę. Wspomnieliby też, że na początku było z nią o wiele gorzej. I mieliby rację - świeżo przyjęta do gangu Kasumi Zila, a "nasza Kas" stanowczo się między sobą różnią. Fuchicho dołączyła do gangu nadal żyjąc świadomością ex-yakuzy, gdzie wszyscy obcy ludzie wydają się konkurencją lub nawet potencjalnym zagrożeniem, więc najbezpieczniejszym wyjściem jest trzymanie gardy przez cały czas. Spotkanie z otwartością i przyjacielską atmosferą w najbliższym otoczeniu osławionej Strzygi było dla niej niejakim szokiem. Nikt nie upominał jej za zwracanie się do ludzi po imieniu, rzadko jadła lunch sama, a przede wszystkim nigdy nie towarzyszyło jej wrażenie, jakby tam nie pasowała. Kobieta powoli przyzwyczaiła się do tej nowej, obcej rzeczywistości i zaczęła ją nawet lubić. Jednak wpajane latami instynktowne zachowania ciężko wyplenić i wciąż przejawia pozostałości wyuczonego zachowania. Stąd też jej wydawałoby się wręcz surowe, krytyczne podejście do nowych rekrutów, czy niespodziewana po członku gangu uprzejmość oraz znajomość etykiety. Pierwsze wrażenie Kas może i nie jest złudne, ale kryje się za nim więcej niż może się wydawać. Może cię upomnieć i wątpić w twoje umiejętności, nigdy jednak nie przemawia za tym wrogość - Feniks jest po prostu ostrożna. Znalezienie z nią wspólnego języka również nie jest trudne, gorzej mają z nią jedynie osoby wulgarne. Jeśli nie potraktujesz jej z takim samym szacunkiem jak ona ciebie, raczej nie będziecie przyjaciółmi. 
        Fuchicho zdecydowanie odstaje od reszty Szczurów. Nie chodzi tu o wygląd (w końcu to chyba najbardziej rasowo zróżnicowany gang w dziejach Megalopolis), bardziej o to, jak daleko w tyle jest ze wszystkim innym. Wychowała się w całkowitym odosobnieniu od rówieśników, nie ma więc zielonego pojęcia, jak spędzają czas normalne dzieciaki, a co dopiero ludzie w jej wieku. W jej przypadku, jeśli ją nie obchodzisz, po prostu cię zignoruje. Na pewno jednak zauważysz, że próbuje się z tobą dogadać. Zawieranie faktycznych znajomości wychodzących poza "profesjonalną relację" zdecydowanie nie jest jej silną stroną. I chociaż, jak już wspomniałam, nie jest z nią tak źle, jak było na samym początku, nadal bycie głośną i otwartą jak jej przyjaciele jest dla niej bardziej niż niekomfortowe. Co nie powstrzymuje jej przed próbowaniem. Kas uważa, że jedynym sposobem na radzenie sobie z problemami jest bezpośrednia konfrontacja, nieważne, jak bardzo się po drodze upokorzy. Właśnie takie rozwiązanie podaje jej jej analityczny umysł, zupełnie jakby zostanie czyimś przyjacielem wymagało specjalnej taktyki. Obecnie z zadowoleniem uznaje, iż jej zdolności socjalne są wystarczające, by nie musieć się na nich tak skupiać. Udowodniła już, że potrafi przewodzić grupą w poważnej operacji, a potem zabrać swoich przyjaciół na milkshake'i w centrum handlowym.
        Kasumi ma jeden dosyć wyraźny problem, z którym jeszcze nie udało się jej poradzić; Nauczyła się już, że pokładanie w innych zaufania nie jest złe. Ba! znalazła sobie nawet przyjaciół, za którymi skoczyłaby w ogień. Stała się wyjątkowo uczynną osobą wobec swoich znajomych... ale sama nie umie akceptować cudzej pomocy. Kas miewa sporo problemów, często powiązanych ze swoją przeszłością, które zawsze upiera się rozwiązywać na własną rękę. Nie jest pewna dlaczego, po prostu mieszanie w swoje sprawy innych wydaje się... niewłaściwe. Nie fair. To nie ich kłopot, więc muszę rozwiązać go sama. Z tego powodu właśnie praca w drużynie może i nie jest niemożliwa, jednakże kobieta z pewnością wolałaby wszystko robić samodzielnie. Inni ludzie są jak dodatkowe zmienne w równaniu - nie psują go, ale łatwiej byłoby tylko z jedną. Fakt, że to właśnie ona została liderem ekipy w Shangri-la nadal do niej nie dotarł w całości. Pewnie, może zajmować się nawet i administracją, tylko dlaczego ona? Nie marudzi. Powiedziałabym nawet, że chyba widzi to jako kolejną okazję do poszerzania swoich horyzontów. Całe życie była przygotowywana do przewodzenia kryminalną organizacją (chociaż próbowała przed tym uciec). Po prostu nigdy przez myśl jej nie przeszło, że mogłaby się czuć wśród swoich współpracowników, jak część rodziny.
        Czym sobie na to zasłużyłam?
Relacje z innymi: Jak już wspomniałam, ze względu na swoją sytuację kobieta nadal musi uważać komu ufa. Stanowcza większość jej relacji ze Szczurami nie wybiega poza profesjonalną. Sytuacja zmienia się jednak w przypadku najbliższej Ferze ekipy...
        Pozytywne: Pierwszymi przyjaciółmi Kas (chyba w całym jej życiu) byli Sylvain i Felix. To ich Fera wysłała w odpowiedzi na wiadomość Fushicho do Szczurów i jeszcze tego samego dnia zorganizowali pokaz neonowych świateł na środku największego skrzyżowania w Shangri-la. Nie da się ukryć - mają na nią duży wpływ, całe szczęście tylko na dobre. I chociaż często pakują ją w kłopoty, Feniks bardzo ceni sobie ich zdanie i nie wątpi, że to niejednostronny szacunek. 
        Miała okazję pracować z Ghanem i chociaż nie uznałaby go za przyjaciela, na pewno zmieniła swoje zdanie o nim na lepsze. Okazało się, że jeśli nie jest w tym samym pokoju z dwudziestką innych ludzi, jednak da się z nim porozmawiać.
        Jest jeszcze Hiccup, ale kogo Hiccup nie lubi? Kasumi na głos by tego nie powiedziała, ale uważa, że Cup jest przeurocza.
        Negatywne: Trudno jej ufać obcym, ale jeszcze trudniej przychodzi jej zaufać człowiekowi pochodzącemu z tego samego środowiska, co ona. Nie wspominając już, że w obowiązkach Ichiro bez wątpienia leżało odnalezienie jej i sprowadzenie z powrotem do "domu". Feniks, czemu sama sobie się dziwi, potrafi jednak z nim współpracować. Dobrze go zna. I właśnie dlatego go nie lubi.

Załączniki

[Tajemniczy artysta "Fushicho" ozdabia Shangri-la]
[Neonowe skrzyżowanie w Shangri-la]

Zdjęcia

Halloween 2021 (z Hiccup!)